Porty, logistyka

Niedługo minie pół wieku od pierwszego przesyłu ropy przez należący do PERN-u ropociąg "Przyjaźń". O tym jaka jest kondycja firmy, po co nowy terminal naftowy i jak na inwestycjach firmy odbiły się kłopoty branży budowlanej mówi portalowi wnp.pl. prezes PERN Marcin Moskalewicz.

Jaka jest ogólna kondycja firmy?

- Przychody będą co prawda w tym roku mniejsze niż w ubiegłym - tak na marginesie absolutnie rekordowym w 50-letniej historii firmy - ale wynika to głównie z remontów, a właściwie powodowanych nimi przestojów, jakie miały miejsce na początku roku w rafinerii gdańskiej i niemieckim PCK-u.

Jeśli dodamy do tego zupełne wygaśnięcie w tym roku tranzytu przez Gdańsk - a na jakieś niewielkie wolumeny w tym zakresie jednak liczyliśmy - to okaże się, że poziom naszych przychodów, wciąż przecież bardzo dobry - zmniejszył się po ośmiu miesiącach z 436 mln w ub.r. do 394 mln w b.r.

Na szczęście zysk wygląda lepiej, ponieważ zadbaliśmy o stronę kosztową i po ośmiu miesiącach wynosi odpowiednio 196 mln do 170 mln zł w b.r.

Najważniejsza i sztandarową inwestycją jest budowa nowego terminala? Co przemawia za taką budową?

- Właściwie wszystko, począwszy od wypełnienia naturalnej luki na polskim wybrzeżu, które jest jedynym nad Bałtykiem, gdzie wciąż nie ma nowoczesnego terminala naftowego, poprzez gwarancje dostaw ropy dla krajowych i niemieckich rafinerii, do znakomitego uzupełnienia dla funkcjonowania Naftoportu - w postaci hubu przeładunkowego.

W tym ostatnim wypadku możemy się tylko cieszyć, że w latach 70. Naftoport w ogóle powstał, niestety bez drugiej części, czyli właśnie hubu przeładunkowego, który został wówczas zablokowany z przyczyn politycznych. W tej chwili my to budujemy i kończymy. Dlaczego? Patrzymy z uwagą na to co dzieje się na rynku i wyciągamy wnioski.

Na co one wskazują?

- Obecnie widać wyraźnie, że rośnie znaczenie dostaw surowca z morza, a co za tym idzie rola Naftoportu jako portu przeładunkowego. Brakuje jednak bazy terminalowej z prawdziwego zdarzenia - jak widać, za nasza inwestycją przemawiają konkretne zapotrzebowania i ekonomia.

Czy ta inwestycja nie jest także wyprzedzeniem sytuacji gdy okaże się, że bardziej opłacalny jest import ropy innej niż rosyjska?

- Faktycznie można zauważyć, że dyferencjał pomiędzy ropą rosyjską i brentem zmienia się. Chociaż wciąż najtańszy transport surowca odbywa się rurociągiem "Przyjaźń" musimy być gotowi na import większej niż dotychczas ilości ropy tankowcami, czego zresztą mogą oczekiwać od nas rafinerie. Pamiętajmy, że nasza inwestycja jest planowana na kilkadziesiąt lat i musi odpowiadać także na wyzwania jakie się pojawią w przyszłości.

Tymczasem polskie rafinerie przeszły gruntowną modernizację, należą do najnowocześniejszych w Europie i od dłuższego czasu testują przerób różnych gatunków ropy. Można się więc spodziewać - zresztą to już właściwie widać - że w transakcjach spotowych będą kupowały większe ilości surowca z innych kierunków.

Chcemy być na to przygotowani. Oferta Terminala Naftowego będzie zresztą znacznie szersza i obejmie także inne usługi jak kumulację i blendowanie. W naszej ofercie znajdzie się także możliwość komponowania ropy na potrzeby konkretnych rafinerii.

Jak po tych inwestycjach będzie wyglądała możliwość zagwarantowania dostaw ropy droga morską dla polskich rafinerii?

- Już w tej chwili jesteśmy w stanie zagwarantować bezpieczeństwo dostaw z morza dla polskich i niemieckich rafinerii. Jednak naszym obowiązkiem - jako firmy strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego państwa - jest być przygotowanym na wszystkie, nawet te najbardziej nieprawdopodobne, czarne scenariusze. Budowa Terminala Naftowego w Gdańsku kapitalnie ułatwi przeładunki surowca, a co za tym idzie wpompowanie czarnego złota do "krwioobiegu" paliwowego polskiej gospodarki, co z kolei pozwoli nam spać spokojnie.

Macie ambitne plany inwestycyjne. Jak na nich odbijają się problemy branży budowlanej?

- Muszę przyznać, że kilka firm, z którymi współpracowaliśmy od lat przeżywa dziś mniejsze lub większe kłopoty. Ubolewamy nad tym. Do realizacji naszych inwestycji poszukujemy przecież wykonawców o stabilnej sytuacji, dobrych gwarancjach ale przede wszystkim firm doświadczonych.

Czy problemy na rynku budowalnym odbiją się na naszych inwestycjach?

Nie widzę takich zagrożeń. Na dzień dzisiejszy realizujemy nasze inwestycje zgodnie z harmonogramami i mam nadzieję, że tak będzie nadal a sytuacja na rynku budowlanym znowu wróci do normy.

Dariusz Malinowski

1 1 1 1

Newsletter