Prawo, polityka

Konwencja o statusie prawnym Morza Kaspijskiego, podpisana w niedzielę na szczycie państw nadkaspijskich, to kompromis, który nie stawia kropki nad „i” w regionalnej grze – ocenił w czwartek rosyjski ekspert zajmujący się Azją Środkową Arkadij Dubnow.

„Ten dokument trudno nazwać przełomem. Jest to w dużym stopniu kompromis, kompromis wymuszony, gdyż nie ma w nim rozwiązania części podstawowych problemów, które uniemożliwiały zawarcie tej konwencji wcześniej” – oświadczył Dubnow w wywiadzie dla niemieckiej stacji Deutsche Welle.

Jak zaznaczył Dubnow, podpisana konwencja ma charakter ramowy i w pewien sposób określa zasady gry, ale „w samej grze nie została bynajmniej jeszcze postawiona kropka nad 'i'”. Dodał, że konwencja wymaga ponadto ratyfikacji i że nie jest on przekonany, czy pójdzie to gładko.

Konwencję podpisali w niedzielę w kazachskim Aktau przywódcy Rosji, Iranu, Azerbejdżanu, Turkmenistanu i Kazachstanu, Władimir Putin, Hasan Rowhani, Ilham Alijew, Kurbankuły Berdymuchammedow i Nursułtan Nazarbajew.

Na razie nie przedstawiono jej zapisów. Rowhani wskazał, że delimitacja Morza Kaspijskiego będzie wymagała dodatkowych porozumień. Powiedział też, że jeden z punktów konwencji przewiduje zakaz stacjonowania na Morzu Kaspijskim sił zbrojnych krajów spoza kaspijskiej piątki.

Dubnow wyraził przekonanie, że konwencja teoretycznie usuwa zasadnicze przeszkody dla realizacji projektu budowy rurociągu, którym transportowany byłby turkmeński gaz do Europy. 300-kilometrowy gazociąg podwodny miałby dostarczać ten surowiec z Turkmenistanu do Azerbejdżanu, umożliwiając jego dotarcie na rynki europejskie.

Według eksperta Rosja zdecydowała się na to ustępstwo z dwóch powodów. Po pierwsze, dla Moskwy istotniejsze są obecnie problemy geopolityczne, wymagające pilnego rozwiązania wobec zaostrzenia stosunków z USA. „Dlatego potrzebne były jej środki nacisku, umożliwiające zapobieżenie pojawieniu się amerykańskich struktur militarnych w regionie basenu kaspijskiego” – ocenił.

Według niego spadła też potrzeba przeciwdziałania dotarciu kaspijskiego gazu na rynek europejski, gdyż o ile wcześniej gaz turkmeński był konkurentem dla gazu Gazpromu, o tyle teraz mają one inne rynki i nie rywalizują ze sobą w takim stopniu. Znaczenie turkmeńskiego surowca obniża też pojawienie się gazu łupkowego i skroplonego, a także projekt Nord Stream 2 – dodał.

Zastrzegł przy tym, że „Rosja, a także Iran rezerwują sobie możliwość wywierania nacisku na Turkmenistan przy pomocy podpisanego w Moskwie 20 lipca protokołu dotyczącego zapobiegania wpływom ekologicznym w Morzu Kaspijskim”. „Sądzi się, że argument ten może być wysuwany wobec budowniczych gazociągu” – zaznaczył Dubnow.

Odnosząc się do zapisu w konwencji o zakazie obecności na Morzu Kaspijskim sił wojskowych innych państw, Dubnow wyraził przekonanie, że perspektywa pojawienia się w regionie baz NATO czy USA była wydumana, a bazy stanowiły sztucznie rozdmuchiwany przez Kreml „straszak” dla opinii publicznej. „Ale dla Moskwy było istotne zminimalizowanie lub w ogóle wyeliminowanie udziału jej sojuszników w projektach związanych z USA, m.in. jeśli chodzi o logistykę przerzucania amerykańskich ładunków do Afganistanu, co irytuje Kreml” – powiedział ekspert.

Jak podkreśla Deutsche Welle, likwidacją ryzyka pojawienia się Amerykanów w regionie jest też zainteresowany Iran. Kazachstan już uczestniczy w tranzycie przez swoje terytorium amerykańskich ładunków niewojskowych do Afganistanu i „są poważne podstawy, by wierzyć informacjom, że Amerykanie 'umizgują się' do Aszchabadu, by uzyskać zgodę również na turkmeńską trasę tranzytu do Afganistanu, która byłaby znacznie krótsza od kazachskiej i biegłaby w pobliżu granic Iranu” - czytamy. Teraz Iran będzie mógł, powołując się na wskazany wyżej zapis, argumentować, że grozi to obecnością w regionie sił innych państw.

Na uwagę dziennikarza DW, że w konwencji dokonano podziału powłoki wodnej Morza Kaspijskiego, ale odłożono podział dna i podglebia, Dubnow oznajmił, że właśnie dlatego nie można nazwać dokumentu przełomowym.

„Iran formalnie odstąpił od kategorycznego żądania, by dzielić dno Morza Kaspijskiego po równo – po 20 proc. dla każdego z pięciu państw. Ale faktycznie ta zamrożona kwestia jest wciąż milcząco obecna(…) Myślę, że ta sprawa będzie rozwiązywana przez kilka lat, a nie miesięcy” – ocenił Dubnow.

Ekspert przypomniał, że jeszcze przed podpisaniem konwencji wiceminister spraw zagranicznych Rosji Grigorij Karasin zaznaczył, iż Morze Kaspijskie nie zostanie w niej uznane ani za morze, ani za jezioro.

„Odmowa podporządkowania się konwencji ONZ o prawie morza pozwala uniknąć dzielenia dna według morskich zasad. Zaś odmowa uznania Morza Kaspijskiego za jezioro pozwala zrezygnować z jego pełnego podziału na części” – wskazał Dubnow, oceniając, że jest to korzystne przede wszystkim dla Rosji, która „przedłużyła sobie prawo – faktycznie posiadane już wcześniej – do swobodnego operowania flotą kaspijską na całym lustrze wody Morza Kaspijskiego z wyjątkiem sektorów zagranicznych”.

Morze Kaspijskie to największy na świecie akwen otoczony lądem. Ma bogate złoża węglowodorów i stanowi naturalną barierę między ogromnymi złożami turkmeńskiego gazu ziemnego a Europą.

Kiedyś Morze dzieliły między siebie Związek Radziecki i Iran, ale wraz z rozpadem ZSRR i powstaniem państw postsowieckich - Rosji, Kazachstanu, Azerbejdżanu i Turkmenistanu - sytuacja się skomplikowała, prowadząc do wieloletnich negocjacji w sprawie statusu akwenu.

Małgorzata Wyrzykowska

1 1 1 1

Źródło: