
Wysłanie Turritelli okazało się niewypałem. Statek został przechwycony przez Brytyjczyków pod Adenem i jego niemiecka załoga była zmuszona zatopić go. W ten sposób Anglicy dowiedzieli się jednak o istnieniu Wolfa i wzmogli czujność. Nerger musiał zacząć uważać bardziej niż do tej pory. Kiedy jednak wrogowie szukali go na Oceanie Indyjskim, on zmierzał już na Pacyfik topiąc po drodze kolejne statki i zabierając następnych jeńców. Niebawem był poszukiwany przez floty wojenne nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i Francji, Japonii, Australii, Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych.
Jeńców na pokładzie Wolfa przybywało, Nerger unikał bowiem zabijania cywilów. Pod koniec rejsu było ich już ponad 400! Znaleźli się wśród nich reprezentanci aż 25 narodowości. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by rozumieć jakiego rodzaju problemy nastręczała taka sytuacja. Tych wszystkich ludzi trzeba było nie tylko pilnować, ale także żywić, poić, a także leczyć. Nerger nie miał jednak wyjścia. Jeśli chciał, aby jego misja pozostała tajemnicą, musiał jakoś dawać sobie radę z tymi kłopotami.

Trzeba podkreślić, że przypadkowi więźniowie Wolfa byli dobrze traktowani. Tak dobrze, że zachowanie wobec nich niemieckiego kapitana i jego marynarzy śmiało nazwać można rycerskim. Z czasem pomiędzy nimi nawiązały się relacje dalekie od tych, jakich można by się spodziewać pomiędzy wrogami. Zdjęcia z tego okresu sprawiają wrażenie, jakby były zrobione na jakimś pasażerskim statku, a nie korsarskim rajderze podczas działań bojowych.
Na pokładzie Wolfa znalazła się np. sześcioletnia Juanita Cameron, córka kapitana amerykańskiego statku Beluga, która wspólnie z nim i matką płynęła ze Stanów Zjednoczonych do Australii. Jednostka została zatopiona przez Niemców 9 lipca 1917 roku. Juanita była sympatycznym dzieckiem. Szybko zaprzyjaźniła się z członkami załogi Wolfa, z których zapewne niejeden pozostawił w kraju córkę w jej wieku. Obsypywana podarkami przez nowych „wujków”, stała się niebawem ich oczkiem w głowie, stanowiąc miłe urozmaicenie ich trudnej służby.
Wolf kontynuował rejs stawiając miny i zatapiając statki najpierw na Pacyfiku, potem na Oceanie Indyjskim. Tam, 10 listopada 1917 roku, niedaleko wybrzeży Madagaskaru, Niemcy zajęli hiszpański statek Igotz Mendi, ale go nie zatopili. Nerger przeniósł na niego część jeńców i obie jednostki obrały kurs na Europę.
„Jesteśmy w domu”
Niemieccy marynarze cieszyli się z takiego obrotu sprawy. Do domu jednak była daleka droga. Przez Atlantyk można było się jeszcze jakoś przedostać, ale jak przejść przez blokadę wybrzeży ich rodzinnego kraju prowadzoną przez aliantów? Ironią losu byłoby, gdyby niemal u kresu swojej niezwykłej podróży, Wolf wpadł w ręce nieprzyjaciela.
Szczęście jednak cały czas sprzyjało Nergerowi. Dowodzony przez niego okręt przebył Atlantyk i wyszedł na Morze Północne przez nikogo niezauważony. Emocje sięgnęły wtedy zenitu. Słusznie, jak się potem okazało. Wolf przepłynął zaledwie około 100 mil morskich od silnego zespołu brytyjskich okrętów, które patrolowały ten rejon.
