- Przyznam, że nigdy nie sądziłem, iż stanę się autorem książek konwojowych. Jako historyk musiałem trzymać się wiernie wydarzeń, które poznawałem w raportach kapitanów, dokumentach armatorów, z relacji kapitanów i członków ich załóg czy pasażerów. - powiedział nam prof. Jan Kazimierz Sawicki.
- Panie profesorze, w 1971 roku obronił pan na Uniwersytecie Gdańskim pracę pod tytułem „Robotnicy rolni na Pomorzu w latach 1918-1929”. Jak to się stało, że z badacza historii polskiego rolnictwa zamienił się pan w eksperta od dziejów polskiej floty i jej kadr?
- Uczęszczałem na seminarium znanego profesora, Romana Wapińskiego, który realizował wówczas program badawczy m.in. o międzywojennych dziejach Pomorza. Mnie przypadł w udziale temat o owych robotnikach rolnych, który dał mi stopień i cenzus doktora. Potem kilka lat zajmowałem się strukturami partii politycznych, w tym ich organizacją w Gdynia Ameryka Linie Żeglugowe SA i w Polskich Liniach Oceanicznych. Poznałem wówczas kombatantów z konwojów alianckich i żołnierzy z konspiracji niepodległościowych, którzy usilnie namawiali mnie do opracowania historycznych monografii o wojennych i powojennych dziejach Polskiej Marynarki Handlowej. Takich badań naukowych nikt w Polsce wówczas nie prowadził. Bez ścisłej współpracy z członkami wojennych załóg statków PMH - kapitanów, oficerów i marynarzy - żaden z historyków nie był w stanie podjąć się realizacji tego tematu. Rozpocząłem samodzielne badania naukowe, ale przy stałym pilotażu kadry morskiej. Pomagali mi dawni oficerowie i marynarze Polskiej Marynarki Wojennej oraz żołnierze Armii Krajowej, których zatrudniano w różnych działach gospodarki morskiej. Jednak badania najnowszych dziejów morskich Polski, nie cieszyły się, mówiąc oględnie, uznaniem ówczesnych władz.
- A może w czasach PRL wygodniej po prostu było zajmować się ruchem robotniczym?
- W podejmowaniu tej tematyki istniały znaczne ograniczenia, podobnie jak to się dzieje z efemerydalnymi partiami ostatniego dwudziestolecia. W 1980 roku zapisałem się do Solidarności, ale po wprowadzeniu stanu wojennego nie przystąpiłem do tzw. strajku intelektualnego. Moja „wojna"” polegała na opracowaniu i opisaniu spraw morskich niepodległej Polski w latach II wojny światowej. Przełomem było pokazanie udziału członków Wydziału Marynarki Wojennej „Alfa” Komendy Głównej Armii Krajowej w przywracaniu i konstytuowaniu polskiego stanu posiadania na Wybrzeżu i morzu po zakończeniu wojny. Stworzone przez nich wówczas główne zręby polskiej gospodarki morskiej rozwijano z różnym natężeniem w latach następnych i przetrwały one aż do osławionej transformacji w 1989/1990 r.
- Współpracował pan z kadrą z konwojów alianckich i z członkami konspiracji niepodległościowych.
- Niezależnie od poznania źródeł archiwalnych i innej dokumentacji pisanej, bezcenną pomoc i stały, wymagający pilotaż miałem zapewniony dzięki wzajemnym, koleżeńskim i rodzinnym rekomendacjom żyjących w kraju i na obczyźnie członków wojennego personelu marynarki polskiej. Posiadałem osobiste kontakty z dawnymi kapitanami i oficerami PMH oraz PMW w Australii, Republice Południowej Afryki, Anglii, Stanach Zjednoczonych i w… kraju. Przy tak rozległych badaniach, wszędzie napotykałem bariery wynikłe z braku elementarnej, imiennej wiedzy o kadrze morskiej. Dotyczyło to tak lat pokojowej pracy na morzu, jak i wojennej żeglugi w składzie flot alianckich czy Royal Navy.Konieczne stało się równoległe prowadzenie prac dokumentacyjnych i przygotowywanie monografii historycznych. Tak powstały: „Polska Marynarka Handlowa (1939-1945)”, „Podróże polskich statków (1939-1945)” i „Odrodzenie żeglugi morskiej w Polsce 1945-1947”. Dopiero w latach 1992-1994 było możliwe sfinalizowanie prac nad pierwszym tomem „Kadr morskich Rzeczypospolitej”, który zawierał pełny, imienny rejestr absolwentów cywilnego szkolnictwa morskiego od 1922 do 1992 r., który w kolejnych tomach rozszerzono do 2005 r.Realizacja tych głównych zadań naukowych, przy niezawodnej współpracy ostatnich członków załóg PMH, stała się naszą i de facto moją walką o zapisanie białych kart dziejów niepodległej Polski na morzu. Pierwsza z wymienionych monografii ponad 10 lat czekała na wydanie (!). Ukazała się dopiero w 1991 r., ale drugie wydanie nastąpiło już w następnym roku, przy pełnym finansowaniu przez PLO i PŻM.
- Ale był przecież Pertek, Kosiarz, Dyskant - kilku autorów na ten temat pisało!
- Realizowałem własny program naukowych badań o PMH i gospodarce morskiej, z którym żadna z wymienionych osób nie miała nic wspólnego. Chylę głowę przed dorobkiem redaktora Jerzego Pertka. Od zakończenia wojny w 1945 r. pisał on reportaże historyczne o dziejach wojennych PMW i później także PMH. Najważniejszą spuściznę pozostawił w tematycznych, coraz obszerniejszych i wielokrotnie wznawianych edycjach swoich książek, które dokumentował setkami relacji świadków i zamieszczanych dokumentów. Tworzył niepowtarzalną legendę o polskim czynie zbrojnym na morzu, która krzepiła polskie serca. Jerzy Pertek inicjował także nurt biografistyki kadr morskich, poczynając od XV wieku, aż po czasy współczesne. Opracował rejestry poległej kadry morskiej w II wojnie światowej. Pełniejszą charakterystykę jego twórczości przedstawiałem w studiach historiograficznych polskiego piśmiennictwa morskiego, np. w zbiorowym dziele „Marynarka Polska (1918-2008)”, które zostało wydane pod moją redakcją w 2009 r.
- Mówi pan, że Pertek tworzył legendy. Trochę pan go tym stwierdzeniem dyskredytuje.
- Nie sądzę. Wyjdźmy od tego, że książki red. Jerzego Pertka o PMW i PMH były pracami popularnonaukowymi wydawanymi w masowych nakładach. Otwierały nowe możliwości badawcze, dla każdego kto decydował się zająć tematyką związaną z marynarką polską w latach II wojny światowej, a nawet później.
- Poprzedni artykuł
- Następny artykuł »»
