- Kiedy pan faktycznie rozpoczął badania dziejów wojennych i powojennych Polskiej Marynarki Handlowej i Wojennej?
- Moje badania naukowe odcinka morskiego, zapoczątkowane w 1975 r., koncentrowały się na dziejach wojennych i powojennych Polskiej Marynarki Handlowej i jej kadr oraz stanu ówczesnej gospodarki morskiej państwa polskiego. Byłem cywilem i nie mogłem wówczas zajmować się naukowymi badaniami najnowszej historii marynarki wojennej. Opracowywałem więc zagadnienia dotyczące organizacji i działalności cywilnych władz morskich, armatorów floty transportowej, zatrudnienia załóg, ubezpieczeń, o szkolnictwie morskim, strat i zniszczeń wojennych... Gromadziłem dokumentację do eksploatacji polskiej floty w latach wojny. Po wielu perturbacjach zdołałem wydać wspomniany tom o podróżach polskich statków, przewożonych pasażerach i ładunkach. Jest to osiągnięcie naukowe tej miary, że pozwoliło określić rozmiary polskiego wysiłku na morzu na rzecz wspólnego zwycięstwa aliantów. Napisałem także kilka książek o żegludze konwojowej polskich statków. Moje zainteresowania naukowe zagadnieniami PMW, ograniczały się wówczas do prac dokumentacyjnych z udziałem oficerów rezerwy PMW, którzy pracowali na cywilnym odcinku morskim. Dopiero w 1994 r., na prośbę Małgorzaty Czerwińskiej, zainteresowałem się spuścizną jej nieżyjącego małżonka kmdr Juliana Czerwińskiego, na opracowanie i wydanie której nie było chętnych. Był to bezcenny materiał biograficzny o oficerach PMW z lat 1918-1947. Po skompletowaniu zespołu autorskiego, praca rozszerzona została o wiele podstawowych zagadnień organizacyjnych i kadrowych, pierwszych w takim zakresie opracowań w ojczystej i polonijnej historiografii. Doprowadziłem do opracowania imiennych rejestrów i biografii ponad 1350 oficerów PMW i członków „Alfy”, wśród których znajdowało się prawie 500 oficerów w różnym czasie zatrudnionych w żegludze pod ojczystą i obcą banderą. W końcowym bilansie tom drugi „Kadry morskie Rzeczypospolitej. Polska Marynarka Wojenna. Korpus oficerów 1918-1947”,stał się najwybitniejszym dziełem dokumentacji i biografistyk korpusu oficerskiego Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej. Znacząco go uzupełnia obecna edycja tomu V, wraz z pierwszymi w polskiej historiografii zbiorami 4751 rejestrów imiennych wszystkich szeregowych marynarzy z lat II wojny światowej.
- Jak to się stało, że jest pan, profesorze, autorem książek konwojowych?
- Przyznam, że nigdy nie sądziłem, iż stanę się autorem takich książek. Jako historyk musiałem trzymać się wiernie wydarzeń, które poznawałem w raportach kapitanów, dokumentach armatorów, z relacji kapitanów i członków ich załóg czy pasażerów. Nie mogę tu pominąć innej, zebranej dokumentacji pisanej, kolekcji zdjęć i prywatnych dokumentów. Starałem się wiernie rekonstruować wydarzenia z wykorzystaniem całego, dostępnego warsztatu naukowego. Żyjący wówczas kapitanowie, oficerowie i marynarze wspierali mnie w zapisywaniu tych białych kart. Uczyli terminologii morskiej, czytania dzienników nawigacyjnych, maszynowych, intendenta. Dzięki nim wiedziałem, że termin „dopalanie” w „Dzienniku Maszynowym”, oznaczał atak U-bootów na konwój. Książki konwojowe zacząłem pisać niejako z rozpaczy, aby nie dopuścić do zmarnowania zebranego materiału dokumentacyjnego. Ważyły na tym także zaciągnięte honorowe zobowiązania wobec kapitanów, oficerów i członków załóg statków transportowych. W takich okolicznościach powstały książki: „S/s Tobruk w konwojach śmierci” (1990 r.), „Zdrada alianckiej bandery” (1991), „Pod flagą komodora” (1992), „Bezbronne konwoje” (1993). Zawierają wiele szczególnie ważnych zapisów wiedzy o wojennej żegludze polskich statków i ich załóg, znacznie pełniej umożliwiają poznanie wojennej żeglugi i autentyzm przeżyć na szlaku.
- A seriawydawnicza „Księgi Floty Ojczystej”?
- Upadek, w końcu 1992 r., Wydawnictwa Morskiego, dotychczasowego, krajowego monopolisty książki morskiej, stworzył nader trudną sytuację dla pamiętnikarstwa. Chciałem temu w jakimś stopniu zaradzić. Przejąłem od tego wydawnictwa pamiętniki z lat wojny lekarza okrętowego z Daru Pomorza, Wacława Korabiewicza, czy palacza z Pułaskiego Wacława Urbanowicza. Tymi pamiętnikami, którym nadałem tytuły: „Z Daru Pomorza… na bezdroża” oraz „W niewoli morza i ognia”, zapoczątkowałem w 1992 r. tworzenie serii wydawniczej „Księgi Floty Ojczystej”. Doświadczenie edytorskie i wiedza zdobyta podczas wieloletniej współpracy z absolwentami polskich uczelni morskich, posłużyły do inicjowania piśmiennictwa pamiętnikarskiego o polskiej pracy na morzu. W serii wydawniczej „Księgi Floty Ojczystej” w latach 1993-2011 opracowano i wydano 43 tomy. Znajdują się wśród nich m.in. pamiętniki kapitana Mamerta Stankiewicza, które przez wszystkie lata istnienia PRL nie mogły doczekać się wydania. Obecnie jest to najdłuższa seria wydawnicza w polskim piśmiennictwie morskim. Poza debitem tej serii, z moją pomocą napisano i wydano także kilkanaście pamiętników i opracowań kadry i absolwentów. Na prośbę absolwentów, wspólnie z rektorem WSM prof. Józefem A. Lisowskim uratowaliśmy w 1992 r. jedyny tej miary dokument dorobku pokoleń „Słownik morski / Maritime Dictionary”.
- Jest pan pierwszym profesorem nauk humanistycznych w dziejach cywilnego szkolnictwa morskiego w Polsce. Niebawem jednak po tym jak pan otrzymał ten tytuł, zlikwidowano na Akademii Morskiej w Gdyni Pracownię Historii, którą pan zorganizował i którą przez dwadzieścia lat kierował. To chyba nie był miły prezent? Ma pan żal do władz uczelni?
- Zdumienie budzi mentalność ludzi, którzy w ten dziwny, imiennie ich kompromitujący sposób, honorowali jubileusz 90-lecia naszej, polskiej uczelni morskiej. W dziejach Alma Mater był czas jej rozwijania, ale nie brakowało kosztownych prób jej zwijania, nawet ze strony zatrudnionej tam kadry. Program naukowo-badawczy Pracowni Historii najnowszych dziejów morskich Polski przez wszystkie lata jej istnienia, całkowicie lub głównie finansowali fundatorzy spoza macierzystej uczelni. Były wśród nich m.in. polskie uczelnie i instytucje naukowe, kancelaria prezydenta RP, resortowe ministerstwo, urzędy morskie, nadmorskie województwa i miasta portowe, polskie przedsiębiorstwa z obszaru gospodarki morskiej, związki zawodowe i stowarzyszenia kadr morskich. Nie brakowało imiennego wkładu absolwentów i ich rodzin z kraju i środowisk polonijnych. Pracownia Historii przez dwa dziesięciolecia współtworzyła stałą więź kadry i absolwentów z uczelnią, koordynowała i inspirowała zapisywanie najnowszych dziejów morskich przez pokolenia absolwentów macierzystej i pozostałych uczelni morskich. Wyrównywała wielkie dysproporcje wiedzy historycznej o kadrze morskiej i szkolnictwie morskim Polski. Międzyuczelniana Pracownia Historii, obok statków szkolnych i wydziałów morskich, była znakomitym ogniwem trwałej promocji kadry i absolwentów. W polsko-angielskich tomach „Kadr morskich Rzeczypospolitej”, wydanych w 2000 i 2007 r., wraz z zespołami autorskimizewidencjonowała 36 200 absolwentów cywilnego, oficerskiego szkolnictwa morskiego, promowanych od 1922 do 2005 r. w Tczewie, Gdyni, Londynie, Southampton, Landywood i w Szczecinie. Jest wiele innych, godnych przywołania osiągnięć naukowych Pracowni Historii w latach jej istnienia w gdyńskiej uczelni, ale nie sposób w tym wywiadzie je wszystkie wymieniać.
