Żegluga

Wczoraj (14.11.) na Oceanie Atlantyckim, na wysokości wybrzeży portugalskich, statek Polskiej Żeglugi Morskiej m/s Mazury uratował francuskiego rozbitka. Był to żeglarz, który w sztormie stracił maszt swojego jachtu i dryfował w na wpół zatopionym kadłubie swojej jednostki po otwartym oceanie.

M/s Mazury dowodzony przez kpt. ż. w. Witolda Ratajczaka znajdował się w podróży z Finlandii do Tunezji. Wczoraj, w godzinach rannych, gdy statek znajdował się na Atlantyku, na wysokości portugalskiego portu Leixoes, polska załoga otrzymała informację z centrum ratownictwa w Lizbonie o statku, znajdującym się w niebezpieczeństwie. Podana w meldunku lokalizacja zagrożonej jednostki wskazywała, że jest ona ok. 45 minut drogi od pozycji, w jakiej znajdował się w tym czasie m/s Mazury. Kapitan Ratajczak podjął decyzję o zmianie kursu i rozpoczęciu akcji ratunkowej. O akcji powiadomiono całą załogę, rozstawiono dodatkowych obserwatorów na pokładzie i na mostku, załoga pokładowa pod nadzorem starszego oficera rozpoczęła przygotowania na podjęcie rozbitków.

Kiedy statek dotarł do pozycji wskazanej przez centrum ratownictwa, na ekranach radarów nie zaobserwowano żadnego echa. Wreszcie z lewej strony dziobu, w odległości ok. 2 Mm, zauważono czerwony płomień od zapalonej ręcznej pochodni. Rozpoczęto redukowanie prędkości celem podjęcia rozbitków. Okazało się, że sygnał mayday nadawał na wpół zatopiony już jacht ze złamanym masztem. Tłumaczyło to brak echa na radarze. Na jednostce znajdowała się tylko jedna osoba.

Warunki w miejscu zdarzenia były prawdziwie sztormowe. Wiał wiatr NE o sile 8 st. w skali Beauforta a stan morza wynosił 7. Po kilkukrotnych próbach podania rzutki, rozbitek wreszcie ją podjął. O własnych siłach, po sztormtrapie wszedł na pokład statku. Uratowany był w kombinezonie ratunkowym, był cały przemoczony ale czuł się dobrze i nie prosił o pomoc medyczną.

Pechowcem okazał się francuski żeglarz polskiego pochodzenia Ian Thomas Lipinski. Brał on udział w regatach Hiszpania - Gwadelupa. Według poszkodowanego jacht przewrócił się do góry dnem w sztormie poprzedniej nocy. Po ok. godzinie, na fali, powrócił do swojej pierwotnej pozycji, ale złamany maszt i całkowite zatopienie kokpitu, stwarzało realną groźbę utraty życia przez żeglarza.

Na statku uratowany objęty został należytą opieką (stracił jacht i wszystkie rzeczy osobiste), otrzymał kabinę oraz udostępniono mu statkowe środki łączności.

Dzięki dużemu profesjonalizmowi kapitana i załogi m/s Mazury akcja podjęcia rozbitka przebiegła szybko i sprawnie, mimo sztormowej pogody.

Rozbitek zejdzie z polskiego statku w docelowym porcie podróży m/s Mazury, w tunezyjskim porcie Sfax.

Krzysztof Gogol

 

-1 "Mm" i "mm" to jednak dwa zupełnie odmienne
określenia odległości. Szczególnie w pojęciu morskim :)
15 listopad 2013 : 13:05 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
+3 Gratulacje
gratulacje dla zalogi :) a Ty Mieciu daj sobie na wstrzymanie kolego :)
16 listopad 2013 : 05:16 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Miro
Zgadzam się z panem wyżej.Naoglądał się morza na plaży,leżąc j..... do góry i pisze brednie o pracy na morzu.Marynarze to twardziele i nie pękają jak ci na lądzie.
Pozdrawiam całą brać morską.
17 listopad 2013 : 16:40 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
0 Gratulacjie
Kiedyś miałem "okazję" podjąć dwóch żeglarzy na Zachód od Azorów.
18 listopad 2013 : 03:04 Guest Odpowiedz | Cytuj | Zgłoś
1 1 1 1

Źródło: