
Maszt ze statku s/s "Kapitan K. Maciejewicz" stoi przy wjeździe na Trasę Zamkową
Fot. Dariusz GORAJSKI \ AG
Decyzja w sprawie nadania imienia uczelni zapadnie najprawdopodobniej dziś podczas posiedzenia senatu Akademii Morskiej.
- Obawiamy się, że członkowie senatu mogą być "na nie" - mówi Piotr Owczarski z Komitetu Społecznego "Żeglarski Szczecin", który pół roku temu oficjalnie zgłosił kandydaturę kpt. Maciejewicza. - To tak jakby uczelnia zapomniała o swoich korzeniach.
Starania o nadanie uczelni imienia legendarnego kapitana trwają od dziewięciu lat. Pomysł rzucili członkowie Szczecińskiego Klubu Kapitanów Żeglugi Wielkiej. Gdy w ubiegłym roku lobby powiększyło się o "Żeglarski Szczecin", prace nabrały tempa. Inicjatywę poparł rektor AM prof. Stanisław Gucma. Nadanie imienia wiąże się ze zmianą nazwy uczelni. Może to nastąpić tylko w drodze ustawy. Projekt musiałby zostać zaakceptowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz parlament. Procedura może potrwać nawet dwa, trzy lata.
Kapitanowie i żeglarze są zaniepokojeni, bo nie zostali poinformowani o wynikach ankiety, którą przeprowadzono na uczelni. Pracownicy i studenci wypowiedzieli się w niej, czy chcą mieć za patrona kpt. Maciejewicza. Każdy mógł także przedstawić inną kandydaturę. Urnę otworzono 4 marca. Wyniki ankiety utrzymywane są w tajemnicy.
Pomysłodawcy mają też za złe, że nie zostali zaproszeni na dzisiejsze posiedzenie senatu AM. Kapitan Wiktor Czapp zamierzał odczytać oficjalną laudację poświęconą Maciejewiczowi.
- Widocznie rektor uznał, że senatorowie na tyle znają postać kpt. Maciejewicza, że laudacja jest niepotrzebna - mówi kpt. Czapp.
- Zostaliśmy pominięci i nie mamy możliwości przekonania senatorów. Nie wiemy, co się dzieje - dodaje Owczarski.
- Senat zostanie poinformowany o inicjatywie Stowarzyszenia "Żeglarski Szczecin" i opinii społeczności akademickiej. Badanie to sprawa wewnętrzna Akademii. Nie miało znamion referendum ani głosowania, więc liczenia głosów w tej sprawie być nie mogło - odpowiada Katarzyna Opalińska, rzeczniczka AM. - Na posiedzenie senatu zapraszani są senatorowie AM, a w wyjątkowych przypadkach goście honorowi.
Kpt. Konstanty Maciejewicz, nazywany Kapitanem Kapitanów, Wielkim Księciem Oceanów, a przez przyjaciół - Macajem, związał się ze Szczecinem w 1947 r. Jest twórcą Państwowej Szkoły Morskiej, której kontynuatorką jest Akademia Morska. Był ostatnim dowódcą żaglowca "Lwów", a później pierwszym komendantem "Daru Pomorza", na którym w latach 1934-35 odbył rejs dookoła świata. Zmarł w 1972 r. Jest patronem SP 56 w Szczecinie i Pogotowia Opiekuńczego. Jego imię nosi jedna z ulic na Gumieńcach. Imię Konstantego Maciejewicza nosił też statek, na którym w latach 70. XX w. działało Liceum Morskie. Maszt z tego statku stoi dziś przy wjeździe na Trasę Zamkową.
Nie dla wszystkich jednak postać Macaja jest krystaliczna.
- To, że ktoś pełnił jakieś eksponowane stanowisko, nie znaczy, że jest zasłużony - mówi jeden z kapitanów, proszący o anonimowość. - Są pewne fakty, które mogą budzić wątpliwości. Choć całe życie był związany ze szkolnictwem morskim, nie pozostawił po sobie żadnej książki. Jego bibliografia to dwa, trzy artykuły, w tym jeden strasznie niemądry. Wątpliwa jest też jego postawa jako ławnika Izby Morskiej.
Maciejewicz miał decydujący głos m.in. w sprawie zatonięcia statku "Nysa" 10 stycznia 1965 r. W katastrofie zginęła cała 18-osobowa załoga. Zalecenia Izby to odpowiedź na długą listę błędów, które popełnił armator. Końcowe orzeczenie, które narzucił Maciejewicz, było jednak dla PŻM korzystne: winnego nie ustalono, co pozwoliło armatorowi otrzymać odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej.
- To go nie dyskwalifikuje. Nie był naukowcem, tylko świetnym żeglarzem i autorytetem, a sprawa "Nysy" nie jest jednoznaczna - uważa Owczarski.
Współpraca akr
Mikołaj Radomski {jathumbnail off}
