Strategia Kremla przyjmowania pod swoją banderę statków tzw. floty cieni by je chronić nie będzie skuteczna, jeśli państwa morskie wykażą się większą determinacją – uważa profesor Uniwersytetu Gdańskiego Ernest Czermański. Każdy statek, niezależnie od bandery, może być zatrzymany do kontroli przez państwo administrujące wodami, przez które przepływa - wskazał w rozmowie z PAP.
Od czasu, gdy 10 grudnia ub. r. Stany Zjednoczone zajęły u wybrzeży Karaibów objęty sankcjami tankowiec Skipper, inne jednostki floty cieni przewożące ropę z krajów takich jak Wenezuela czy Iran, zaczęły zmieniać banderę na biało-niebiesko-czerwoną, licząc na ochronę ze strony Rosji.
Według dr hab. Ernesta Czermańskiego, prof. Uniwersytetu Gdańskiego, kierownika Katedry Transportu i Handlu Morskiego, zmiana barw statku, nawet w ciągu jednego dnia, „w dobie cyfryzacji” nie jest niczym niezwykłym i może nastąpić w trakcie rejsu za pośrednictwem elektronicznej aplikacji wysyłanej do nowej administracji morskiej bandery.
Ekspert podkreślił, że nie można odmówić właścicielowi prawa zmiany bandery statku, np. na rosyjską. Podkreślił równocześnie, że strategia „wciągania rosyjskiej bandery” na statki floty cieni, aby je chronić przed inspekcją, czy przejęciem, nie będzie skuteczna. W rzeczywistości zawieszenie bandery ma - jego zdaniem - jedynie efekt wizualny, bo przy każdym wejściu do portu, „gdziekolwiek na świecie”, wszystkie dokumenty składa się dziś elektronicznie i ważne jest to, „co znajduje się w dokumentach statku”.
Światowa żegluga opiera się na założeniu, że statek już na początku budowy musi otrzymać numer IMO oraz posiadać aktualne świadectwo klasy, czyli dokument potwierdzający jego stan techniczny odpowiedni do bezpiecznej żeglugi. Świadectwo to zawiera m.in. informacje dotyczące bandery, właściciela, operatora oraz menedżera technicznego statku.
Ewentualna fizyczna podmiana flagi na maszcie jest — jak podkreślił Czermański — działaniem pozornym, „niewnoszącym wiele z punktu widzenia organów administracji morskiej”. Zespół mający zatrzymać i skontrolować statek znacznie szybciej wykrywa go bowiem na monitorach radarowych i identyfikuje według numeru IMO w systemie AIS (Automatic Identification System — sygnały przesyłane za pomocą fal radiowych VHF, umożliwiające identyfikację i śledzenie jednostek), natychmiast uzyskując dostęp do jego deklarowanych parametrów oraz przynależności państwowej.
– Zmiana flagi (na rosyjską) ma jedynie działanie odstraszające, bo sprawia wrażenie, że dana jednostka jest częścią terytorium Rosji i lepiej jej nie atakować, ale powody, dla których każdy statek można zatrzymać, niezależnie jaką banderę nosi, pozostają – zaznaczył w rozmowie z PAP Czermański.
Jak wyjaśnił, za statkiem może się na przykład ciągnąć smuga oleju. Wtedy trzeba go zatrzymać i zidentyfikować źródło wycieku, a następnie dochodzić, kto jest właścicielem i wyegzekwować od niego odszkodowania środowiskowe.
– To wystarczający powód do zatrzymywania rosyjskich tankowców, utrudniania im żeglugi i wymuszania na nich poprawy stanu technicznego – zauważył Czermański i dodał, że do zatrzymania może dojść także wtedy, kiedy dana jednostka łamie międzynarodową konwencję o przewozie ładunków niebezpiecznych albo przewozi broń czy narkotyki.
Zatrzymanie statku do kontroli zależy więc - zdaniem Czermańskiego - jedynie od poziomu determinacji danego kraju morskiego i zastosowanych narzędzi, bo „każdy statek, niezależnie od bandery” może zostać zatrzymany do kontroli przez państwo administrujące wodami, przez które przepływa.
– Tylko tego generalnie się nie praktykuje względem tzw. większych i silniejszych – przyznał ekspert i dodał, że obecnie pływa po świecie co najmniej kilkaset statków floty cieni, w tym większość przez Bałtyk, „ale wszyscy boją się interweniować”.
Czermański przypomniał, że ostatnio na Bałtyku miała miejsce próba zatrzymania podejrzanego statku, ale „na pokład wyszli uzbrojeni rosyjscy marynarze i niemiecka straż przybrzeżna po prostu odpuściła”.
W opinii rozmówcy PAP, zaostrzenie kontroli i zatrzymania floty cieni na Bałtyku będą bardziej prawdopodobne „dopiero, kiedy nastąpi jakaś katastrofa środowiskowa”. Jak wyjaśnił, statki floty cieni to często kilkudziesięcioletnie pływające „złomy”, które nie przeszłyby technicznej weryfikacji pod „normalnymi” banderami i dlatego Rosjanie „uciekali do tak egzotycznych bander” jak Wyspy Marshalla, Liberia czy Gujana.
Według cytowanej przez portal Radio Free Europe (rferl.org) Michelle Bockmann, analityk portalu windward.ai, firmy zajmującej się wywiadem morskim, państwa Morza Bałtyckiego zyskały w środę „wzór postępowania”, jak radzić sobie z rosyjską flotą cieni.
Na północnym Atlantyku, około 200 mil morskich na południe od Islandii, amerykańskie siły przejęły objęty sankcjami statek floty cieni Marinera, podejrzewany o transport irańskiej ropy oraz powiązania z Hezbollahem. Jednostka pływała pod banderą Gujany, jednak w trakcie pościgu prowadzonego w grudniu przez Straż Przybrzeżną USA zmieniła banderę na rosyjską, licząc, że uchroni ją to przed kontrolą. Według doniesień CBS News amerykańskie śmigłowce wylądowały na pokładzie statku, mimo że w jego eskorcie pojawiła się rosyjska łódź podwodna. Rosja potępiła przejęcie statku argumentując, że było to „naruszenie prawa morskiego”, ale operacja przebiegła bez incydentów.
Komisja Europejska została zapytana w czwartek o to, czy zamierza stosować podobne podejście jak USA wobec statków floty cieni. Rzeczniczka KE Anitta Hipper poinformowała, że decyzja o ewentualnym wejściu na pokład i inspekcji statków floty cieni należy do państw UE. Dodała, że w systemie unijnych sankcji, nałożonych na tę flotę, nie ma prawnych odniesień do takich działań.
Według szacunków amerykańskich mediów flota cieni wykorzystywana przez Rosję, ale także Iran i Wenezuelę liczy obecnie około 1000 statków.
Anna Gwozdowska, Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Sławomir Lewandowski / PortalMorski.pl)
