O ile na lądzie strona polska radziła sobie różnie, o tyle na wodach, zarówno śródlądowych jak i morskich, kaprowie związkowi od samego początku byli górą. Wśród nich największą sławą cieszyli się: Wincenty Stolle, Hans Bornholm, Michał Ertmann, Jorge Jost, Henryk Popiel, Szymon Lubbelow, Mateusz Schulte i Jakub Vochs. Trzeba podkreślić, że nie ograniczali się oni tylko do działań defensywnych. Potrafili też napadać na odległe wybrzeża niemieckie, czy duńskie. Ostatecznie doprowadzili do paraliżu bałtyckich linii komunikacyjnych Zakonu. Pomoc dla Krzyżaków przestała płynąć. Mogli oni liczyć już tylko na szlak lądowy, którego bronił zamek w Gniewie. Jego utrzymanie oznaczało dla Zakonu „być albo nie być”.
Operacja gniewska
Oblężenie gniewskiej twierdzy zaciężne wojska królewskie zaczęły latem 1463 roku. Z odsieczą obrońcom ruszył sam wielki mistrz. Pod jego wodzą wyszła z Królewca flota złożona z 44 różnego rodzaju jednostek (prawdopodobnie było to 10 statków wiślanych i galarów, około 20 burdyn i barek i około 14 łodzi rybackich). Na ich pokładach zaokrętowanych zostało około 350 marynarzy i 1,5 tysiąca zbrojnych, których można nazwać ówczesną piechotą morską.
Krzyżacka armada miała popłynąć w kierunku Gniewa i po połączeniu z siłami lądowymi, przejąć inicjatywę nad dolną Wisłą. Flota nie dotarła jednak do oblężonej przez Polaków twierdzy. Kiedy napotkała na Szkarpawie (pod Żuławkami), ustawioną przez siły królewskie zaporę, wycofała się na Zalew Wiślany. Okręty krzyżackie zakotwiczyły niedaleko brzegu, w okolicach Suchacza.
Tutaj właśnie postanowiły je zaatakować siły królewskie. W tym celu połączyły się ze sobą floty: gdańska - pod dowództwem Macieja Kolmenera i Wincentego Stolle oraz elbląska pod dowództwem Jakuba Vochsa. Pod osłoną nocy, z 14 na 15 września 1463 roku naprzeciw niespodziewających się niczego Krzyżaków, stanęło w półokręgu około 30 okrętów (przypuszczalnie było wśród nich około 15 uzbrojonych łodzi, około 10 sznik i około 5 barek) z 220 marynarzami i 1,2 tysiącami zaciężnych na pokładach.
Rano 15 września doszło do bitwy, w której Krzyżacy stracili całą swoją armadę. Mało brakowało, aby wiktoria na Zalewie Wiślanym w ogóle zakończyła całą wojnę. Stałoby się tak, gdyby kaprowie polskiego króla pojmali albo zabili wielkiego mistrza. Niestety, udało mu się na jedynym ocalałym z pogromu statku zbiec do Królewca.
Jak się oblicza, po stronie krzyżackiej zginęło około tysiąca knechtów i marynarzy, ponad 500 dostało się do niewoli. Choć kronikarze milczą o stratach sił królewskich, oblicza się, że w bitwie mogło zginąć około 150-200 marynarzy i zaciężnych.
Niewykorzystane zwycięstwo?
Bitwa na Zalewie Wiślanym przesądziła o ostatecznym zwycięstwie Kazimierza Jagiellończyka w wojnie trzynastoletniej. Od tego momentu flota polska niepodzielnie zapanowała nad strategicznym akwenem, a pozbawiony nadziei na odsiecz Gniew, padł kilka miesięcy po batalii. Krzyżacy nie mieli już żadnej drogi, z której mogła nadejść pomoc.
Wojna zakończyła się 19 października 1466 roku podpisaniem pokoju toruńskiego. W jego wyniku Polska odzyskała Pomorze wraz z Gdańskiem, Elbląg i ziemię chełmińską. Zakon Krzyżacki, uznawszy się lennikiem Polski, musiał ograniczyć się do wschodniej części Prus ze stolicą w Królewcu.
Niektórzy historycy zarzucają królowi Kaimierzowi Jagiellończykowi, że nie potrafił wyzyskać tego zwycięstwa, że mógł doprowadzić do całkowitej likwidacji Zakonu Krzyżackiego. Być może. Faktem jednak pozostaje, że Krzyżacy nie podnieśli się już po wojnie trzynastoletniej i nigdy nie odbudowali swojej dawnej potęgi.
Zapanowanie zaś nad dolną Wisłą i wprowadzenie w orbitę polskich wpływów Gdańska (nawet jeśli w sposób ograniczony) stało się podstawą potęgi państwa Jegiellonów w całym następnym stuleciu. Bez wysiłku działających na zlecenie polskiego monarchy kaprów byłoby to niemożliwe.
Tomasz Falba
Na zdjęciach: Henryka Baranowskiego "Bitwa na Zalewie Wiślanym 1463", ze zbiorów Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, fot. Ewa Meksiak
- «« Poprzedni artykuł
- Następny artykuł
