- Dlaczego Lastadia zaangażowała się w ratowanie posowieckiego sprzętu wojskowego, bądź co bądź symbolu zniewolenia Polski, który na dodatek miał być wykorzystany do napaści na wolne i demokratyczne państwa Zachodu?
- Władysławowo należy do historii polskiej floty wojennej niezależnie od tego jaka ona była. Nie z naszej woli przecież, po II wojnie światowej, była ona związana ze Związkiem Radzieckim czy szerzej – Układem Warszawskim. Takie były wtedy realia, taki sprzęt. Nic na to nie można było poradzić. A myśmy chcieli uratować to, co mogło przepaść. Taka była potrzeba chwili.
- A nie uważa ksiądz, że w całej tej sprawie zabrakło bardzo podstawowej refleksji na ten temat? Że polscy pasjonaci nieraz fascynują się tylko samym sprzętem, danymi technicznymi, kalibrami dział, nie zauważając kontekstu?
- Rozmawialiśmy o tym. Stowarzyszenie powstawało jednak bardzo „na gorąco”, kiedy wydawało się, że już, już i przypłynie holownik, aby zabrać Władysławowo na zezłomowanie. Wtedy nie było czasu na takie sprawy, chcieliśmy okręt po prostu uratować. Ale potem zamierzaliśmy napisać na jego temat monografię, w której, siłą rzeczy, takie informacje jak ta do czego okręt miał być użyty – znalazłyby się.
- Ale dlaczego Lastadia zaangażowała się tak mocno w ratowanie Władysławowa, a nie starała się o zachowanie innych, wydawałoby się cenniejszych, zabytków nautologicznych, np. kutra pościgowego Batory, który ma znacznie mniej kontrowersyjną historię, a który jest najstarszym, do dzisiaj zachowanym, okrętem RP?
- Śledziłem tę sprawę. W ratowanie Batorego zaangażowało się Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Okręt został wywieziony z Helu, gdzie stał wbetonowany w nabrzeże i stoi dzisiaj na dziedzińcu tej instytucji. Jego renowacji podjął się Sławomir Lewandowski, konserwator spod Torunia, znakomity fachowiec, prywatnie mój przyjaciel. W tej sytuacji nie było sensu angażować się w tę sprawę, bo już inni się nią zajmowali. Batory trafił w dobre ręce. W ciągu kilku dni od ustawienia okrętu przed Muzeum Marynarki Wojennej, pojechałem tam i go obfotografowałem.
- A jak ksiądz ocenia fora internetowe skupiające pasjonatów spraw morskich w Polsce, takie jak choćby Forum Okrętów Wojennych?
- Sam się na nim udzielam, nieraz szukam tam i znajduję odpowiedzi na interesujące mnie pytania. Mam ogromny szacunek dla tego rodzaju miejsc, ze względu na zbiorową wiedzę, która jest tam zgromadzona i prezentowana. Szkoda tylko, że niewielu ludzi z tego środowiska pisze i publikuje coś poza tym forum.
- A nie razi księdza poziom agresji, który tam można nieraz zaobserwować? Nie widzi tam ksiądz dla siebie miejsca jako duszpasterz? Mógłby ksiądz, jako duchowny, łagodzić obyczaje, sprzeciwiać się chamstwu.
- W tych dyskusjach, które moim zdaniem przekraczają granice dobrego tonu, staram się nie uczestniczyć. A czy napominanie coś by dało? Obawiam się, że byłby to głos „wołającego na puszczy”. Kiedyś wypowiedziałem się w jakiejś gorącej dyskusji, na innym forum – chrześcijańskim, żeby było ciekawiej, i nieźle mi się za to dostało, choć wydawało mi się, że wypowiadam się w sposób wyważony i kulturalny. Widzę tutaj zadanie bardziej dla moderatora forum niż duchownego.
- Jest ksiądz rodzynkiem wśród polskich duchownych, jeśli chodzi o rodzaj pasji. Ale może są jeszcze inni „księża militaryści”? Może warto byłoby się skrzyknąć i zrobić jakieś ekumeniczne spotkanie?
- Przyznam, że o tym myślałem. Rzucałem takie hasło na forach internetowych, ale odzewu nie było. To ciekawe, bo jeżeli księża mogą grać w piłkę czy szachy, to dlaczego nie mogą zajmować się historią broni, czy budować modeli okrętów? Przecież nie ma w tym nic dziwnego.
Tekst i zdjęcie: Tomasz Falba
Ks. Wawrzyniec Markowski ma 45 lat. Pochodzi z Przemyśla, mieszka w Gdańsku. Jest pastorem Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w RP. Ukończył Wyższe Seminarium Teologiczne im. Jana Łaskiego w Warszawie i Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie. Od dwunastu lat pełni funkcję pastora parafii metodystycznej w Gdańsku, a od czterech również w Elblągu. Jest autorem książki o bombowcu B-17 i malowaniu japońskich czołgów podczas II wojny światowej. Czeka na publikację monografii o japońskich okrętach podwodnych z tego okresu oraz pracuje nad książką o flocie sowieckiej na Bałtyku. Na swoim koncie ma wiele artykułów z zakresu militariów morskich. Pisze doktorat z zakresu historii.
- «« Poprzedni artykuł
- Następny artykuł
