Inne

O pierwszych Polakach, którzy poplynęli do Ameryki Północnej, o tym co tam robili i dlaczego nazywamy ich pionierami amerykańskiego przemysłu rozmawiamy z Andrzejem Dudzińskim, autorem książki "Jamestown. Nowa Polska."

- Kiedy czytałem pańską najnowszą książkę „Jamestown. Nowa Polska” pomyślałem, że o mały włos, a Pocahontas byłaby polską historią...

- Rzeczywiście niewiele brakowało. Ta historia działa się niemal równocześnie z pojawieniem się w Ameryce Północnej pierwszych Polaków. I to w tym samym miejscu! Związki naszych rodaków z Indiankami nie należały do rzadkości. Znamy przynajmniej kilka takich przypadków. Niektórzy z nich, idąc za swoimi ukochanymi, osiadali nawet wśród Indian i tam prowadzili dalej swoje życie. Kiedy w XIX wieku w Kanadzie zamieszkali Kaszubi, założyli w Ontario osadę, która utrzymywała ożywione kontakty z tubylcami. Tak ożywione, że do dzisiaj można tam spotkać Indian o blond włosach. Sam takich widziałem, na dodatek ubranych w stroje z elementami kaszubskiego haftu.

- „Jamestown...) opowiada o pierwszej angielskiej kolonii tamże. Jak doszło do jej założenia?

- Ściślej rzecz ujmując pierwsza była Roanoke. Została założona w 1585 roku. Brytyjczycy byli bardzo spóźnieni jeśli chodzi o kolonizowanie Ameryki Północnej, choć później to właśnie oni przejęli pałeczkę w tej kwestii. Przed nimi pojawili się w Nowym Świecie Hiszpanie, Francuzi, Portugalczycy, Holendrzy... Nawet Skandynawowie. Pierwsi Anglicy zatrzymali się w Roanoke. Statek, którym przepłynęli Atlantyk, zawrócił do kraju po kolejną grupę, a kiedy wrócił, po kolonii nie było śladu. Do dzisiaj nikt nie wyjaśnił, co się z nią stało. To nieudane lądowanie zniechęciło Anglików do wypraw za Atlantyk na ponad dwadzieścia lat. Dopiero po tym czasie w Londynie powstała Kompania Wirgińska, komercyjna inicjatywa, która postanowiła podjąć kolejną próbę kolonizacji wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Efektem ich starań było założenie osady Jamestown nad Zatoką Chesapeake. Stała się ona pierwszą angielską kolonią w Ameryce Północnej, która przetrwała.

- Podkreślmy, że działo się to jeszcze przed tym, nim do Ameryki Północnej przybił słynny statek Mayflower, którego przypłynięcie powszechnie kojarzy się z początkiem trwałej angielskiej obecności na tym kontynencie, w efekcie której powstały Stany Zjednoczone.

- Dokładnie tak. Jamestown zostało założone w 1607 roku, a pasażerowie Mayflower, tzw. „Pielgrzymi” jak się ich obecnie nazywa, wylądowali w Ameryce dopiero w 1620 roku, a więc trzynaście lat później.

- Polacy byli w Jamestown od początku?

- Nie. Przypłynęli tam rok po założeniu kolonii - 1 października 1608 roku na pokładzie statku Mary and Margaret.

- Co o nich wiemy? Znamy ich nazwiska?

- Było ich czterech. Grupce przewodzili Zbigniew Stefański z Włocławka i Jan Bogdan z Kołomyi. Nie było to przywództwo formalne, byli raczej naturalnymi liderami. Poza nimi byli także: Jur Mata z Krakowa i Stanisław Sadowski z Radomia. Nie bez znaczenia był fakt, że poza Matą wszyscy byli protestantami. Razem z nimi pojawił się w Jamestown także szlachcic i kupiec Michał Łowicki, Polak urodzony w Londynie, współpracownik Kompanii Wirgińskiej. To właśnie on miał zadanie zwerbowania rzemieślników do pracy w kolonii. Uczynił to poprzez swojego kuzyna, który chętnych do wyjazdu za ocean znalazł w Gdańsku i Elblągu. Wstępnie ich zakontraktował i wysłał do Londynu, gdzie wsiedli na statek płynący do Nowego Świata.

- Jakie były warunki tej umowy?

- Niestety, niezbyt jasne, co potem stało się przyczyną konfliktu pomiędzy Polakami a władzami kolonii. Podstawowe założenie było takie, że Kompania Wirgińska miała przewieźć Polaków do Ameryki i wyposażyć ich w narzędzia do pracy i rzeczy potrzebne do życia. W zamian za to mieli oni przez siedem lat pracować na rzecz kolonii. Później zaś mogli zrobić co chcieli – pozostać na miejscu albo wrócić do Europy.

- Czy Polakami kierowała tylko chęć zarobku?

- Nie tylko. Na pewno także chęć przygody. Proszę pamiętać, że to byli młodzi ludzie – najstarszy z nich miał 25 lat. Co nie znaczy, że nie byli doświadczeni, np. Jan Bogdan brał udział w bitwie pod Kircholmem. Zbigniew Stefański chciał spróbować czegoś nowego. Nie realizował się w rzemiośle, w którym pracował, czyli w wyrobie szkła. Marzył o morzu i statkach, poznawaniu innych części świata niż Europa. W przypadku Stanisława Sadowskiego motywatorem była bieda. Był sierotą i przez całe życie błąkał się od domu do domu. Chciał znaleźć swoje miejsce na ziemi.

- Polacy wyróżniali się na tle innych członków Jamestown tym, że umieli wykonywać bardzo konkretne zawody. Czy w tym sensie byli elitą tej kolonii?

- Polacy znali się na wyrobie szkła, szkutnictwie, ciesielstwie, umieli wyrabiać potaż, smołę i mydło. Potrafili robić maszty dla statków. Ich wyroby można było drogo sprzedać w Europie. Ich praca przynosiła więc kolonii zysk. Trzeba też pamiętać, że członkowie osady dzielili się na część szlachecką i resztę. Szlachta zaś uważała, że nie musi pracować. Polacy, z których co najmniej dwóch było szlacheckiego pochodzenia, nie mieli takich uprzedzeń. Byli więc nie tylko użyteczni dla kolonii, ale również mieli większe szanse przeżycia. Większość czasu spędzali bowiem pracując poza osadą. Uniknęli więc chorób, które dziesiątkowały innych członków Jamestown. Poza tym część swoich wyrobów sprzedawali Indianom za żywność, której w kolonii zawsze brakowało.

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Zaloguj się

1 1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 4.4211 4.5105
EUR 4.6616 4.7558
CHF 4.6132 4.7064
GBP 5.4337 5.5435

Newsletter