Morska Stocznia Remontowa w Świnoujściu na minusie. Bilans ubiegłego roku zakład zakończył z 5 mln zł długu. Wszystko przez konflikt z jednym z kontrahentów. Norwegowie zamówili elementy platform wiertniczych, ale za nie nie zapłacili.
Zdaniem zleceniodawcy, wyprodukowane elementy to fuszerka: wykonane źle i nie w terminie. Tymczasem prezes stoczni, Lesław Hnat tłumaczy, że cały czas trwają negocjacje. - Kontrakt był realizowany na przełomie marca i kwietnia. Wtedy nie udało nam się skończyć prac nad tą konstrukcją. Przez cały rok prowadziliśmy rozmowy, ale jeszcze ich nie zakończyliśmy. Stąd niezapłacone należności - wyjaśnia Hnat. Stanisław Kubera z Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej uważa natomiast, że straty to wynik złego zarządzania zakładem. - Nie ma statków i produkcji. Atmosfera jest wilcza - przyznaje Kubera. Lesław Hnat twierdzi, że sytuacja stoczni jest trudna, ale stabilna. Dodaje też, że planowane połączenie z Gryfią ze Szczecina pozwoli na uniknięcie tego typu przypadków, gdy jedna niezapłacona faktura powoduje milionowe szkody. Nowa, szczecińsko-świnoujska stocznia remontowa ma powstać na początku przyszłego roku.
