Zakończyły się szkolenia dla zwolnionych pracowników Stoczni Gdynia. Według prowadzącej je spółki DGA, odniosły sukces. Stoczniowcy uważają inaczej: mamy w Gdyni najwyższa liczbę bezrobotnych z nowymi, nikomu nie potrzebnymi umiejętnościami - ripostują.
Pracę straciło 5125 stoczniowców z Gdyni. 4416 z nich podpisało umowy o udziale w tzw. programie zwolnień monitorowanych prowadzonym przez firmę DGA (wygrała przetarg zorganizowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu). Uczestnicy programu przez 6 miesięcy otrzymywali świadczenia w wysokości 2,5 tys. zł brutto miesięcznie, mogli też wziąć udział w darmowych szkoleniach i spotkaniach z doradcami zawodowymi. Odbyło się 11 377 spotkań z doradcami zawodowymi i 7581 spotkań z pośrednikami pracy w Centrum Ofert Zatrudnienia.
Od samego początku program zwolnień w Stoczni Gdynia wzbudzał wiele emocji. Stoczniowcy zarzucali DGA nieudolność i niedostosowanie programu do ich potrzeb. - DGA mówi jedynie o wielkiej ilości przeprowadzonych rozmów i szkoleń oraz dużej ilości ofert pracy. Te statystyki rzeczywiście robią wrażenie - mówi Dariusz Adamski, przewodniczący NSZZ Solidarność w Stoczni Gdynia. - Nikt jednak nie mówi jak to wszystko wyglądało w praktyce.
Stoczniowcy szkolili się m.in w zakresie obsługi komputerów, tworzenia stron internetowych, kadr i płac, oraz w takich specjalnościach jak zdun, pielęgniarz, fotograf, barman czy... florysta.
Jak twierdzi Adamski, każdorazowe przekazanie stoczniowcowi informacji o ofercie pracy było traktowane jako jej przyjęcie. - Nikt z DGA nie interesował się jednak czy praca ta została podjęta i czy trwała 3 dni, czy miesiąc. To samo dotyczy szkoleń. Mamy dziś w Gdyni chyba najwyższa liczbę bezrobotnych z nowymi, nikomu nie potrzebnymi umiejętnościami - dodaje Adamski.
Innego zdania jest Andrzej Głowacki, prezes zarządu DGA. - Nasz program zakończył się sukcesem. Początkowo zakładaliśmy, że dzięki naszym działaniom 20 proc. zwalnianych stoczniowców znajdzie nowe miejsca pracy Tymczasem według naszych danych znalazło ją około 37 procent - mówi Głowacki. - Ta liczba może być nawet większa, bo nie udało nam się skontaktować ze wszystkimi stoczniowcami. Poza tym trzeba zwrócić uwagę na to, że pomimo utraty pracy, nikt ze zwalnianych stoczniowców nie zgłosił się przecież do ośrodków pomocy społecznej.
Według Głowackiego o dobrym wykonaniu programu szkoleniowo - doradczego ma też świadczyć niska liczba stoczniowców, jacy zarejestrowali się w powiatowych urzędach pracy.
- Ludzie próbują jakoś przetrwać. W większości organizują wyjazdy do pracy za granicę lub pracują na czarno - ripostuje Dariusz Adamski. - Wszyscy czekają na to, że firmy, które kupiły majątek Stoczni Gdynia, w końcu ruszą z produkcją. Być może uda się rozpocząć produkcję niewielkich statków offshore i konstrukcji stalowych. W końcu firmy kupiły majątek stoczni po to, aby na nim zarabiać.
Robert Kiewlicz{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Gdyńscy stoczniowcy wyszkoleni, lecz nadal bez pracy
22 lipca 2010 |
Źródło:
