
Związkowcy zamiast manifestacji, zbierali wodę, jedzenie, koce dla ofiar żywiołu.
(Fot. Marcin Bielecki)
Mieczysław Jurek, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ Solidarność w Szczecinie poinformował, że akcja pomocy rzeczowej dla powodzian dopiero się zaczęła.
- Część produktów spożywczych, rzeczy przywieziono dzisiaj pod stocznię reagując na nasz apel, część darów trafia do naszej siedziby - powiedział przewodniczący Solidarności pod główną bramą Stoczni Szczecińskiej Nowa. - Dlatego trudno nam określić, ile tego jest. W każdym razie udało nam się załatwić ośrodek w Łukęcinie dla 20 dzieci z rodzin dotkniętych powodzią w Sandomierzu.
Mieczysław Jurek tłumaczył kilka dni wcześniej, odwołując manifestację, że dramatyczna sytuacja ludzi z terenów objętych powodzią i zagrożonych jest w tej chwili najważniejsza.
- Nie chcemy odciągać straży pożarnej, policji, i innych służb, kiedy ich pomoc potrzebna jest powodzianom, do zabezpieczeń wałów - mówił.
Ale związkowcy tylko zawiesili manifestację, nie zrezygnowali z niej. Dzisiaj spotkali się z wojewodą zachodniopomorskim wręczając mu petycje.
Oprócz przewodniczącego NSZZ Solidarność naszego regionu byli też szefowie Solidarności Stoczni Szczecińskiej Nowa i Zakładów Chemicznych Police.
Byli stoczniowcy liczą wciąż na konkretne działania rządu w kierunku zagospodarowania majątku zakładu, ożywienia upadłego holdingu stoczniowego. Chcą wiedzieć, czy tereny stoczni zostaną włączone do specjalnej strefy ekonomicznej i w jaki sposób zostaną zagospodarowane.
Petycję na ręce wojewody złożyli też związkowcy ZCh Police. Spółka znajduje się w dramatycznej sytuacji, wewnątrz jest konflikt zarządu i strony społecznej. Związkowcy domagają się odwołania zarządu spółki, zmiany decyzji dotyczącej wypowiedzenia układu zbiorowego pracy, dialogu dotyczącego przyszłości jednej z największych firm branży chemicznej w kraju.
Piotr Jasina{jathumbnail off}
