
Fot. Rafa3 Malko / Agencja Gazeta 2010-02-23
Konkurs na ich dzierżawę rozpoczął się wczoraj. Do godziny 14. do zarządcy kompensacji majątku Stoczni Gdynia miały wpływać oferty. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pojawiły się co najmniej dwie. Jedną z nich złożyła Gdańska Stocznia Remontowa SA.
- Weszliśmy w konkurs, bo jesteśmy zainteresowani wykorzystaniem doku i suwnicy w dłuższej perspektywie - powiedział wczoraj "Gazecie" Jarosław Flont, prezes GSR.
Zainteresowanie GSR jest dość oczywiste, bo w ostatnich kilku miesiącach "remontówka" wykorzystywała dok i obsługująca go suwnicę do swoich potrzeb.
Drugim oferentem jest najprawdopodobniej gdańska stocznia Crist. Jednak jej przedstawiciele nie chcieli nam wczoraj potwierdzić tej informacji. To również dość oczywisty kandydat na gospodarza doku z dwóch powodów. Po pierwsze Crist w ubiegłorocznych przetargach na majątek stoczni kupiła ogromna halę do prefabrykacji elementów kadłubów. Budynek sąsiaduje z dokiem i razem z nim oraz suwnicą jest elementem swoistego rodzaju stoczniowej taśmy produkcyjnej. Po drugie stocznia Crist w ubiegłorocznych trzech przetargach przymierzała się do kupna doku. Wpłaciła nawet wadium, ale nie udało jej się spiąć do końca finansowania. Dok i towarzysząca mu suwnica to bowiem bardzo droga część majątku upadłego zakładu - jego cena wywoławcza była określona na ponad 100 mln zł.
O tym, która oferta wygra ma zadecydować zaproponowana cena. Jednak organizatorzy konkursu organizowanego pod nadzorem Agencji Rozwoju Przemysłu dopuszczają możliwość negocjacji. Regulamin konkursu dopuszcza możliwość ich rozmów z maksimum trzema oferentami. ARP nie chcieli wczoraj ujawnić aktualnego stanu konkursu.
- Powiemy o tym, kto i ilu było oferentów w czwartek lub w piątek - informuje Izabela Dubielczyk z biura prasowego ARP.
Komisja chce wybrać dzierżawcę doku do piątku. Będzie on jego gospodarzem przez najbliższe kilka miesięcy, być może nawet do końca roku. Zapewni też spore wpływy zarządcom stoczni. W najlepszych czasach stoczni za jego wynajęcie trzeba było bowiem zapłacić ok. 40-50 tys. zł dziennie. Teraz można mówić o kwotach sięgających kilkunastu tysięcy złotych.
Czy nowy gospodarz doku, to szansa na pracę dla stoczniowców zwolnionych ze Stoczni Gdynia?
- Możliwość wykorzystania doku w dłuższym okresie to również perspektywa na większe zatrudnienie, bo możemy szukać dodatkowych kontraktów na remonty - mówi prezes GSR. - Nawet jeżeli będziemy jego gospodarzem doku do końca roku, to już sporo da, bo to dość długi okres w tej branży.
Obecnie GSR, kiedy remontuje statek w doku, w zależności od potrzeb zatrudnia do 1100 do 400 osób dziennie.
- Staramy się nie zatrudniać ludzi z Gdańska z naszej stoczni, ale z lokalnych gdyńskich firm, w których pewnie pracują również byli stoczniowcy ze Stoczni Gdynia - mówi Flont.
Szanse na większe zatrudnienie wzrosną, jeżeli zwycięzca konkursu będzie w miarę możliwości udostępniał dok innym chętnym.
- Nie ma problemu nawet, gdybyśmy mieli podnajmować dok stoczni Crist. Oni nie są dla nas konkurencja, bo budują statki, a my je remontujemy - mówi prezes GSR SA.
Sławomir Sowula{jathumbnail off}
