Szczecińscy radni podczas piątkowej sesji zaapelowali do rządu o przygotowanie z lokalnymi władzami specjalnego programu dla Szczecina, który ma przeciwdziałać skutkom upadku stoczni. Prezydent Krzystek chce, żeby rząd pomógł stoczni w sposób, który uratował PZL Mielec.
Na nadzwyczajną, poświęconą stoczni sesję Rady Miasta oprócz radnych przyszli zachodniopomorscy parlamentarzyści, związkowcy i stoczniowcy. Prezydent Szczecina Piotr Krzystek mówił o tym, że podczas środowego spotkania u ministra Michała Boniego w Warszawie przedstawił koncepcję utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej, która miałaby przyciągnąć inwestorów. Mogłaby zacząć działać w południowej części zakładu, ale możliwe jest też ulokowanie jej w jednej z trzech lokalizacji poza stocznią, m.in. w okolicach ul. Stołczyńskiej. Prezydent mówił, że miasto nie ma prawa kupić w trwającym przetargu zorganizowanej części przedsiębiorstwa, ale jest zainteresowane kupnem kompleksu kilku stoczniowych nieruchomości.- Pozostała część stoczni jest sprofilowana pod działalność stoczniową i nie może być objęta strefą – przekonywał Krzystek.
Nie zgodzili się z tym radni opozycji z SLD i PiS, którzy twierdzili, że miasto może kupić stocznię za pośrednictwem utworzonej przez siebie spółki. Miałoby wykorzystać do tego kredyt na budowę hali widowiskowo-sportowej. - Jeżeli Szczecin sięga po 300 mln zł kredytu na cele konsumpcyjne, to lepiej, by wydał je na cele bardziej istotne dla miasta – argumentował Jędrzej Wijas, radny SLD.
Krzysztof Piotrowski, prezes stoczniowego holdingu w upadłości, twierdził, że z powodu nieprawidłowości przy przejęciu jego majątku przez Stocznię Szczecińską Nową w 2002 r., inwestorzy nie kupią go. - Jeśli chcecie wziąć stocznię, to trzeba ją znacjonalizować. Obecnie ze względu na wadę prawną nikt tu nie przyjdzie.
Akcjonariusze holdingu złożyli wniosek o wznowienie postępowania układowego z wierzycielami. Chcą też odkupić majątek stoczni za 94 mln zł i na bazie rewitalizowanego holdingu uruchomić produkcję okrętową. Posłużyć do tego miałoby ponad 450 mln zł, które ze sprzedaży majątku holdingu uzyskał syndyk.
Obecny na sesji Andrzej Szortyka, dyrektor z Agencji Rozwoju Przemysłu, stwierdził, że w nowym przetargu na stoczniowy majątek jedynym kryterium znowu jest proponowana przez inwestora cena, bo takie były wymogi Komisji Europejskiej. - Wiem, że wśród potencjalnych inwestorów są również zainteresowani kontynuacją produkcji stoczniowej – przekonywał.
Pod koniec sesji prezydent Krzystek zwrócił się do rządu o przygotowanie dla stoczni programu podobnego do tego, który pozwolił sprzedać zagranicznemu inwestorowi i uratować upadające Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu. - Oczekuję tego od rządu. Jako miasto nie jesteśmy w stanie budować statków. Zróbmy strefę i ściągnijmy inwestorów – apelował prezydent.
Radni przyjęli ostatecznie stanowisko, w którym wzywają rząd do przygotowania wspólnie z lokalnymi władzami specjalnego programu dla Szczecina, mającego przeciwdziałać gospodarczym i społecznym skutkom zamknięcia stoczni.
M. KUBERA{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Stocznia śladami Mielca?
02 listopada 2009 |
Źródło:
