Rząd chce jeszcze raz sprzedać stocznie, dostał na to zgodę od Komisji Europejskiej. Ministerstwo Skarbu wyznaczyło sobie termin do końca roku na przeprowadzenie transakcji. Więcej czasu tak naprawdę nie ma, bo jest ograniczony ustawą kompetencyjną, która obowiązuje do końca roku.
Trzy miesiące to zbyt krótko, by przeprowadzić i rozstrzygnąć przetargi. Zgodnie z wymogami KE, przetargi mają być nieograniczone, majątek ma być sprzedany w pakietach, nabywcy nie będą musieli kontynuować produkcji stoczniowej.
Stoczniami wciąż ma być zainteresowana rządowa katarska agencja Qatar Investment Authority, która miała przejąć zakłady w ubiegłym miesiącu. Katarczycy mieliby budować w Gdyni i Szczecinie gazowce do przewozu skroplonego gazu ziemnego. Problem w tym że Katar chce gazowce budować u siebie. W tym celu powstaje tam zupełnie nowa stocznia.
- Przetarg w sensie jego ogłoszenia oczywiście uda się przeprowadzić - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Co do rozstrzygnięcia mam duże wątpliwości. Nie liczyłbym na pojawienie się inwestora branżowego. Bardziej prawdopodobne jest, że poszczególne kawałki stoczni trafią w ręce mniejszych inwestorów spoza branży. Co więcej, w obecnej sytuacji, gdybym osobiście chciał kupić jakąś część stoczni, poczekałbym na ogłoszenie ich upadłości. Wówczas od syndyka majątek jako masę upadłości można by prawdopodobnie kupić taniej.
Minister skarbu Aleksander Grad ma jednak nadzieję, że stocznie uda się sprzedać. Jak sam tłumaczył, pierwszy przetarg się nie powiódł, ponieważ nie było chętnych na stocznie, a jedyny inwestor, fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights, który za 380 mln zł miał przejąć majątek, wycofał się z transakcji z powodu zapaści na rynku stoczniowym. W ciągu kilku tygodni na rynku nic się nie zmieniło, a perspektywy na nadchodzące lata nie są pomyślne.
Barierą może być także cena. W poprzednim przetargu minimalna kwota, za którą rząd chciał sprzedać stocznie, wynosiła 300 mln zł.
Dzisiaj może być to zdecydowanie za wysoki próg. Nie do pokonania dla krajowych spółek, które wcześniej interesowały się stoczniami. Suchy dok w Gdyni chciałaby pozyskać m.in. spółka ISD Polska, właściciel Stoczni Gdańsk.
Przetarg się nie powiedzie
Grzegorz Landowski, redaktor naczelny "Naszego Morza"
W sytuacji kryzysu w branży morskiej raczej nie uda się pozyskać jednego, strategicznego inwestora branżowego, który miałby budować statki. Ubiegły i bieżący rok są rekordowe, jeśli chodzi o liczbę odebranych, wcześniej zamówionych statków przez armatorów. Na rynku będziemy mieli do czynienia z nadpodażą. Prognozy mówią, że przez najbliższe 3 - 4 lata popyt na nowe statki będzie się utrzymywał na bardzo niskim poziomie.
Jeżeli stocznie za drugim podejściem mieliby przejąć Katarczycy, to nie byłaby to czysto biznesowa transakcja, tylko powiązana z jakąś większą umową, vide dostawy gazu ziemnego. Sądzę, że stoczni nie uda się sprzedać do końca roku, co nie oznacza całkowitego upadku przemysłu stoczniowego. Inwestorów, którzy mogą przejąć mniejsze części stoczni, nie szukałbym za granicą, a raczej wśrod krajowych firm z branży.
Jacek Klein{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Trzy miesiące na pozyskanie inwestorów
10 września 2009 |
Źródło:
