
- To sabotaż - denerwował się minister przed kamerami, zapowiadając skierowanie sprawy do prokuratury i ABW. Niektórzy dziennikarze wypowiedź ministra potraktowali z powagą i zaczęli przepytywać ekspertów, w jakich przypadkach Koran zaleca odstąpienie od transakcji.
Uważam, że minister Grad nie po raz pierwszy opowiada bajki.
Po pierwsze, do dziś nie wiadomo, kto naprawdę jest inwestorem w stoczniach w Gdyni i Szczecinie. Minister przed miesiącem twierdził, że za spółką Stichting Particulier Fonds Greenrights zarejestrowaną na Antylach Holenderskich kryje się katarski bank QInvest, ale informacja ta została przez Katarczyków zdementowana. Co na to minister? Ano nic!
Po drugie, zarówno Ministerstwo Skarbu, jak i zarząd spółki, która ma zagospodarować stoczniowy majątek, zapewniają, że w stoczniach budowane będą tankowce na potrzeby transportu gazu ciekłego. Ale fachowcy zajmujący się przemysłem okrętowym twierdzą, że to mrzonki. Na takie tankowce nie ma dziś zapotrzebowania, a stocznie nie są gotowe do takiej produkcji. Jeżeli majątek stoczni nie został kupiony, by produkować tankowce, to jakie są rzeczywiste plany inwestorów? Na to pytanie minister nie odpowiada.
Po trzecie, nie było w historii polskiej prywatyzacji przypadku, by inwestor zawiesił wykonanie transakcji, gdyż został ostrzeżony przez mało znane stowarzyszenie. Niezależnie od tego, czy argumenty zawarte w liście są prawdziwe, czy nie, poważny inwestor (a Grad zapewnia, że mamy do czynienia z kimś poważnym) sprawdza stan prawny kupowanego majątku, zanim podpisuje umowę. Tak czy inaczej, coś tu nie gra.
Według ministra Grada pieniądze za stocznie wpłyną za miesiąc. Ciekawe, co wymyśli za miesiąc?
Witold Gadomski{jathumbnail off}
