
Stoczniowcy z Gdyni i Szczecina już wcześniej protestowali przeciwko działaniom ministra skarbu Aleksandra Grada. Na zdjęciu: manifestacja w Szczecinie w lipcu 2008 r., stoczniowcy niosą listy gończe z wizerunkiem ministra
Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
Spółka Stichting Particulier Fonds Greenrights na organizowanych w maju przetargach wylicytowała główne składniki majątku Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej Nowa. Za pierwszą stocznię miała zapłacić ok. 280 mln zł, a za drugą - ok. 100 mln zł.
Spółka SPFG to nikomu nieznany pośrednik. Jednak, jak deklarował minister skarbu Aleksander Grad, za SPFG stoi "wiarygodny kapitał" z Kataru, jednego z najbogatszych - w przeliczeniu na mieszkańca - krajów na świecie.
Termin wpłaty pieniędzy upływał we wtorek o północy. W środę od rana telefony odpowiedzialnych za stocznie urzędników w Ministerstwie Skarbu milczały. Wkrótce okazało się: milionów na kontach nie ma.
Po południu minister Grad winą za brak wpłaty obciążył szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego, które od kilku dni wysyła do polityków i mediów listy przestrzegające przed zakupem szczecińskiego zakładu. - To jawny sabotaż - grzmiał minister Grad.
- Dopiero w ostatnich dniach inwestor zwrócił się do nas z prośbą o wydłużenie czasu na zapłatę, bo banki potrzebują dodatkowych badań due diligence, właśnie ze względu na potencjalne wady prawne - dodawał wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik.
Grad ogłosił, że uzgodnił z firmą SPFG nowy termin wpłaty pieniędzy - do 17 sierpnia.
O co chodzi w listach? Prezes stowarzyszenia Lech Wydrzyński twierdzi, że w 2002 r. państwo bezprawnie doprowadziło do upadku Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Licytowany obecnie majątek Stoczni Szczecińskiej Nowa - która powstała na gruzach SSPH - jest więc, zdaniem Wędrzyńskiego, obciążony wadą prawną.
- To wszystko to jakieś kuriozum - denerwuje się Dariusz Adamski, szef "S" w Stoczni Gdynia. - Jaki poważny inwestor kieruje się tego typu listami? W normalnych transakcjach jeszcze zanim ktoś wystartuje w tak poważnym przetargu, ma zgromadzone raporty o wszelkich prawnych ryzykach. Wątpliwości jest więcej, bo list dotyczy tylko sytuacji w Szczecinie. Inwestor mógł wczoraj spokojnie zapłacić za Stocznię Gdynia. Dlaczego tego nie zrobił? Do końca maja pracę w Stoczni Gdynia straciło 5200 osób. Większość z nich liczyła, że znajdzie pracę u nowego nabywcy stoczniowego majątku. Teraz stoi pod coraz większym znakiem zapytania.
Mikołaj Chrzan{jathumbnail off}
