Stocznie, Statki
Tak źle w zakładach Cegielskiego nie było od wielu lat. Fabryka nie ma zamówień, dlatego chce zwolnić 500 osób, a 300 wysłać na płatne urlopy. Ale czy związki zawodowe zgodzą się na "postojowe"? W środę będą o tym rozmawiać z zarządem.

HCP
Hala zakładów HCP, w 1956 roku były to Zakłady im. Józefa Stalina. To w nich rozpoczęła się manifestacja.
Fot. Lukasz Cynalewski / AG

Zakłady Cegielskiego to nie tylko jeden z największych pracodawców w mieście, ale również legenda Poznania. Robotnicy tej fabryki w czerwcu 1956 r. wyszli na ulice domagać się chleba, wolności, prawa. Był to pierwszy na tak dużą skalę i tak głośny bunt społeczeństwa przeciwko władzom PRL.

Dzisiaj ludzie wychodzą z Ceglorza po pracy z niewyraźnymi minami. Szybko przemykają do samochodów, albo na przystanek tramwajowy. Nie chcą o rozmawiać o sytuacji HCP. - 90 proc. załogi boi się utraty pracy - tłumaczy Wiesław Janas. Pracuje w fabryce silników okrętowych w Cegielskim od 35 lat. - Makabra. Tak źle jak teraz nigdy jeszcze w firmie nie było - opowiada. - Mieliśmy już postoje, jak te w 2002 r., ale zawsze była perspektywa, że coś się ruszy. I rzeczywiście - potem przychodziło tyle zamówień, że robiliśmy nadgodziny.

HCP wpadł w tarapaty wskutek ogólnoświatowego kryzysu i kłopotów polskich stoczni, z których poznańska firma dostawała najwięcej zamówień. Ale to nie wszystko. Z kontraktów wycofały się stocznie niemieckie. Wskutek tego w fabryce silników okrętowych (W2) i fabryce wyrobów precyzyjnych (W7) zaczyna brakować pracy. Dlatego władze firmy chcą jak najszybciej wprowadzić tam płatne postojowe.

- Jeśli chcemy uratować całą firmę, to nie mamy wyjścia - tłumaczy Jarosław Lazurko, nowy prezes H. Cegielski Poznań SA. - Bo teraz ludzie przychodzą do pracy, ale jej nie dostają. To najgorsze, co może być. Wykańczamy obecne zamówienia, ale mamy problem z kolejnymi. W listopadzie i grudniu nie będzie już wcale pracy. A na przyszły rok mamy na razie kontrakty tylko na trzy silniki.

Przyszłoroczny plan zakłada wyprodukowanie w Cegielskim 15 silników, ale to i tak ledwie połowa tego, co firma produkowała przed kryzysem. Prezes chciałby więc wysłać część ludzi do domu i płacić im postojowe w wysokości 60 proc. wynagrodzenia. Największe związki przystały wstępnie na postojowe, ale już w pierwszej turze rozmów podniosły stawkę do 65 proc. pensji. Firma planuje także roboty zastępcze: remonty, malowanie obiektów na terenie zakładów. Pracownicy mogliby dostać za nie 85 proc. wynagrodzenia. - O ile znajdziemy środki na takie prace - zastrzega Lazurko. Prezes chciałby już od początku sierpnia wysłać do domu ok. 300 osób z fabryk W2 i W7, które zatrudniają łącznie 1400 ludzi.

- Te 65 proc. za siedzenie w domu to nie jest jeszcze takie straszne - uważa Tomasz Sobczak, od czterech lat na W2. - Dojeżdżający nie będą tracić pieniędzy na dojazd. No i można sobie w tym czasie jakoś dorobić.

- Ja jestem młody, to sobie poradzę, ale starsi pracownicy będą mieli problem z dorywczą robotą - mówi z kolei jeden ze spawaczy.

Czy związki podpiszą dziś porozumienie w sprawie postojów? - Do jakiegoś kompromisu musimy dojść, chociaż te 65 proc. pensji to naszym zdaniem trochę za mało - mówił wczoraj po posiedzeniu komisji międzyzakładowej Tadeusz Pytlak, szef Solidarności, największego związku działającego w Cegielskim. Na postojowe może zgodzić się też OPZZ.

Porozumienia nie podpisze natomiast Inicjatywa Pracownicza, najmniejszy, ale zarazem najbardziej aktywny związek. - To nie są żadne propozycje - twierdzi przewodniczący Marcel Szary. - Prezes ma szukać zamówień, kontraktów. A jak sobie nie poradzi to trzeba go wymienić.

Kolejnym punktem planu ratunkowego dla Ceglorza ma być odejście ok. 50 osób, które mają uprawnienia do świadczeń przedemerytalnych. - To doświadczeni fachowcy, ale będziemy ich namawiać do przejścia na emeryturę - zapowiada Lazurko.

Ostatnim i najtrudniejszym do uzgodnienia ze związkami etapem restrukturyzacji będą zwolnienia grupowe. - Chodzi o ok. 500 osób, żeby uratować pozostałe 900 miejsc pracy - twierdzi Lazurko. Rozmowy o zwolnieniach ze związkami jeszcze się nie rozpoczęły.

Najprawdopodobniej na początku przyszłego roku pracę stracą nie tylko robotnicy, ale i pracownicy administracji, których - według zarządu - jest zbyt wielu.

Władze HCP szacują, że na zwolnieniach firma oszczędzi miesięcznie ok. 2,2 mln zł. - To może pomóc przetrwać najgorszy okres - liczy prezes.

Cegielski nie chce ograniczać się do bolesnej dla pracowników restrukturyzacji i zwolnień. Prezes zapewnia, że równolegle zabiega intensywnie o nowe kontrakty. Planuje też zwiększyć produkcję silników dla energetyki. Firma rozesłała już blisko 100 ofert do potencjalnych kontrahentów w tej branży.


Lech Bojarski
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter