Stocznie, Statki
Zwłoki trzeciego rybaka znaleźli we wraku WŁA-127 nurkowie Marynarki Wojennej. O okolicznościach tragedii wiadomo więcej niż dotąd, ale zagadki zatonięcia być może nigdy nie uda się rozwiązać

WŁA-127
Fot. Damian Kramski / AG

Ciało wydobyto na powierzchnię w sobotę wieczorem.

To trzeci z pięciu członków załogi. Pierwszego wydobyto pod koniec maja, w czasie pierwszej wyprawy. Drugiego - na początku zeszłego tygodnia.

- We wraku może być jeszcze tylko czwarty rybak, w kajucie rufowej drugiego pokładu - mówi Michał Necel, współarmator kutra. - Nurkowie nie dali rady tam dotrzeć. Piątego raczej nie da się odnaleźć, nie miał prawa być pod pokładem, bo to szyper. Musiał być w sterówce. Jedno jest pewne, że kuter poszedł pod wodę gwałtownie. Nie wiem, czy spali już, czy się układali do snu, ale nie mieli nawet czasu, by wybiec na pokład.

Wciąż obowiązują dwie hipotezy zatonięcia jednostki.

Mogła być staranowana w środku nocy przez inny, wielki statek. Ta wersja jednak jest słabsza po wykonaniu nagrań z podwodnych kamer prowadzącego poszukiwania ORP "Lech". Przeszło 10-godzinny zapis oględzin wraku nie ujawnia śladów, które po uderzeniu musiałyby być widoczne na kadłubie. Nagrania trafiły do Urzędu Morskiego w Gdyni już pod koniec maja br., po pierwszym tygodniu poszukiwań.

- Na lewej burcie takich śladów nie ma - potwierdza Necel. - Brak jednak pewności co do prawej burty, bo na nią przechylony jest kuter i duża część jest po prostu zasłonięta przez dno morskie.

Druga hipoteza mówi, że WŁA-127 sam się przechylił i błyskawicznie zaczął nabierać wody. Powodem mógł być zbyt duży lub źle rozmieszczony ładunek ryb. Kilka godzin przed tragedią szyper wspominał przez radio, że połów szprotów jest bardzo obfity. Morze było spokojne, jeśli załoga zdecydowała się na maksymalny ładunek - burta kutra znajdowała się tylko nieznacznie nad lustrem wody. W takiej sytuacji wystarczyłyby dwie przypadkowe duże fale, by WŁA-127 nabrał wody i przechylił się. Ewentualnie powodem utraty przez kuter stabilności mogło być złe rozlokowanie w ładowniach "paczek" ze szprotami. Zdaniem Necla jest to jednak wykluczone - załoga była zbyt doświadczona, by popełnić tego typu błąd.

Ostateczne ustalenia będą należały do Izby Morskiej w Gdyni, która kompletuje już materiał dowodowy w sprawie katastrofy.

ORP "Lech" prawdopodobnie poszukiwania przerwie w poniedziałek i nie wiadomo, czy wróci w innym terminie na miejsce tragedii - wszystko zależy od tego, czy znajdą się pieniądze na kontynuowanie akcji. Dotychczasowe koszty pokryły Ministerstwo Infrastruktury i Ministerstwo Rolnictwa.

- Decyzja o powrocie ORP "Lech" do Gdyni ma być podjęta w nocy albo w poniedziałek rano - powiedział wczoraj "Gazecie" kpt. mar. Grzegorz Łyko z biura prasowego Marynarki Wojennej.

Nurkom kończą się specjalistyczne mieszanki tlenowe, które muszą być stosowane ze względu na dużą głębokość zalegania wraku - 69 m. Ponadto pogoda w rejonie Bornholmu jest zmienna, co powoduje znaczne przerwy w pracy. Zapewne nurkowie podczas tej wyprawy zdołaliby się dostać do pomieszczeń drugiego pokładu, ale mieli pecha. Gdy w czwartek rozcięli palnikami poszycie kadłuba, okazało się, że trafili prosto na obudowany kanał konstrukcyjny, w którym znajdują się rury i zawory. Nie było ich w planach kutra, które posiada armator.


Roman Daszczyński
{jathumbnail off}
1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter