- Bełkot, to dla nas niepojęte - tak szczecińscy stoczniowcy komentują wyrok sądu, który oddalił pozew ich kolegi z Gdyni o wypłatę odpraw za zwolnienie grupowe
We wtorek Sąd Rejonowy w Gdyni oddalił pozew Pawła Wydrzyńskiego, pierwszego z byłych pracowników Stoczni Gdynia SA, którzy żądają wypłacenia odpraw wynikających z Ustawy o zwolnieniach grupowych. W uzasadnieniu sędzia Hanna Lewalska stwierdziła, że jedynym przysługującym mu świadczeniem są odszkodowania za utratę pracy wynikające z tzw. specustawy stoczniowej z grudnia 2008 r. Dodała, że jest ona ustawą specjalną, najpełniej chroniącą prawa pracowników zakładów, a jej zapisy są dużo korzystniejsze dla zwalnianych niż przepisy dotyczące zwolnień grupowych. Na rozpatrzenie czekają takie same pozwy ponad tysiąca gdyńskich stoczniowców. Paweł Wydrzyński zapowiedział, że odwoła się od wyroku sądu. Pomoc zapowiedziała gdańska Solidarność.
Przypomnijmy, że w maju szczeciński sąd pracy nakazał wypłatę odprawy byłemu pracownikowi Stoczni Szczecińskiej Nowa Romanowi Sądeckiemu. W jego przypadku chodziło o trzy ostatnie pensje, czyli prawie 20 tys. zł (odprawa to w zależności od stażu pracy równoważność od jednej do trzech pensji).
- Mam już sześć sądowych pism nakazujących wypłatę odpraw osobom, które reprezentuję - mówi szczeciński adwokat Włodzimierz Łyczywek.
Ale gdyńskie orzeczenie oznacza, że sprawa będzie przedmiotem sporu w kolejnych instancjach i zakończy się zapewne dopiero w Sądzie Najwyższym, jeśli nie w Strasburgu. Zarządca kompensacji majątku po stoczni w Szczecinie już zgłosił sprzeciw wobec orzeczeń szczecińskiego sądu pracy. Następnym krokiem będzie rozprawa przed sądem tej samej instancji z udziałem obu stron.
Odwołanie w sprawie odpraw zapowiedział przewodniczący stoczniowej Solidarności w Gdyni Dariusz Adamski.
- Wyrok gdyńskiego sądu bardzo mnie zaskoczył - komentuje Marek Judkowiak, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego "Stoczniowiec" w Stoczni Szczecińskiej Nowa. - Opierając się na tych samych dokumentach, zdecydował się zająć odmienne stanowisko. Jest to dla mnie niepojęte, musimy skontaktować się z naszymi prawnikami, aby tę sprawę wyjaśnić.
- Zamierzamy walczyć o swoje - mówi Wojciech Osman, szef Solidarności '80 w Szczecinie. - Decyzja sądu to jakiś bełkot. Odprawy należą się pracownikom jak psu micha.
Włodzimierz Łyczywek: - Dzięki funkcjonowaniu specustawy stoczniowcy nie przestają być pracownikami. Nigdzie nie ma zapisu, że nie powinni dostawać odpraw związanych z przepisami Ustawy o zwolnieniach grupowych. Nie zmieniłem w tej sprawie swojego zdania, jestem przekonany, że byli stoczniowcy powinni dostać pieniądze.
Stocznie w Szczecinie i Gdyni upadły po decyzji Komisji Europejskiej, która uznała, że pomoc finansowa udzielona obu firmom w ostatnich latach przez państwo polskie była niezgodna z unijnymi dyrektywami.
Specustawa przewidywała sprzedaż majątku na drodze otwartego, nieograniczonego przetargu. Obejmuje także programem ochronnym stoczniowców zatrudnionych w stoczni Gdynia i Szczecin do 31 października 2008 r. Zwolnionym stoczniowcom, w zależności od stażu pracy, zagwarantowano odprawy w wysokości 20-60 tys. zł (w sumie 370 mln zł), udział w szkoleniach zawodowych, doradztwo i pomoc w znalezieniu nowej pracy. Przez pół roku przysługuje im także zasiłek szkoleniowy.
Związkowcy po wejściu w życie specustawy doszli do wniosku, że nie wyklucza ona prawa stoczniowców do odprawy w ramach zwolnień grupowych.
Według szacunkowych wyliczeń odprawy dla stoczniowców ze Szczecina i Gdyni wyniosłyby w sumie ok. 100 mln zł.
Jakub Ziębka {jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Sądowa batalia o odprawy ze stoczni
18 czerwca 2009 |
