Związkowcy ze Stoczni Gdańsk znowu zapowiadają protesty w obronie miejsc pracy.
- Nie wykluczamy, że może dojść do strajków głodowych i że możemy wyjść na ulice - twierdzi Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący Solidarności w Stoczni Gdańsk.
Chodzi mu o zwolnienia ok. 200 pracowników Stoczni, związane z planem restrukturyzacji zakładu. W planie przedstawionym Komisji Europejskiej, a uzgodnionym między ukraińskim właścicielem stoczni, spółką ISD, a rządem, władze firmy zobowiązały się do utrzymania zatrudnienia na poziomie minimum 1,9 tys. osób. Obecnie w stoczni pracuje 2,1 tys. osób. - Zwolnienia mogą objąć część pracowników administracji oraz personel pomocniczy - mówi Jacek Łęski, rzecznik prasowy ISD. Tymczasem gdańska prokuratura odmówiła stoczniowej "S" wszczęcia postępowania w sprawie wypowiedzi premiera Tuska. Zdaniem "S", premier, mówiąc podczas słynnej telewizyjnej debaty, że Stocznia otrzymała 600-700 mln zł pomocy publicznej, znacznie zawyżył jej wysokość. Prokuratura nie wszczęła śledztwa, bo jak tłumaczy, zawiadomienie "S" dotyczyło zniesławienia, a ona nie zajmuje się ściganiem tego typu czynów.
mac, PAP{jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Stoczniowa "S" swoje
12 czerwca 2009 |
