Dlaczego nikt nie pyta, czy aby pod pretekstem obrony Stoczni pan Guzikiewicz - akurat w dniu pięknej rocznicy 4 czerwca - nie zastawił był na pana premiera perfidnej pułapki, rwąc się do wcielenia w życie scenariusza obmyślanego i ogłoszonego wcześniej przez swego guru, a mianowicie - że tu, gdzie stanie on wraz z akceptowaną partią i akceptowanymi przez niego osobami, będzie ta prawdziwa, patriotyczna Polska, natomiast tam, gdzie rząd i sprowokowana płonącymi oponami (i nie tylko!) przez manifestantów policja - tam będzie ZOMO (co miało być udowodnione na oczach całego narodu oraz zagranicznych gości Tuskowi na złość).

Urszula Kozioł, poetka wrocławska z wyboru
Fot. Paweł Kozioł / AG
A dlaczego pan prezydent, jako polityk akceptowany wraz ze swym bratem przez pana Guzikiewicza, wcale się nie kwapił do wybicia mu z głowy zamysłu pogłębiającego w rażący sposób rozbicie społeczeństwa na wrogie obozy akurat w tym uroczystym dniu, zasługującym na to, by go wspólnie święcić i wspólnie nim się chlubić przed Europą? Czyżby spodziewał się upiec sobie własną pieczeń przy ogniu płonących opon i z przygnębiającego zamętu wyciągnąć zyski (marne!) dla siebie i partii brata? Dlaczego nic nie robi, dlaczego nie podejmuje mediacji, nie korzysta z okazji, że posłuchaliby go zarówno pan Śniadek, jak i pan Guzikiewicz. a on zyskałby wreszcie miano prezydenta całego kraju, który potrafi doprowadzić do narodowej zgody zwaśnione strony? Czyżby obaj panowie Kaczyńscy nie poczuwali się do współodpowiedzialności za losy stoczni, w których - rządząc!- mieli swój współudział?
Dlaczego nikt nie uzmysłowi działaczom, że w zaślepieniu łatwo się zagalopować i przekroczyć tę cieniutką granicę zacierającą słuszne działania z działaniem na szkody kraju i własnego miejsca pracy i jak łatwo z roli działacza wejść w rolę mimowolnego prowoka? Ani że piękna karta w biografii nie jest raz na zawsze dana i jeśli się nią szasta, po trzydziestu latach może utracić pierwotny blask. Czyż nie przekonaliśmy się o tym w stanie wojennym, kiedy niektórzy niekwestionowani bohaterowie z czasów okupacji po prostu się skundlili?
Dlaczego w publicznych debatach zgłasza się pretensje jedynie do pana premiera, który przenosząc zagrożone draką obchody wolał nawet utracić punkty i zachwiać własnym "słupkiem popularności", niż dopuścić do zbeszczeszczenia ważnego dla narodu święta, a przemilcza się swoiste przyzwolenie pana prezydenta na ewidentną chryję, jaką szykował działacz Guzikiewicz darzący admiracją obu braci Kaczyńskich, którzy będąc u władzy, także nie potrafili skutecznie pomóc Stoczni? Dlaczego żaden z nich nie powstrzymał go dla dobra kraju przed psuciem państwa? Kto za to odpowie?
Urszula Kozioł{jathumbnail off}
