
Fot. ROBERT KWIATEK
Dlaczego Solidarność chce 4 czerwca zepsuć obchody dwudziestej rocznicy końca komunizmu?
- Ze względu na przypadające w tym roku rocznice nasz związek ustanowił rok 2009 Rokiem Solidarności i Niepodległości! Trudno wskazać najbardziej kluczową datę dla procesu odzyskiwania wolności przez Polskę. Nie wszystkim odpowiada rocznica obrad Okrągłego Stołu czy wyborów, jakby nie było, zaledwie kontraktowych. Tych dat jest przecież więcej...
Zatrzymajmy się na 4 czerwca. Ten dzień Joanna Szczepkowska ogłosiła końcem komunizmu w Polsce!
- Niezrozumiała jest dla mnie histeria, jaka rozpętała się ostatnio w mediach. Dlaczego obecność pracowników podczas obchodów uroczystości obalenia komunizmu miałaby je zrujnować?
Rząd boi się zadymy, którą zapowiadają stoczniowcy.
- Nie wiem, czego obawia się rząd. Z mojej perspektywy widać to inaczej. Gdy mówi się o skandalu i o tym, że protesty robotnicze pod Trzema Krzyżami mogą spowodować, że ucierpi autorytet Polski w świecie, to muszę odpowiedzieć, że skandal już był! 29 kwietnia pod Pałacem Kultury w Warszawie, gdzie zebrali się przedstawiciele Europejskiej Partii Ludowej, do której należą w Parlamencie Europejskim PO i PSL. Robotnicy przyszli tam wyrazić niepokój o swoje miejsca pracy i upomnieć się o swoją godność...
Czy...
- Przepraszam, ale nie dam sobie przerwać. Pan premier nie wykorzystał tej okazji do wywarcia presji na urzędników unijnych, na przywódców innych państw europejskich. Nie powiedział, jak wielkie problemy mają stocznie.
Powiedział o tym Lech Wałęsa.
- Ale nie zrobił tego premier. Mało tego, zdecydował się na konfrontację. On sam albo jego ludzie wydali polecenie zaatakowania stoczniowców.
Policjanci też oberwali.
- Możemy się tak licytować, ale prawda jest taka, że z jednej strony byli zawodowcy z tarczami, w hełmach i w maskach na twarzy, którzy z premedytacją użyli środków chemicznych, parzących…
To był gaz pieprzowy.
- Jak zwał, tak zwał, nie znam się na tym, mówię o parzących środkach chemicznych. Wielu ludzi policja zaatakowała w momencie, gdy po manifestacji szli już do autokarów. Uderzono bez uprzedzenia.
Wiceprzewodniczący stoczniowej Solidarności Karol Guzikiewicz zapowiada, że nie wpuści 4 czerwca na plac Solidarności przedstawicieli rządu i liderów państw Europy Środkowo- Wschodniej. Czy to święto tylko stoczniowej Solidarności?
- Powiem jasno i wyraźnie: nie będę tłumaczył się z tego, co mówi Karol Guzikiewicz! Z żadnych jego mniej czy bardziej bulwersujących wypowiedzi! Będę mówił jako przewodniczący związku. 4 czerwca to oczywiście ważna data i święto wszystkich Polaków. Także Solidarności. Jeśli natomiast pani mnie pyta, dlaczego nie odczuwam, że to także moje święto, to odpowiem, że nikt Solidarności na obchody tego święta nie zaprosił! A przyzna pani, że obchody rocznicy obalenia komunizmu bez Solidarności to dość dziwna sprawa.
Przyznam, choć Karola Guzikiewicza ramię w ramię z premierem Tuskiem jakoś sobie nie wyobrażam.
- Hałas, jaki media zrobiły wokół tych obchodów, ma także swoje dobre strony. Ludzie Solidarności dowiedzieli się, że na placu Solidarności w Gdańsku planowane jest jakieś wydarzenie! W głowie nigdy mi nie postało, że ludzie Solidarności podczas takiego wydarzenia mogą być tam niemile widziani.
Niemile widziana jest awantura. A plac Solidarności jest miejscem ogólnodostępnym dla wszystkich mieszkańców Gdańska, dla wszystkich Polaków i gości z zagranicy i powinno nam zależeć, by chcieli tu przyjeżdżać.
- Zgoda, to miejsce dla wszystkich. Kto więc i z jakiego tytułu odmawia stoczniowcom prawa do obecności na tym placu 4 czerwca?
Ale czy Pan gwarantuje, że uroczystość nie zostanie zakłócona?
- Nie rozumiem, dlaczego wszyscy zakładają, że tam będzie awantura. Jak na razie straszą nią dziennikarze i politycy. Nie dam się wciągnąć w rozważania na temat nieistniejącego smoka. Dzięki Solidarności żyjemy w wolnym kraju. I chcemy też świętować 4 czerwca.
Ale Solidarność to dziesięć milionów członków związku z 1980 roku, ich rodziny, dzieci, wnuki...
- Pani nie chce mnie słuchać. Wpuszcza mnie w boczne ścieżki.
W nic nie wpuszczam. Pytam tylko, czy rząd może tu zorganizować uroczystości?
- Ma takie prawo. Ale szczególne prawo do tego miejsca ma Solidarność. Koledzy z regionu gdańskiego zgłosili do komisji krajowej wniosek o zorganizowanie wiecu poparcia dla stoczni.
Czyli - konkurencyjne obchody?
- Nie wiem, o której godzinie chce tu coś organizować rząd. Nie wiem zatem, czy to będzie razem, czy osobno.
Czy z punktu widzenia Polski byłoby dobrze, gdyby rząd odwołał obchody?
- Obchody są ważne, ale ja dziś żyję czymś zupełnie innym. Wczoraj cały dzień wraz z kolegami zajmowałem się odpowiedzią rządu na propozycję pakietu antykryzysowego przygotowanego przez partnerów społecznych. Dla mnie problemem jest to, jak ratować pracowników, jak zapobiegać skutkom kryzysu, który wlewa się do Polski drzwiami i oknami. Od września ubiegłego roku domagamy się od rządu rozmów i na palcach jednej ręki wyliczę spotkania, które się odbyły. A premier zamierza przyjść na spotkanie komisji trójstronnej dopiero wtedy, gdy będzie sukces. Sukces to znaczy, że my się zgodzimy na to, co proponuje rząd! 13 marca wysłaliśmy rządowi pakiet postulatów, 27 spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu, 20 kwietnia ponownie się spotkaliśmy, odbyło się coś w rodzaju negocjacji, podczas których ustaliśmy, że rząd do końca kwietnia na piśmie odniesie się do naszych postulatów. Dotrzymał terminu i nad tym teraz siedzimy. Pytam panią jako Polkę, czy w obliczu tak ogromnych zagrożeń, wielkiego światowego kryzysu, ważniejsze są obchody święta czy zabezpieczenie pracowników na wypadek nadciągającej dramatycznej recesji? Zamiast rozmawiać o ratowaniu Polski, ratowaniu ludzi przed bezrobociem, rozmawiamy o święcie!
Rozmawiajmy o jednym i o drugim. Dlaczego nie mamy pozwolić ludziom cieszyć się, że coś się nam udało?
- Dlaczego pani do mnie nie przychodzi rozmawiać o kryzysie, ale o kolejnej burzy?
Kto chce wywołać burzę pod pomnikiem?
- Pani znowu swoje. W mediach nie ma głosu pracowników, związkowców - to jest źródłem mojej frustracji.
Pojawiają się zarzuty, że Solidarność daje się wykorzystywać PiS-owi. Stąd ta planowana zadyma.
- Takie zarzuty pojawiają się, gdy brakuje argumentów, gdy chce się przykryć prawdziwe problemy, na przykład wzrastające bezrobocie.
Gdy rządził PiS, Solidarność organizowała w stoczni wiece poparcia.
- Czy można uogólniać to na cały związek? Koledzy ze Stoczni Gdańskiej działają suwerennie, broniąc swoich miejsc pracy. Pomagamy im, kiedy trzeba. Rządowi PiS-u w 2007 roku Solidarność zagroziła protestem i wynegocjowała między innymi znaczącą podwyżkę płacy minimalnej.
O czym rozmawialiście z prezydentem Lechem Kaczyńskim, gdy spotkaliście się u metropolity gdańskiego arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia?
- Nie byłem tam. Nie dam się wciągać w takie rozmowy. Zajmuję się kryzysem. Zdumiewam się, że rząd zajmuje się czymś innym. Nie pora na świętowanie, bo kto wie, czy 4 czerwca nie będziemy musieli ogłosić żałoby narodowej! Nie wszyscy jesteśmy w nastroju do świętowania. Dziękujmy Bogu za odzyskaną wolność, ale bez fajerwerków, bo nie czas na to.
A gdyby arcybiskup Głódź podjął mediacje między rządem a Solidarnością w sprawie obchodów?
- Zawsze chętnie spotkam się z ekscelencją arcybiskupem Głodziem, ale w tej sprawie na razie nie jestem stroną. Chciałbym, by ułamek energii poświęconej obchodom poświęcono ludziom, którzy stracili pracę, jest ich już trzysta tysięcy. A pani ciągle o święcie. To mnie doprowadza do gniewu.
Barbara Szczepuła{jathumbnail off}
