
Chemikaliowiec "Bow Spring". Stocznia zbudowała osiem takich 182-metrowych statków. Za ostatnią jednostkę z serii zainkasowała 75 mln dolarów
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Przetarg ogłosił właśnie zarządca kompensacji, który odpowiada za demontaż Stoczni Szczecińskiej Nowa i spłacenie wierzycieli.
Projekty statków mają być sprzedane w trzech pakietach. W pierwszym pod młotek idzie dokumentacja zbiornikowca typu B 573 oraz chemikaliowca B 588. Ten ostatni projekt jest jednym z najważniejszych w dziejach okrętownictwa w powojennym Szczecinie. Nasza stocznia zaprojektowała i zbudowała bowiem największy chemikaliowiec na świecie. Łącznie powstało osiem takich, niezwykle zaawansowanych technicznie, jednostek. Na przetarg, oprócz pełnej dokumentacji statku, wystawiona została także technologia spawania stali duplex - materiału odpornego na działanie chemikaliów. To stoczniowy sekret, częściowo opatentowany. Nabywca przejmie patenty i wszystkie prawa autorskie.
- To cudo, które może się cieszyć dużym wzięciem - mówi o projekcie statku i technologii spawania Jan Orłow, specjalista ds. nadzoru nad spawaniem chemikaliowców w Stoczni Szczecińskiej Nowa. - Na sprzedaż wystawiony został przecież sprawdzony, świetny projekt. Statki pływają, armator jest z nich bardzo zadowolony. Technologia spawania dupleksu też jest pewna. Nabywca nie kupi kota w worku.
O tym jak ważna jest sprawdzona technologia, stocznia przekonała się na własnej skórze. Kiedy - jeszcze za czasów holdingu - firma zabrała się za budowę pierwszego chemikaliowca, technologię spawania kwasoodpornej stali kupiła. Okazało się, że nie sprawdziła się. Stojący na pochylni kadłub trzeba było rozebrać. Szczecińscy stoczniowcy w końcu sami opanowali trudną sztukę spawania dupleksu, a część najciekawszych rozwiązań opatentowali. Teraz cała ta wiedza jest na sprzedaż. Cena wywoławcza: nieco ponad sześć milionów złotych.
- Sprzedaż tej dokumentacji oznacza, że gdybyśmy kiedyś chcieli wrócić w Szczecinie do budowy tych statków, musielibyśmy zapłacić za wykorzystanie naszej wiedzy temu, kto ją kupi - mówi Jan Orłow.
10,3 mln zł to cena wywoławcza za pakiet projektów sześciu kontenerowców różnego typu. Wśród nich są stoczniowe hity: statki typu B170 i B178. Obie serie od lat są cenione przez światowych armatorów. Mimo niepewnej sytuacji stoczni rosyjski Fesco zdecydował się właśnie na kupno takich jednostek w Szczecinie. To ostatnie statki budowane pod szyldem SSN.
Trzeci pakiet to kolejne stoczniowe skarby. Za 6,6 mln zł do wzięcia są projekty statków typu con-ro i wielozadaniowego B587. Con-ro to genialne połączenie kontenerowca ze statkiem, na który ładunek wjeżdża na lawetach. Statki tej serii są tak cenione, że znajdują się obecnie w rezerwie NATO. W pakiecie jest też niemal gotowy projekt promów, które kilka lat temu zamówiła w SSN Polska Żegluga Morska. Promy miały wejść na linię Świnoujście-Szwecja. Na razie nie wiadomo, czy PŻM zdecyduje się kupić plany, które powstały z uwzględnieniem charakterystyki portów w Świnoujściu i południowej Szwecji.
- Decyzja zapadnie w ciągu dwóch tygodni - mówi Krzysztof Gogol, rzecznik PŻM.
Halina Sutowska, zastępca kierownika Biura Projektowego, mówi, że szczecińskie projekty mogą zostać zrealizowane w każdej stoczni posiadającej odpowiednią infrastrukturę.
- Projekt techniczny jest uniwersalny, sporządzany w języku angielskim - mówi Sutowska. - Projekt roboczy i wykonawczy jest już dopasowany do możliwości konkretnej stoczni, ale niewielkim kosztem można go przerobić.
Handel projektami nie jest niczym nadzwyczajnym. Część stoczni nie ma własnych biur projektowych. Szczecińscy inżynierowie wykonywali już zlecenia "na zewnątrz". Szczecińskie plany wykorzystywała jedna ze stoczni w Wietnamie.
Sprzedaż projektów to obowiązek zarządcy kompensacji, który musi wyprzedać cały majątek spółki. Szansą na uratowanie chociaż części intelektualnego potencjału stoczniowego w Szczecinie byłoby utrzymanie Biura Projektowego. Na razie jego pracownicy, tak jak inni stoczniowcy, czekają na wypowiedzenia.
Andrzej Kraśnicki jr{jathumbnail off}
