Niemal tysiąc stoczniowców z pytaniami i wątpliwościami stawiło się wczoraj na spotkanie w sprawie programu dobrowolnych odejść w Stoczni Gdynia. Związkowcy zaprosili prezesa firmy DGA, która odpowiada za szkolenia, oraz przedstawicieli Agencji Rozwoju Przemysłu. Niestety, zaproszeni się nie zjawili. - Bali się chyba pytań stoczniowców - stwierdziła Anna Kotowska, zastępca przewodniczącego Związku Zawodowego "Stoczniowiec".
Pracownicy stoczni nie są zadowoleni ze sposobu realizacji programu dobrowolnych odejść, szkoleń i poszukiwania pracy. - Ci, którzy odeszli już z pracy, mają złe zdanie o wprowadzanym w życie projekcie - przyznaje Kotowska i wylicza: - O tym, kto i kiedy zostanie zwolniony, wiadomo na dwa tygodnie wcześniej. Wiadomo również, kto jaki ma staż, jaki zawód, jakie ma uprawnienia. I właśnie te dane miały być przesyłane konsultantom. Po podpisaniu umowy o przystąpieniu do programu od razu można by było przedstawiać konkretne propozycje pracy czy szkoleń. Konsultanci takimi danymi jednak nie dysponują. Zarząd stoczni tymczasem poinformował nas, że takie dane zostały przesłane firmom DGA i Work Service.
Zdaniem zwązkowców stoczniowcy muszą czekać dwa tygodnie na pierwsze spotkanie z konsultantem, któremu dyktują swoje dane i kwalifikacje, a następnie miesiąc na telefon z informacją o oferowanych szkoleniach.
- Rozmawiałam z jednym z pracowników, spawaczem który chciał pójść na trzy kursy, m.in. kurs na wózek widłowy i spawania aluminium - dodaje Kotowska. - Powiedział konsultantowi, że są mu potrzebne ponieważ ma już ofertę pracy. Podał praktycznie wszystko na tacy. Co więcej, takie kursy prowadzi jedna ze spółek na terenie stoczni. Konsultant o niej nie wiedział. Płakać się chce.
Punkt konsultacyjny na terenie stoczni działa od kilku tygodni. Do tej pory umowę o przystąpieniu do programu zwolnień monitorowanych podpisało trzystu stoczniowców. Pierwsze rozmowy z konsultantem odbyło zaledwie 90. Szkolenia nawet się nie zaczęły, twierdzą związkowcy.
- Co będzie, jak za dwa miesiące naraz z pracy odejdzie 3 tys. osób. Jak trzej konsultanci ich obsłużą, skoro już teraz się nie wyrabiają. W efekcie zabraknie czasu na odbycie obiecanych szkoleń - stwierdzają.
W DGA nie udało nam się uzyskać komentarza. Przedstawiciele firmy nie chcieli odnieść się do opinii stoczniowców.
Wczoraj świadectwa pracy odebrało kolejnych 220 stoczniowców. Za dwa tygodnie odejdzie kolejna tura. Z końcem maja w stoczni nikt już nie będzie zatrudniony, zakład zostanie zlikwidowany, a jego majątek zostanie wystawiony na sprzedaż w przetargach.
Ogłoszonych zostało ich 31. Rozstrzygnięte mają zostać w drugiej połowie maja. Majątek stoczni wyceniono na ok. 300 mln zł.
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom z konsorcjum, które szkoli stoczniowców i szuka im pracy, nie wypadła firma Work Service. Kontraktu zawartego z ARP nie udało się rozwiązać, ponieważ musiałby on zostać rozwiązany również z firmą DGA, a wtedy nie miałby kto przeprowadzić programu zwolnień monitorowanych.
Na początku marca wyszło na jaw, że senator PO Tomasz Misiak, współwłaściciel Work Service, pracował nad ustawą stoczniową, w której zapisany został program szkoleń i poszukiwania pracy dla stoczniowców.
Jacek Klein {jathumbnail off}
Stocznie, Statki
Stoczniowcy są mocno rozczarowani
02 kwietnia 2009 |
Źródło:
