
Wojciech Hawryszuk
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Szczecinianie są oswojeni ze swoją stocznią. Tyle niebezpieczeństw czyha na "cywila", a ludzie z małymi dziećmi, na piechotę, w wózkach, wędrowali w sobotę bez obaw po stoczniowym bruku. W sobotę rano zawsze jest czas, ale prawie się "spaźniamy". Zaczęły się przemówienia, kiedy dotarliśmy na miejsce. Nic nie słychać. Żeby dotrzeć na czas bierzemy - ja i córki, najstarsza Teresa i najmłodsza Janina - taksówkę. Korek zaczyna się na wysokości kapitanatu. Do ulicy Hutniczej docieramy w kilkunastu skokach. Zakorkowane ulice Dubois, Emilii Plater i Firlika. Podobno ulica 1 Maja zablokowana przez wykopy. Samochody z Pyrzyc, Gryfina, Goleniowa, stare szczecińskie. Jest godzina 10.50. Chodniki też zajęte, wszędzie idą ludzie. Tym razem Szczecin wybrał się do Stoczni.
* * *
Co będą robić stoczniowcy? To ważne pytanie, ale ważniejsze jest inne - co będzie robić stocznia? Jeżeli będzie miała co robić, to nie będzie problemu z pracą dla stoczniowców. Jaka jest różnica między wagą odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie? Co jest ważniejsze - to pytanie trochę na skróty - wsparcie stoczniowców czy wsparcie stoczni?
Wesprzeć, ale jak?
Argumentując za utrzymaniem stoczni przy życiu, przekonujemy rozmówców często liczbą 3000 podmiotów kooperujących ze stocznią, żyjących ze Stoczni. Podmiot podmiotowi nierówny, różny jest stopień specjalizacji, udział zleceń stoczniowych w rocznym portfelu zamówień kooperantów, ale stocznia to dla każdego ważny partner, a współpraca z nią jest ważną rekomendacją.
* * *
Szczecin wybrał się do Stoczni z aparatami, komórkami i kamerami. Przyszły całe rodziny, wielopokoleniowe też. Hasło medialne brzmiało: ostatnie wodowanie w Szczecinie. Hasło przekreślające, defensywne, beznadziejne, powtórzone, powtarzane sensacyjnie w serwisach telewizyjnych i na portalach internetowych. Jeżeli już tak właśnie ma być, to się wszyscy wybrali. Na jeden ar powierzchni przypadało ze 30 obiektywów. Są też zawodowcy z gazet, radia, telewizji i szczecińskich portali; Jerzy Undro z rodziną, która się zapodziała w tłumie. Na suwnicy, prawie nad pochylnią, przechodzi ktoś, mały jak mrówka i pozdrawia tych, co na dole. Są zapewne dziennikarze prasowi, radiowi, telewizyjni, jest prezydent Krzystek, nie zauważam posłów i radnych. Ile zdjęć i filmów zrobiono w ten marcowy poranek? Przy jakiej okazji zostaną obejrzane?
Kiedy statek płynnie zaczął się zsuwać z pochylni, jak na koncercie zapalniczki czy zimne ognie, w górę poszły komórki, aparaty i kamery.
* * *
Kiedy w połowie lat 90. stocznia kupiła udziały w spółce Międzynarodowe Targi Szczecińskie, ani razu nie skorzystała z możliwości rozwinięcia kontaktów kooperacyjnych, a imprez targowych choćby dla swoich partnerów gospodarczych nie organizowała. Mogła przecież od 10 lat pełnić rolę "rdzenia", siły napędowej klastra przemysłowo-naukowego STOCZNIA SZCZECIN. To pojęcie było znane, znane były również konkretne doświadczenia. Takich inicjatyw polegających na wspieraniu kooperantów-partnerów nie było, a przecież wiadomo było, że szczególnie w tej branży łaska rynku na pstrym koniu jeździ i można było się spodziewać cyklicznego, rynkowego tąpnięcia. Spółki córki stoczniowe były ruchem w tym dobrym kierunku, ale nikt się zapewne nie spodziewał takiej żarłoczności polityków, takiego popytu socjalnego na stanowiska w radach nadzorczych i zarządach. I szczecińskiego noża w szczecińskich plecach też nie przewidziano, bo zwykle najgorszy jest wróg czy złodziej, to domownik, tu już nie ma mocnych, zawsze znajdzie okazję, żeby skutecznie uderzyć.
* * *
Naprzeciwko wodowanego statku na podeście dogasa ognisko, nie wiem, co się tam pali, został jakiś stelaż, jakiś szkielet. Ludzie patrzą na statek, dopiero kilka rozmów obok mnie zwraca na to uwagę, spoglądam w lewo. Stoję przy długiej rampie Ekspedycji. Po lewej stronie kilka transparentów, o PO, o Tusku. Nic dobrego. Po wodowaniu, flagi "Solidarności" przeciskają się przez tłum. Są nieśmiałe oklaski, ale zaraz gasną. Szczecin chce obejrzeć to ostatnie wodowanie, nie przyszedł na wiec. Zainteresowani tą demonstracją są właściwie tylko fotoreporterzy.
Czy Szczecin kupiłby akcje nowej stoczni? Czy w Szczecinie znalazłyby się prywatne pieniądze na budowanie kolejnych statków? W roku 1939, 70 lat temu, Polacy składali się na ckm-y. Czy można sobie wyobrazić, że "złożymy się" na statek? Szczecinianie nie biorą tego pod uwagę, nikt ich o to nie zapytał.
Patrzę na szczecińską stocznię i myślę o Międzywojniu, o mieście Gdynia, zbudowanym na morskim piasku. Nasi przodkowie łopatami i taczkami zbudowali port w ciągu siedmiu lat (pierwszy statek do tymczasowego basenu wpłynął już w dwa lata po wbiciu pierwszego pala), następnie stocznię, miasto i lotnisko, a my nie potrafimy "zbudować" nowej szczecińskiej stoczni przez 20 lat.
* * *
Jeżeli przeżyjesz kryzys, to wyjdziesz z niego silniejszy. Ale kryzys to nie choroba, którą czasem wystarczy "wyleżeć" i coś tam łykać. Kryzys to wyścig, kto wytrzyma i nie odpuści - wygra. Kryzys to nie choroba, tylko jej skutek. Być może w końcu to aktualny kryzys sprowadzi łaskę myślenia w kategoriach szerszych niż rozwiązanie problemu: co będą robić stoczniowcy? A co robią szczecińscy rybacy?
Nie wolno doprowadzić do "rozmontowania" stoczniowego potencjału. Ów potencjał tworzy również zaufanie pracowników do firmy.
Jednym z pomysłów na zażegnanie kryzysu w stoczni może być klaster STOCZNIA SZCZECIN EUROPOMERANIA i na to być może znalazłyby się europejskie, polskie, samorządowe i niemieckie pieniądze. Ale to nie może być projekt lobbystyczny, czy towarzyski, albo i socjalny, a tylko i wyłącznie projekt gospodarczy, który po obu stronach granicy da miejsca pracy i nowe możliwości rozwoju gospodarczego, a kooperantom pieniądze.
Nikt nie spytał stoczniowych kooperantów, czy będą zainteresowani współpracą, to i nie wiadomo, co o tym sądzą. Nie wiadomo, w czym może być im potrzebna ta nasza stocznia. To tylko dostawcy, a nie partnerzy.
Potrzebne są pieniądze na przetrzymanie, sfinansowanie stoczniowej produkcji i uruchomienie powiązań kooperacyjnych. Dopłacać do stoczni w tym kształcie nie ma sensu, bo kiedyś tych pieniędzy znowu zabraknie i ktoś ostatecznie kurek zakręci. Sfinansować program przemysłowo-usługowy klastra to zupełnie co innego. Ale na końcu muszą pojawić się miejsca pracy i zyski. Jest jeszcze czas na wskazanie naszym partnerom z Niemiec na możliwość, jaką daje kooperacja firm w ramach stoczniowego klastra.
* * *
Spotkany Andrzej Markowski: Szkoda, że spotykamy się w takich okolicznościach.
Ja: To nie jest ostatnie wodowanie w tej stoczni.
AM: Ja też tak myślę. Pozakładałem się, że nie jest to ostatnie wodowanie.
Ja: Wszystkiego dobrego Panie Prezesie...
* * *
Czy zwiększony obrót płynnym gazem nie będzie wymagał floty dodatkowych tankowców i czy nie będą potrzebne zbiorniki i inne urządzenia w terminalu gazowym w Świnoujściu? Oczywiście, są takie pomysły eksperckie, ale nie trafiają na lokalny rynek polityczny. Wprowadzenie do stoczni zleceń z gazowej branży to ciekawa i zachęcająca inwestorów perspektywa.
Zwykle jest tak, że przewracamy się o nasze możliwości, są one przeszkodą na naszej drodze pełnej wygodnych przyzwyczajeń. Takim wygodnym przyzwyczajeniem obywatelskim jest kopać prezydenta, marszałka i posłów. Dla sprawiedliwości trzeba też przywołać w tym miejscu równie nieskutecznie co obywateli, z przyzwyczajenia zatroskane twarze posłanek i posłów, radnych i innych osób odpowiedzialnych za naszą stocznię. Ad rem, czyli wróćmy do kopania.
Nie ma już czasu na wydzielanie dystansujących od władzy przymiotników i innych obrazowych określeń - debil, cham, głupol, ubol, młot, burak, świnia, radny, poseł, nie ma na to czasu, bo stocznia pada.
Adresaci tych określeń - posłowie i radni - to żadni specjaliści od stoczni. Żaden, żadna, żadne z nich niczego nie przyspawało ani nie wytrasowało, nie posmarowało smarem torów i nie wybiło stoperów i niczego nie zaprojektowało i nie sprzedało żadnego statku. I pewnie nie wiedzą, co to jest kilbok i po co jest ten piasek na pochylni.
* * *
Kpt. żw. Marian Langowski nakręcił film i zrobił zdjęcia na pochylni, kiedy Janeczka robiła łapkami ślady na tym smarze. Szwagierka kapitana pracuje w firmie, która wczoraj dostarczyła tłumiki do zwodowanego właśnie statku. Za kilka dni taka sama - czyli ostatnia - dostawa dotrze do stoczni w Gdyni. Obiecał, że dostanę ten film. Kiedy go obejrzę? Sam, czy z dziećmi? Syn kapitana i my zabieramy na pamiątkę smar z pochylni, którym smarowane są płozy i tory. Pochylnia jak amfiteatr, mnóstwo ludzi.
* * *
Specjaliści od stoczni są w stoczni. Wiem, co mówią zatroskani politycy, a nie wiem, co mówią ludzie ze stoczni. Jakie mają rozwiązania? Wiec stoczni nie zbuduje, też warto o tym pamiętać, bo jeszcze żaden - a było ich wiele - nie zbudował. Czekamy na publiczne wypowiedzi tych, co "są solą ziemi i morza tego regionu", jak napisał w artykule Pan Andrzej Kryżan / MEA - Stowarzyszenie Ekspertów Morskich. Dobrze powiedziane.
* * *
Janeczka prosi, żeby przeczytać napis na Tablicy Stoczniowej. Pod Tablicą stoi trumienka z krzyżem pomalowana czarnym lakierem. Symbol upadku stoczni. Zatrzymujemy się i czytam. Teresa mówi, że Janeczka nie zrozumie, co znaczy "poległym". Jeszcze nie musi wiedzieć, co to znaczy, ale jestem pewien, że kiedyś o to spyta. Żegna nas wiosenna mżawka. Może niespecjalnie na początku przyjemna, ale optymistyczna, ożywcza.
* * *
Pomysły zbudowania w oparciu m.in. o stocznię szczecińską klastra morskiego pojawiły się w Polsce w 1994 r, tuż po uruchomieniu takiego wynalazku w Danii. Przecież stocznia szczecińska - mam na myśli stocznią szczecińską zarządzających, w tym siły związkowe - dobrze o tym wiedziała. I nic. A jeżeli nie wiedziała, to tylko źle o niej świadczy.
Jeżeli ty nie zainteresujesz się polityką, polityka zainteresuje się tobą, mniej więcej tak brzmiało światłe słowo Wielkiego Winstona.
Ale nie ma co mówić w koło Macieju o winie i karze, trzeba mówić o niezbędnej, potrzebnej w tej chwili i w tej kwestii - odpowiedzialności. Jeszcze wszystko jest na swoim miejscu.
27 lutego - 7 marca 2009 r.
www.hawryszuk.pl
* Pod koniec pisania tego tekstu, poszukując dobrych, szczecińskich przykładów, natrafiłem na stronę http://www.mea.szczecin.pl/klaster.htm, gdzie znajdują się profesjonalne ekspertyzy dotyczące Zachodniopomorskiego Klastra Morskiego, zawiązanego w 2008 r. jako stowarzyszenie. Polecam.
* Wojciech Hawryszuk - radny rady miasta IV kadencji, publicysta, animator kultury
Wojciech Hawryszuk {jathumbnail off}
