
Fot. Beata Kitowska / AG
Aleksandra Kozłowska: Jak ojciec sądzi, czy stoczniowe dźwigi to rzeczywiście logo Gdańska?
O. Maciej Zięba, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku: Tak, oczywiście. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. I cieszę się, że wokół stoczniowych żurawi i wpisania ich na listę zabytków toczy się dyskusja. Nam w ogóle bardzo zależało na ożywieniu debaty na temat tego, co będzie się działo wokół przyszłego budynku Europejskiego Centrum Solidarności. Dlatego też już w połowie listopada zorganizowaliśmy spotkanie, w którym udział wzięli m.in. znakomici architekci: sir George Ferguson z Wielkiej Brytanii, Hans Stimmann z Niemiec oraz Polacy: Czesław Bielecki i Wojciech Targowski z PPW FORT, pracowni która wygrała międzynarodowy konkurs na opracowanie koncepcji siedziby ECS. Dyskutowaliśmy nie tylko nad projektem samego budynku ECS i Drogi do Wolności, ale i zastanawialiśmy się nad sposobem wkomponowania ich w otoczenie i ochroną unikalnych obiektów postoczniowych. Sir Ferguson zauważył wtedy, że my, gdańszczanie jesteśmy dumni z zabytkowego żurawia nad Motławą, ale takie żurawie są w każdym hanzeatyckim mieście. Natomiast tym, co od razu kojarzy się z Gdańskiem, są dźwigi stoczni. Stanowią widok rozpoznawalny na całym świecie.
Można też powiedzieć, że takie dźwigi ma każde portowe miasto.
- Owszem, ale nie każde miasto miało taki wpływ na historię Europy. W dyskusji na temat stoczniowych dźwigów nie można zapominać jednak o ich właścicielach, o tym, że one cały czas pracują i dużym błędem byłoby zrobienie z nich elementów muzealnych. Dopóki działają - i oby działały jak najdłużej - tak jest najlepiej, pozostają w swoim "naturalnym środowisku" a jednocześnie stanowią bardzo ważną część gdańskiej panoramy. Kiedyś jednak, za 20, 30 lat staną się konstrukcjami przestarzałymi i dlatego tak ważne jest podjęcie dyskusji na ich temat już dziś.
Jak ojciec widzi za te kilkadziesiąt lat gdańskie dźwigi? Jako ogrodzone łańcuchem pomnikowe eksponaty, czy też może elementy czegoś w rodzaju instalacji artystycznej?
- Im więcej wydobędzie się z nich piękna, tym lepiej. W tej chwili jednak przede wszystkim należy się zastanowić, kto będzie ich właścicielem, kto będzie o nie dbał.
Czy Europejskie Centrum Solidarności nie chciałoby kupić jednego-dwóch żurawi?
- Nie jest to wykluczone. Na naszym listopadowym spotkaniu pojawiały się różne pomysły, na przykład "adopcji" stoczniowych dźwigów przez różne polskie miasta. To jednak wciąż kwestia otwarta.
Rozmawiała Aleksandra Kozłowska {jathumbnail off}
