Prawo, polityka

Minął rok od kiedy KE zaproponowała nowe przepisy dotyczące gazociągów w UE. Zgodnie z nimi, wszystkie, w tym Nord Stream 2, mają podlegać unijnemu prawu. Prace na nowymi przepisami, za które odpowiada prezydencja austriacka, toczą się opieszale. KE nie komentuje ich tempa.   

Stawka jest wysoka, bo wejście w życie nowej dyrektywy może wpłynąć na opłacalność Nord Stream 2, nowego gazociągu, który ma połączyć Rosję z Niemcami przez Morze Bałtyckie. Nowe regulacje mają jednoznacznie wskazać, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE podlegają przepisom unijnego trzeciego pakietu energetycznego. Przyjęcie takich przepisów osłabiłoby zatem rentowność Nord Stream 2.

Za tempo prac nad przyjęciem nowych przepisów w Radzie UE odpowiada austriacka prezydencja. W październiku zwróciła się do krajów UE o opinie na temat dyrektywy i były one przez wiele dni analizowane. Jak przekazała PAP rzeczniczka austriackiej prezydencji, w sprawie dyrektywy zaplanowano posiedzenie grupy roboczej na 27 listopada. Kłopot w tym, że Austria kończy sprawować unijna prezydencję 31 grudnia tego roku i trudno spodziewać się, że w ciągu czterech tygodni dojdzie do przełomu w sprawie przyjęcia nowych regulacji.

Wiele krajów popiera szybkie wejście w życie nowych przepisów. Wątpliwości na spotkaniach krajów członkowskich wielokrotnie zgłaszały jednak Niemcy. Podnosiły m.in. fakt, że potrzebne są dodatkowe analizy w tej kwestii oraz że wkrótce mają rozpocząć się rozmowy między Rosją, Ukrainą i Komisją Europejską o przyszłości tranzytu gazu przez Ukrainę po wygaśnięciu z końcem 2019 roku umowy na przesył, a wejście w życie dyrektywy mogłoby osłabić pozycję negocjacyjną KE.

O sprawę tempa prac nad dyrektywą PAP zapytała w piątek Komisję Europejską. Ta jednak nie komentuje tego, bo jak mówi, odpowiada za nie Rada UE. "Komisja dąży do tego, aby Nord Stream 2, o ile zostanie zbudowany, funkcjonował w sposób przejrzysty i niedyskryminacyjny przy odpowiednim stopniu nadzoru regulacyjnego, zgodnie z kluczowymi zasadami prawa międzynarodowego i unijnego" - powiedziała PAP rzeczniczka KE Anna-Kaisa Itkonen.

Polska nie jest zadowolona ze sposobu, w jaki Austriacy procedują nad regulacjami.

"Nasze stanowisko jest niezmienne. Nie ma przeszkód, by w Radzie przejść na poziom polityczny i uzgodnić mandat na negocjacje z PE. Wszystkie wątpliwości techniczne zostały dawno wyjaśnione. PE jest gotowy do negocjacji nad ostatecznym kształtem nowych przepisów od miesięcy. Dużo mówi się teraz w Radzie i w instytucjach w ogóle o potrzebie przejrzystości prac legislacyjnych, o ich przyspieszeniu i usprawnieniu. A to, jak toczą się prace w Radzie w sprawie dyrektywy, idzie w poprzek tych dążeń. Im szybciej uzgodniony ten projekt, tym lepiej dla bezpieczeństwa energetycznego całej Europy" - powiedział w piątek PAP polski dyplomata.

"Sprawa ma charakter polityczny. Dyrektywa mogłaby zostać przyjęta bardzo szybko, ale Austriakom wcale nie zależy na tym, aby tak się stało. Ich firma jest bowiem zaangażowana w projekt budowy gazociągu Nord Stream 2" - powiedziało PAP inne źródło unijne.

Tempo prac krytykował też niedawno w rozmowie z PAP b. szef PE, europoseł Jerzy Buzek. Jak powiedział, sprawa projektu unijnej dyrektywy dotyczącej Nord Stream 2, blokowanej w Radzie UE, powinna zostać poruszona na szczycie UE. Buzek przyznał, że na blokowanie dyrektywy z pewnością ma wpływ fakt, że w budowę gazociągu zaangażowana jest austriacka firma, a za tempo prac w Radzie UE nad dyrektywą odpowiada właśnie Wiedeń. Chodzi o austriacką firmę OMV.

Buzek był w PE osobą odpowiedzialną za prace nad projektem dyrektywy. Swoje stanowisko europarlament przyjął w marcu i jest gotowy od tego czasu do negocjacji z Radą UE nad ostatecznym kształtem nowych regulacji.

Wiceszef KE Marosz Szefczovicz powiedział w lipcu w wywiadzie dla TVP Info, że coraz więcej przedstawicieli Komisji Europejskiej dostrzega, że Nord Stream 2 to projekt polityczny, a nie tylko biznesowy.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel mówiła w listopadzie w PE, nawiązując do pytań o Nord Stream 2, że Niemcy rezygnują z energii atomowej i węgla, ale żeby przejść na odnawialne źródła energii będą potrzebowały do tego więcej gazu. "Mamy swoje interesy" - wskazała.

Partnerami rosyjskiego Gazpromu w tym projekcie jest pięć zachodnich firm energetycznych: austriacka OMV, niemieckie BASF-Wintershall i Uniper (wydzielona z E.On), francuska Engie i brytyjsko-holenderska Royal Dutch Shell. Rosyjski Gazprom zapowiada, że po wybudowaniu Nord Stream 2 tranzyt przez Ukrainę może być utrzymany w "pewnej skali", przy czym strona ukraińska powinna uzasadnić "celowość ekonomiczną nowego kontraktu" tranzytowego.

Z Brukseli Łukasz Osiński

1 1 1

Źródło: