Wraca dyskusja o tzw. unijnym pakiecie portowym. Projekt rozporządzenia od dawna jest krytykowany przez przedstawicieli tej branży w Polsce i nie tylko. Są obawy, że nowe regulacje zepsują to, co od lat działa dobrze. W piątek w Szczecinie portowcy rozmawiali o tym z przedstawicielem Komisji Europejskiej.
Projektem rozporządzenia "ustanawiającego ramy w zakresie dostępu do rynku usług portowych oraz przejrzystości finansowej portów"Parlament Europejski ma się zająć na początku przyszłego roku. Oświadczenie w sprawie dokumentu wydały w ub. tygodniu rady interesantów w porcie szczecińskim i świnoujskim. Ich stanowisko podzielają rady portów trójmiejskich.
- Propozycje zawarte w projekcie rozporządzenia grożą powrotem do dawnych, zaniechanych regulacji, które hamowały rozwój usług portowych - czytamy w oświadczeniu.
Jego autorzy zaznaczają, że polski rynek portowy jest bardziej konkurencyjny niż w starej Europie. W naszych portach bowiem już dawno nastąpiło rozdzielenie sfery zarządzania nimi od eksploatacji i niezależni operatorzy działają na terenach administrowanych przez zarządy portów.
- Propozycja pakietu portowego to rozwiązanie dla państwowych portów - systemu istniejącego na południu Europy oraz polskiego systemu sprzed 1989 roku - zauważają rady interesantów.
Rady są za odrzuceniem proponowanych regulacji w całości lub zamiany rozporządzenia na dyrektywę, co pozwoliłoby na wprowadzenie przepisów tylko w tych krajach, w których przyczynią się do poprawy sytuacji, a nie jej pogorszenia.
Z portowcami spotkał się w miniony piątek w Szczecinie Dimitros Theologitis, szef jednego z wydziałów Komisji Europejskiej, który mówił o korzyściach z nowego rozporządzenia. Jednak żadna ze stron nie przekonała drugiej. - Przyjęcie tego rozporządzenia spowodowałoby bałagan prawny nie do ogarnięcia - twierdzi Rafał Zahorski, przewodniczący Rady Interesantów Portu Szczecin. - Cofnęłoby nasze porty o 20 lat.
Portowcy obawiają się, że np. firma dzierżawiąca od portu infrastrukturę, inwestująca w sprzęt przeładunkowy i magazyny, stanie przed groźbą bankructwa, bo nagle przypłynie statek oferujący podobne usługi, albo pojawi się jakaś ekipa przeładunkowa.
- Chodzi o to, by wszystkie podmioty konkurowały między sobą w tej samej przestrzeni gospodarczej - dodaje R. Zahorski. - Dziś w naszych portach jest zdrowy rynek, nie ma zmów. Panuje większa swoboda niż w wielu portach unijnych, gdzie blokuje się wejście nowym firmom.
Dodajmy, że proponowane rozporządzenie krytykowane jest również we Francji i w Niemczech. Ma natomiast zwolenników na południu Europy, m.in. we Włoszech czy Grecji, gdzie dają się we znaki monopole i układy mafijne.
Tekst (ek)
