Polskie porty skorzystały z procedury odwoławczej wobec zgody na inwestycję. Wątpliwości dotyczą danych o głębokości tras żeglugowych, jakimi dysponują Niemcy. Rurociąg ma nie utrudniać wejścia do Świnoujścia
Zarząd Portów Morskich Szczecin-Świnoujście i Urząd Morski w Szczecinie postanowiły skorzystać z procedury odwoławczej, jaka zgodnie z niemieckimi przepisami przysługuje w przypadku wydania pozwoleń na inwestycję.
Wysłały do Federalnego Urzędu Żeglugi i Hydrografii (BSH) w Hamburgu pismo, w którym zapowiadają zgłoszenie zastrzeżeń do wydanego niedawno przez ten urząd pozwolenia na ułożenie jednego z odcinków gazociągu Nord Stream w niemieckiej specjalnej strefie ekonomicznej.
Działanie w imieniu państwa
– Faktycznie takie pismo z pomocą jednej z niemieckich kancelarii prawnych zostało wysłane, w najbliższych dniach będzie gotowe szczegółowe uzasadnienie – wyjaśnia ”Rz” wiceminister Mikołaj Budzanowski. – To rodzaj odwołania, do którego mamy prawo. Chcemy bowiem mieć pewność, że przy wydaniu tej decyzji i ułożeniu gazociągu zostaną uwzględnione polskie interesy, a inwestycja nie zablokuje żeglugi w rejonie Świnoujścia.
Jak przyznał kilka dni temu w rozmowie z ”Rz” szef szczecińskiego Urzędu Morskiego Andrzej Borowiec, planowany gazociąg Nord Stream będzie przecinał dwie trasy żeglugowe do Świnoujścia.
Stronie polskiej chodzi zaś o to, by nie tylko nie utrudniał wejścia do portu statkom, które obecnie tu dopływają (o zanurzeniu 13,2 m), ale też by nie blokował większych jednostek pływających po Bałtyku (o zanurzeniu 15 m). Ma to też znaczenie w kontekście planowanego gazoportu – do Świnoujścia mają docierać statki z gazem skroplonym, co umożliwi Polsce faktyczną dywersyfikację dostaw surowca. Statki transportujące gaz LNG mają ok. 12 m zanurzenia.
Jaka jest głębokość
Zgodnie z niemieckimi przepisami w ciągu 30 dni od wydania decyzji przez urząd istnieje możliwość złożenia odwołań, dlatego obie polskie instytucje, działając faktycznie w imieniu naszego rządu, wystąpiły z pismem do BSH w Hamburgu.
Nie byłoby problemu, gdyby nie pewne wątpliwości, które ma strona polska. – To dziwna sytuacja, gdy w wydanej przez urząd decyzji jest informacja, że w miejscu ułożenia gazociągu morze ma głębokość 19 m, a z ostatnich danych przekazanych Polsce przez niemieckie instytucje wynika, że w tym miejscu jest tylko 17 m głębokości – mówi ”Rz” anonimowo jedna z osób przygotowujących wniosek. – Określenie faktycznej głębokości ma dla nas kluczowe znaczenie, zwłaszcza że rurociąg będzie mieć ok. 1,5 m średnicy. Zdaniem naszego rozmówcy nieścisłości jest więcej. – Nikogo więc nie powinno dziwić, że chcemy, by je wyjaśniono. Nasze pismo to nie protest przeciwko budowie gazociągu – zapewnia.
Z informacji ”Rz” wynika, że zastrzeżenia wzbudza także drugie pozwolenie na ułożenie jednego z odcinków rurociągu na przecięciu trasy żeglugowej północno-zachodniej. Tutaj bowiem Bałtyk jest jeszcze płytszy, a dane wskazują, że ma głębokość zaledwie ok. 15 m. Konsorcjum Nord Stream nie dostało jeszcze ostatecznego pozwolenia na realizację prac. Strona polska przygotowuje także w tej sprawie wystąpienie do niemieckiej administracji morskiej; dokumenty mają być gotowe za kilka dni.
– Oczekujemy, że inwestycja Nord Stream zostanie wykonana zgodnie z prawem i normami międzynarodowymi – dodaje wiceminister Budzanowski.
(...)
Agnieszka Łakoma
Czytaj więcej w "Rzeczpospolitej"{jathumbnail off}
Porty, logistyka
Nord Stream budzi polskie obawy
01 lutego 2010 |
Źródło:
