Czy Polska przepłaciła za gaz zamówiony w Katarze? Fakty tego nie potwierdzają - pisze Andrzej Kublik.
"A może Katar kupił stocznie, bośmy mu przepłacili za gaz?" - napisał w sobotniej "Gazecie" Witold Gadomski. Sugeruje, iż fundusze z Kataru postanowiły zainwestować w polskie stocznie, bo Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo przepłaciło za dostawy skroplonego gazu LNG z Kataru. Kontrakt na 20 lat w tej sprawie polska firma i koncern Qatargas podpisały pod koniec czerwca br., a pierwszy tankowiec z katarskim surowcem ma dopłynąć do Polski w drugiej połowie 2014 r.
"Gazowa" część tej układanki budzi moje wątpliwości.
Koronnym argumentem Witolda Gadomskiego na to, że PGNiG rzekomo przepłaciło, jest porozumienie Qatargas z firmami energetycznymi z Japonii, uzgodnione dwa tygodnie przed podpisaniem kontraktu przez polską firmę. Powołując się na portal internetowy Platts poświęcony światowemu rynkowi energii Gadomski pisze, że 19 czerwca br. - po pięciu latach negocjacji - Qatargas podpisał "umowę z konsorcjum ośmiu japońskich firm energetycznych na dostawy 6 mln ton LNG rocznie do roku 2021". Po cenach niższych o 100 dol. za 1000 m sześc., niż płaci PGNiG.
Szkopuł w tym, że 19 czerwca Platts nie informował o podpisaniu przez Qatargas kontraktu na dostawy gazu do Japonii. Platts informował jedynie o zawarciu wstępnego porozumienia, które miało rozwiązać ciągnący się od pięciu lat spór o zasady ustalania cen katarskiego gazu dla Japonii. Kontrakt nie mógł być podpisany teraz, bo obowiązuje już od 1996 r. Przewiduje, że ceny gazu dla Japonii nie zmienią się, nawet jeśli cena ropy naftowej wzrośnie do ponad 30 dol. za baryłkę (przypomnijmy, że przed rokiem baryłka ropy kosztowała prawie 150 dol.). Teraz kontrakt ten zmieniono i uzgodniono, że Japończycy będą płacić koncernowi Qatargas więcej niż dotąd. A dodatkowo dopłacą za dostawy od jesieni 2007 r.
Ten kontrakt z japońskimi firmami ma szczególne znaczenie dla Kataru. To pierwsza długoterminowa umowa na sprzedaż katarskiego gazu, której towarzyszyły japońskie inwestycje w eksploatacje złóż oraz dostawy sprzętu od japońskich koncernów. Kontrakt ten - jak stwierdza Qatargas - po prostu pozwolił stworzyć branżę gazową Kataru. Nic dziwnego, że tacy odbiorcy mogą wynegocjować preferencyjne warunki.
Nie jest też prawdą, jak napisał Witold Gadomski, że ceny katarskiego gazu dla japońskich firm zależą tylko od cen ropy, jak np. w kontrakcie z PGNiG. Platts zresztą w swojej depeszy informuje, że ceny katarskiego gazu dla japońskich energetyków będą zależne także od realnych cen importu LNG do Japonii. I podkreśla, że to obniża cenę importu gazu z Kataru. Bo oprócz gazu sprowadzanego na podstawie droższych kontraktów długoterminowych Japończycy kupują też tańszy gaz z bieżących dostaw. A to obniża średnią cenę importu LNG. Taką strategię ma też PGNiG, które dostawy długoterminowe chce uzupełnić zakupami z bieżących dostaw.
Francuski koncern GDF Suez to jedna z największych firm świata handlujących skroplonym gazem. Bogdan Pilch z polskiego przedstawicielstwa GDF Suez przyznaje, że francuski koncern analizował umowę PGNiG z Katarem. - Ceny nie odbiegają od innych kontraktów na import gazu z Kataru - powiedział nam Pilch.
Witold Gadomski sugeruje, że PGNiG sprzedawałoby z wielką stratą gaz sprowadzany z Kataru: "Według obecnej taryfy PGNiG sprzedaje metr sześcienny gazu za mniej więcej 90 gr, a z Kataru kupuje za 1,20 zł".
To mocno nieprecyzyjne stwierdzenie. Obowiązująca od czerwca taryfa PGNiG (od 91 do 95 gr za m sześc.) zakłada, że ceny gazu w złotych dla klientów nie będą się zmieniać, choć do końca roku w kolejnych kwartałach będą spadały ceny gazu z importu, ustalane w dolarach. Dzięki temu PGNiG uniknie strat takich jak na początku roku, kiedy firma za gaz sprowadzany z Rosji płaciła o jedną trzecią drożej, niż sprzedawała go w kraju.
Na razie to założenie się sprawdza. Od lipca ceny rosyjskiego gazu dla UE spadły o mniej więcej jedną czwartą - średnio z 320 do 240 dol. za 1000 m sześc. Także ceny gazu z Kataru mają się zmieniać co kwartał. Do końca czerwca 1000 m sześc. katarskiego gazu miało kosztować prawie 380 dol., czyli owo 1,2 zł za metr sześcienny. Ale jeśli od lipca gaz z Kataru staniałby o tyle co gaz z Rosji, to za metr sześcienny katarskiego gazu PGNiG płaciłoby tylko 89 gr.
Dzięki umowie z Katarem można budować w Świnoujściu gazoport, bo wiadomo, że kiedy terminal powstanie, to już na starcie ma zapewnione stabilne dostawy przez 20 lat. A od miesięcy wielu ekspertów narzekało, że właśnie brak długoterminowej umowy blokuje inwestycję w gazoport. Nikt nie buduje gazoportów, zakładając, że zawsze znajdzie dość surowca z bieżących dostaw. To naiwne założenie.
A po co nam gazoport? Dzięki tej inwestycji nie będziemy już ciągle szantażowani przez wschodnich monopolistów.
Trzy lata temu PGNiG zgodziło się podnieść o 10 proc. ceny gazu z kontraktu długoterminowego z Gazpromem. Pod groźbą niedoborów gazu PGNiG zgodziło się zapłacić Rosjanom dodatkowo 6-10 mld dol. do 2022 r. Gdyby w tym czasie kończono choćby gazoport w Świnoujściu, polscy konsumenci nie musieli płacić tego haraczu.
W tym roku powtarza się ów scenariusz umów zawieranych pod groźbą niedoboru gazu. Co tym razem Gazprom wymusi od PGNiG - okaże się w najbliższych tygodniach. Gdyby działał już gazoport w Świnoujściu - nie byłoby szans na taki szantaż.
Bo jak mówił Andrzej Lipko, b. szef PGNiG, "najdroższy jest gaz, którego brakuje". Gaz z Kataru ma nas ocalić przed tym najdroższym gazem, widmem niedoborów i nadużywaniem swojej pozycji przez monopolistów.
Andrzej Kublik{jathumbnail off}
Porty, logistyka
Najdroższy jest gaz, którego brakuje
15 lipca 2009 |
