Gdy ze strony rządowego towarzystwa finansowego rzucane są obietnice, że (po wyborach) firma ocieplającej domy zacznie produkować statki, jeden z senatorów z PiS (który pragnie nim pozostać) kręci filmy, aby udowodnić, że PO załatwiło już stocznię na amen i teraz jest ona tylko niewyczerpanym źródłem złomu.
Tymczasem w Szczecinie pojawili się studenci - grupa 10 młodych ludzi z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Chcą zbadać co dzieje się z byłymi stoczniowcami, jak radzą sobie w życiu, czy znaleźli nową pracę. Swój program badawczy nazwali - nomen omen - "Kryzys solidarności".
Jaki obraz wielotysięcznej rzeszy robotników, którzy przez dziesięciolecia wyznaczali zakręty polityczne w Szczecinie i kraju, pokażą te badania?
Jaki by on nie był, szczecinian bardziej interesuje, czy na stoczniowych nabrzeżach pojawią się budowniczowie statków lub konstrukcji. Nikt bowiem sobie nie życzy, aby po etnologach i antropologach nad Odrą zjawili się już tylko archeolodzy...{jathumbnail off}
Inne
Nie milkną spory wokół likwidowanej stoczni produkcyjnej w Szczecinie.
26 sierpnia 2011 |
Źródło:
