16.500-tonowy i 208,5-metrowy transatlantyk "Deutschland" powstał w stoczni AG "Vulcan" w ówczesnym pruskim Stettinie nad Odrą jako "Budowa nr 244". Zwodowany 10 stycznia 1900 roku liniowiec był drugim ze sławnej piątki "czterokominowców" z tej stoczni.
W odróżnieniu od pozostałych czterech jednostek, które w latach 1897-1908 podnosiły znak NDL-u - transatlantyk powstał dla starszej z pary słynnych firm armatorskich, HAPAGu z Hamburga. Zamawiając najnowszy swój statek, zarząd HAPAG-u chciał włączyć się do współzawodnictwa o tzw. Błękitną Wstęgą Atlantyku - symboliczne trofeum dla najszybszego liniowca oceanu. Nie zwracano przy tym uwagi na wątpliwości Alberta Ballina, dyrektora generalnego firmy, który nie wróżył ekspresowemu liniowcowi zbyt wielkiego sukcesu (i okazało się, że miał rację).
Na razie wszystko szło dobrze. W lipcu 1900 roku czterokominowe i dwuśrubowe "Deutschland" zdobyło po raz pierwszy BWA na trasie od Eddystone po wschodniej stronie oceanu do Sandy Hook po zachodniej, pokonując ją w ciągu 5 dni i niemal 16 godzin ze średnią prędkością 22,4 w. Wszystko co dobre, jednak szybko się kończy - okazało się, że przy większych prędkościach kadłub nowej rekordzistki niebezpiecznie wibruje. Publiczność zrazu przyjęła ten fakt z humorem, przezywając nowego "charta" oceanu "shakerem do cocktaili", wkrótce jednak ludziom na pokładach liniowca (zwłaszcza zaś mechanikom statku) zrzedły miny: 22 kwietnia 1902 roku, podczas powrotnej podróży z Ameryki Pn. do Niemiec, silne wibracje kadłuba spowodowały odpadnięcie płetwy steru i pęknięcie stewy rufowej transatlantyku!
Kotły "Rodzynka" HAPAGu były żarłoczne i zarząd firmy stracił w końcu cierpliwość do swej rekordzistki z felerem. Już w październiku 1910 roku wycofano "Deutschland" ze służby liniowej i poddano śmiałej przebudowie, po której nieco niewydarzony transatlantyk zmienił się w elegancki, wystrojony w biel kadłuba i nadbudów, a przy tym największy podówczas na świecie wycieczkowiec "Victoria Luise". 23 września 1911 roku zmieniony nie do poznania statek wyruszył z Hamburga w swą pierwszą podróż w nowej roli, zabierając na swe pokłady ledwie ok. 500 pasażerów.
Wycieczkowej "Wiktorii Luizie" nie było dane posłużyć - wzorem konkurentów spod znaku bremeńskiego "endeelu" - w charakterze krążownika pomocniczego w pierwszej wojnie światowej. Statek wprawdzie odpowiednio przebudowano, lecz okazało się, że jego kotły były zbyt słabe, by sprostać trudom wojny na morzach. HAPAG-owy "rodzynek" trafił bez ceremonii na przysłowiowy sznurek. Przeczekał całą wojnę w jednym z portów, z wolna niszczejąc. Gdy przyszła klęska, dawna duma starej hamburskiej firmy była w stanie tak opłakanym, że żadne z państw Ententy nie zainteresowało się jej przejęciem. Statek ostatecznie pozostał, jako jedyny z wielkich liniowców, pod niemiecką banderą. Jesienią 1921 roku dawna stalowa imienniczka Niemiec, po raz drugi przebudowana i już tylko dwukominowa, wypłynęła pod nową -już trzecią! - nazwą "Hansa" w kolejny rejs za Atlantyk, zostając pierwszym dużym "pasażerem" nowych Niemiec, jaki po przegranej wojnie zawitał do Nowego Jorku. Pod sam koniec służby "Hansa" krótko pływała do portów Kanady; wycofana w 1924 roku - została w roku następnym pocięta na złom w Hamburgu.
Nazwa "Deutschland" pojawiała się pod niemieckimi banderami cały szereg razy - po naszej szczecińskiej bohaterce nosiły ją m.in. dwa okręty wojenne i dwa kolejne statki pasażerskie, a także stacjonarny żaglowiec szkolny w Bremie, co ciekawe - istniejący do dziś dnia.
Marek Jaszczyński
{jathumbnail off}
Inne
Szczecińskie "Niemcy" o czterech kominach
03 czerwca 2011 |
