Do 2018 r. Polska zamierza wydać miliardy złotych na modernizację uzbrojenia naszej armii. Istotnym elementem tych planów jest zakup nowych okrętów podwodnych na potrzeby Marynarki Wojennej, gdyż stare wkrótce przestaną nadawać się do użytku. Niepokój budzą jednak informacje, że w tej sprawie prowadzone są rozmowy z przedstawicielami greckiej stoczni ze Skaramangi, producenta okrętu podwodnego U-214.
Okręt nazwany "Papanikolis" został wyprodukowany na zamówienie rządu Grecji przez niemiecki koncern ThyssenKrupp Marine Systems, właściciela stoczni Helenic Shipyards SA w Skaramandze. Marynarka wojenna tego kraju przez kilka lat odmawiała jednak odebrania okrętu ze względu na jego liczne problemy techniczne. Czy wkrótce sprzętem podobnej jakości będą musieli posługiwać się polscy żołnierze? Specjaliści ostrzegają: Polska nie powinna kupować broni na zupełnie nieznanych i niesprawdzonych rynkach uzbrojenia. Podkreślają również, że należy dążyć do tego, aby na planowanej modernizacji armii możliwie jak najwięcej zarobiły nasze rodzime zakłady zbrojeniowe.
Burzliwe dzieje "Papanikolisa"
Wiadomość o tym, że niemiecki właściciel stoczni ze Skaramangi złożył polskiemu rządowi ofertę sprzedaży okrętu "Papanikolis" pojawiła się w prasie już w styczniu 2009 roku. Potwierdził ją ówczesny rzecznik MON Robert Rochowicz. Poinformował, że strona niemiecka zadeklarowała, iż okręt jest całkowicie sprawny, a Grecy nie chcą go odebrać z powodu braku pieniędzy. Prawdopodobnie był to jednak element gry niemieckiego nacisku na Grecję, aby ta odebrała "Papanikolisa". Na przełomie sierpnia i września 2010 r. pojawiła się kolejna oferta sprzedaży tego okrętu Marynarce Wojennej RP. Została ona ponowiona 29 października 2010 r. podczas spotkania ministra obrony narodowej RP Bogdana Klicha z jego greckim odpowiednikiem Evangelosem Venizelosem podczas Międzynarodowej Wystawy Obronności i Bezpieczeństwa w Salonikach. O tym, że deklaracje producenta statku złożone w 2009 r. były nieprawdziwe, świadczy burzliwa historia "Papanikolisa". Dlaczego Grekom tak bardzo zależało na tym, żeby pozbyć się okrętu, który został wykonany na ich zamówienie, a mimo to przez sześć lat od momentu wodowania nie mógł znaleźć nabywcy?
W 2000 r. grecki rząd zawarł umowę ze stocznią Helenic Shipyards SA ze Skaramangi na budowę trzech okrętów podwodnych U-214, z opcją dokupienia jeszcze jednej jednostki. Pierwszy z zamówionych okrętów - "Papanikolis", który swoją nazwę otrzymał na cześć bohatera wojny grecko-tureckiej, został zwodowany w 2004 roku. Grecy jednak odmówili odbioru okrętu, wykazując szereg poważnych wad, stanowiących zagrożenie zarówno dla załogi, jak i dla samego okrętu. Podczas pierwszych prób stwierdzono m.in. znaczne zaburzenia stateczności poprzecznej na wzburzonym morzu, co oznacza, że płynący łodzią marynarze mieli wrażenie, iż ta lada moment wywróci się do góry dnem. Spowodowałoby to wydostanie się kwasu do przewodów wentylacyjnych, w konsekwencji czego okręt wypełniłby się trującym chlorem. Kolejną poważną wadą był przeciek wody morskiej do instalacji hydraulicznej. Problemy z realizacją wartej 1,7 mld euro umowy na budowę U-214 stały się przyczyną pogorszenia relacji między Grecją a Niemcami. Koncern TKMS zagroził, że jeśli Grecy nie odbiorą okrętu, to zamkną stocznię. Zobowiązał się do przeprowadzenia odpowiednich zmian w "Papanikolisie". Mimo że w marcu 2010 r., a więc już po złożeniu oferty polskiemu Ministerstwu Obrony Narodowej, okręt miał spełniać warunki umożliwiające jego odbiór, do przekazania U-214 greckiej marynarce wojennej jednak nie doszło. W tym samym roku pojawiły się za to inne okoliczności mogące mieć wpływ na dalsze losy pechowego okrętu. We wrześniu 2010 r. firma ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Abu Dhabi Mar (ADM) przejęła od TKMS większość udziałów głównej greckiej stoczni. Jednak warunkiem, jaki postawił nowy inwestor, była sprzedaż niespełniającego wymogów prototypu U-214 stronie trzeciej. Ponieważ zamknięcie stoczni doprowadziłoby do utraty miejsc pracy przez wiele tysięcy osób i załamania ciągłości przemysłu stoczniowego w tym kraju, grecki rząd rozpoczął gorączkowe poszukiwania nowego nabywcy feralnego okrętu.
Zapaść polskiej Marynarki Wojennej
MON planuje zakup przynajmniej jednego okrętu podwodnego dla Marynarki Wojennej. Zdaniem dr. hab. Romualda Szeremietiewa, byłego ministra obrony narodowej, obecnie nasza Marynarka Wojenna znajduje się w stanie ciężkiej zapaści. - W porównaniu z innymi państwami NATO flota podwodna w Polsce praktycznie nie istnieje - ocenia. Jak wynika z danych przedstawionych na konferencji zorganizowanej w październiku 2009 r. w Gdyni przez Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, Wydział Dowodzenia i Operacji Morskich Akademii Marynarki Wojennej oraz działaczy wojskowych i stoczniowych związków zawodowych, gwałtownie postępuje proces zaniku potencjału bojowego Marynarki Wojennej RP, która bez radykalnych działań sanacyjnych, w perspektywie kilku lat, nie będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwa morskiego naszemu państwu. Wyliczono, że w ciągu dziesięciu lat uczestnictwa polskiej Marynarki Wojennej w Pakcie Północnoatlantyckim z linii wycofano ponad 62 proc. okrętów bojowych i pomocniczych jednostek pływających, o ponad 50 proc. zredukowano lotnictwo morskie, zaś stan osobowy Marynarki Wojennej zmniejszono o 36 procent. Jeśli chodzi o flotę okrętów podwodnych, Polska posiada obecnie cztery niemieckie okręty typu Kobben oraz jeden produkcji sowieckiej ORP "Orzeł" typu Kilo. Wkrótce kończy się jednak okres eksploatacji wybudowanych w latach 60. kobbenów, które po modernizacji zostały nam przekazane przez Norwegów. Wtedy polskiej marynarce pozostanie tylko pochodzący z lat 80. ORP "Orzeł". Dlatego aby możliwe było utrzymanie kadry marynarzy floty podwodnej, konieczny jest zakup nowych okrętów. Jest to jednak bardzo kosztowna inwestycja - cena jednej jednostki opiewa na kilkaset milionów euro. Dlatego specjaliści podkreślają, że nie stać nas na kupowanie sprzętu gorszej jakości. - Jeśli mamy modernizować naszą armię, powinniśmy kupić sprzęt możliwie najnowszej generacji - twierdzi prof. dr hab. Paweł Soroka, specjalista z zakresu międzynarodowych stosunków gospodarczych i koordynator Polskiego Lobby Przemysłowego. Natomiast Romuald Szeremietiew podkreśla, że żołnierz musi mieć pełne zaufanie do broni, którą się posługuje. - Jeżeli istnieje obawa i duże prawdopodobieństwo, iż broń zawiedzie, to łatwo sobie wyobrazić, jaki to ma wpływ na morale żołnierzy. Nie mówiąc już o tym, że wątpliwe jest to, czy przy użyciu takiego sprzętu będzie w ogóle możliwe przeprowadzanie operacji bojowych - dodaje.
Po remoncie - jak nowy?
Jeśli komuś się wydaje, że niemiecki producent usunął wszystkie wady techniczne w wyprodukowanym przez siebie okręcie i Polska, kupując któryś z okrętów U-214 po okazyjnej cenie, nabędzie w pełni sprawny i nowoczesny sprzęt, powinien zapoznać się z opisem ostatniego, grudniowego rejsu "Papanikolisa" z Kilonii do Skaramangi, zamieszczonym na stronie defencenet.gr ministerstwa obrony Grecji. Według portalu, okręt po kilku dniach rejsu nie tylko nie był w stanie wykonywać żadnych operacji bojowych, ale wyglądał jak "ostrzelany". Podczas sztormu okręt, na skutek zerwania śrub w różnych miejscach, stracił fragmenty warstwy ochronnej przykrywającej stalowy kadłub w jego górnej części, przez co po wynurzeniu sprawiał wrażenie "oskubanego kurczaka". Jakby tego było mało, gdzieś na Atlantyku lub Morzu Śródziemnym zgubił zewnętrzny sensor wykrywania min. Cała ta historia, jakby żywcem wzięta z filmu komediowego, wydawałaby się może i zabawna, gdyby nie to, że chodzi o sprzęt, który może stać się ważnym elementem uzbrojenia polskiej armii. Na dodatek okręt trafiłby do kraju, który w ostatnich latach doświadczył kilku tragicznych wypadków przy użyciu przestarzałego sprzętu wojskowego.
Dbanie o polskie interesy
Przy okazji wspomnianego na wstępie spotkania ministrów obrony Polski i Grecji w październiku ubiegłego roku spotkali się przedstawiciele polskich i greckich przedsiębiorstw przemysłu obronnego. Wiele więc wskazuje na to, że greckie firmy mogą odegrać istotną rolę w procesie modernizacji polskiej armii. Jednak ich renoma, czego przykładem jest opisany okręt podwodny "Papanikolis", jest co najmniej wątpliwa. - Kupowanie jakiegokolwiek sprzętu, nie tylko wojskowego, na nieznanym nam rynku zupełnie mija się z celem. Ponieważ nie chodzi tu tylko o sam sprzęt, ale również o jego serwis, a więc obsługę i części zamienne - twierdzi dr Grzegorz Kwaśniak, specjalista w zakresie zarządzania strategicznego bezpieczeństwem narodowym z Fundacji Republikańskiej. Jego zdaniem, Grecja pod względem dotychczasowych doświadczeń technologicznych w dziedzinie uzbrojenia jest krajem zupełnie obcym dla naszego rodzimego środowiska inżynierów, techników i innych osób związanych z uzbrojeniem. Polska oczywiście nie jest w stanie sama wybudować okrętów podwodnych, ale według prof. Pawła Soroki, przy ich zakupie powinniśmy dążyć do wynegocjowania takich warunków programu przemysłowego, jakie przykładowo Rosjanie uzyskali przy zakupie francuskich okrętów klasy Mistral. Chodzi o to, aby pewne elementy produkowane były w Polsce, np. w Stoczni Marynarki Wojennej, w kooperacji z ich producentem. Możliwie dużo uzbrojenia powinniśmy kupować u naszych rodzimych producentów, a jeśli czegoś nie jesteśmy w stanie sami wyprodukować, to należy starać się o jak największy udział w produkcji zamówionego sprzętu - tłumaczy prof. Soroka. Tymczasem w kwestii zakupu uzbrojenia polska rzeczywistość jest diametralnie inna. Według szacunków, polska armia aż jedną trzecią najbardziej zaawansowanego sprzętu kupuje za granicą, podczas gdy w innych krajach import broni stanowi jedynie 5-12 procent. - W ostatnim czasie naruszona została obowiązująca od wielu lat zasada, że 70 procent zapotrzebowania własnej armii powinno być produkowane w kraju - ocenia prof. Soroka. Również zdaniem dr. hab. Romualda Szeremietiewa, decydując się na zakup sprzętu za granicą, należy w miarę możliwości kupować przede wszystkim licencję, a więc myśl technologiczną, a nie gotowy produkt. Pozwoliłoby to naszym rodzimym zakładom przyswoić sobie nową technologię i ją rozwijać. Badania nad techniką wojskową są jednak niezwykle kosztowne, a Polska przeznacza na nie bardzo niewielkie środki. - Skutek jest taki, że oferta naszej zbrojeniówki jest uboższa - ocenia Szeremietiew. Paweł Soroka podkreśla, że polski przemysł zbrojeniowy powinien mieć większy udział w procesie modernizacji polskiej armii, niż to miało miejsce dotychczas. Potrzebna jest również większa promocja naszego uzbrojenia przez polskich polityków, z Bogdanem Klichem i Radosławem Sikorskim na czele, poza granicami naszego kraju. Zdaniem prof. Soroki, w Polsce działa bardzo dużo zagranicznych lobbystycznych firm z tej branży. - Starają się one na wszelkie sposoby dotrzeć do wojska, a sprawę ułatwiają im niektóre media, w których produkty polskich firm zbrojeniowych przedstawiane są w nie najlepszym świetle, a lansuje się uzbrojenie zagraniczne - ocenia ekspert.
Czy warto ryzykować?
- To zgroza, jeśli rzeczywiście w MON rozważa się kupno okrętu, którego zamawiający nie przyjął ze względu na wady techniczne - tak możliwość zakupu przez polski rząd któregoś z okrętów U-214 podsumowuje były minister Szeremietiew. Obecny rzecznik prasowy MON Janusz Sejmej, odnosząc się do oferty ze stycznia 2009 r., stwierdził, że były to bardzo "niezaawansowane rozmowy". Zaprzeczył też, jakoby prowadzono obecnie jakiekolwiek negocjacje w sprawie kupna okrętu "Papanikolis". - W ostatnim czasie nie mogło być już żadnej oferty, ponieważ pod koniec tamtego roku statek ten znalazł się w barwach greckiej marynarki wojennej. Niemcy dogadali się z Grekami. Trudno więc kupić coś, co nie jest na sprzedaż - mówi Sejmej. Warto sobie jednak przypomnieć, że "Papanikolis" jest pierwszym przynajmniej z trzech okrętów U-214 zamówionych przez rząd grecki w stoczni Skaramanga. Dlatego należy się spodziewać, że Grecy będą starali się znaleźć nabywców, jeśli już nie na ów pechowy prototyp, to na kolejne produkty ze swojej stoczni, aby zapewnić funkcjonowanie największej greckiej stoczni i ocalić tysiące miejsc pracy. Jeśli jednak skuszony np. niską ceną polski rząd zdecyduje się na zakup okrętu podwodnego od Greków, będzie to oznaczało, że nie wyciągnął żadnych wniosków z wcześniejszych katastrof wojskowych, a przede wszystkim z tragedii samolotu rządowego Tu-154M, zaś w Marynarce Wojennej RP możemy mieć w przyszłości do czynienia z dramatem na skalę tego, jaki spotkał marynarzy rosyjskiego okrętu podwodnego "Kursk".
Bogusław Rąpała{jathumbnail off}
Inne
Tratwa lepsza od "Papanikolisa"
28 marca 2011 |
Źródło:
