Inne
Od czwartku z zamarzniętą Odrą walczyły lodołamacze. Pracowały przez całe święta. Sytuacja na rzece zrobiła się bardzo trudna. Lodowe zatory spowodowały niebezpieczny wzrost poziomu wody. Doszło do lokalnych podtopień.

Akcja lodołamania rozpoczęła się w miniony czwartek. Najpierw wszystkie z siedmiu lodołamaczy, jakimi dysponuje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Szczecinie, pracowały na jeziorze Dąbie.

- Udrożniały jezioro dla kry spływającej z Odry- informował Andrzej Kreft, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie.

Dwie największe jednostki -"Dzik" i "Odyniec" - popłynęły później na południe, w górę rzeki, by rozbijać zator, który się utworzył powyżej Gryfina. Pozostałe pięć nadal wymuszały spływ kry z Odry do jeziora. Pojawienie się lekkiej cofki było dodatkową przeszkodą.

Najgorsza sytuacja panowała na odcinku Widuchowa-Krajnik-Zatoń. - Utworzył się ogromny zator - mówił dyrektor Kreft. - Lód od dna wypiętrzył się na ponad pięć metrów. W Widuchowej, naprzeciwko jazu, gdzie rzeka się rozgałęzia na Odrę Wschodnią i Zachodnią, warstwa lodu wystawała cztery metry ponad ostrogi. Tymczasem poldery niemieckie się wypełniły i woda przelewała się z powrotem do Odry.

Poziom wody w Widuchowej cały czas rósł. W czwartek po południu w niektórych miejscach był wyższy niż podczas powodzi w maju br. Brakowało 19 cm do maksymalnego zaobserwowanego stanu z 1940 roku.

Niestety, walka z żywiołem trwała przez całe święta.

W Wigilię do polskich lodołamaczy dołączyły dwie jednostki niemieckie. W Widuchowej stan alarmowy na Odrze był przekroczony o ponad 140 cm, a w Gryfinie - o 16 cm. Podniósł się też poziom rzeki w Szczecinie, przekraczając stan ostrzegawczy. Jednocześnie wody zaczęło niepokojąco przybywać w Zalewie Szczecińskim i Zatoce Pomorskiej. Również tam zanotowano przekroczenie stanów ostrzegawczych. Cztery polskie lodołamacze kruszyły lód na Dąbiu, pozostała piątka (cumująca przy nabrzeżu w Gryfinie) na Odrze.

W sobotę kontynuowano akcję. Kolejny zator lodowy utworzył się pomiędzy Szczecinem i Gryfinem.

Pracą lodołamaczy utrudniała cofka. W Krajniku Dolnym woda wystąpiła z brzegów, a tamtejszy wał przeciwpowodziowy zaczął przesiąkać. W Gryfinie stan alarmowy przekroczony był o prawie 70 cm, w Bielinku - o 90, w Widuchowej - o ponad 140. Wały cały czas były monitorowane przez służby. W kilku miejscowościach woda podtopiła piwnice i zalała podwórza. W miejscach przesiąków pracowały strażackie pompy.

Załogi lodołamaczy i pozostałe służby nie miały wytchnienia również w drugi dzień świąt. Poziom wody w Odrze zaczął powoli opadać - w Gryfinie obniżył się o 4 cm, w Widuchowej - o 11, a w Ognicy o 10. Jednak widmo powodzi nie zniknęło. W Krajniku rzeka podniosła się o 23 cm - tam bowiem sięgała końcówka lodu, podpiętrzająca wodę. W niedzielę lodołamacze pracowały na Dąbiu i uruchomiły Regalicę. Lód w tym rejonie nie chciał odpływać do jeziora. - Co się łamie, to od razu zamarza -usłyszeliśmy w RZGW Na szczęście ustała cofka. Później lodołamacze posuwały się w górę Odry.

- Obecnie mamy trzy zatory: w Widuchowej, Ognicy i na ujściu Rurzycy - między Ognicą a Krajnikiem - relacjonował w niedzielę dyr. Andrzej Kreft. - Gdyby nie wcześniejsza cofka, sytuacja wyglądałaby dziś znacznie lepiej. Ale trzeba być dobrej myśli.

Dyrektor podkreślił zaangażowanie wszystkich osób walczących z żywiołem. Spokojnych świąt nie miały zarówno załogi lodołamaczy, jak też kierujący akcją ze strony RZGW, pracownicy nadzorów wodnych, strażacy i sztaby kryzysowe.


Elżbieta Kubowska{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter