Inne
Druga nieudana próba prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej SA w Kołobrzegu wkrótce odbije się na 450 pracownikach firmy. Armator wszczął procedurę zwolnień grupowych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że robi to z polecenia ministra skarbu państwa.

Pracownicy zatrudnieni w PŻB od dawna czuli, że coś wisi w powietrzu. Z nadzieją patrzyli jednak na proces prywatyzacji przedsiębiorstwa. Liczyli na to, że firmę przejmie duński armator DFDS, jeden z największych na świecie. Potencjalny nowy właściciel zbadał nawet księgi handlowe PŻB. Negocjacje z Ministerstwem Skarbu Państwa przyniosły jednak fiasko. Procedura została zamknięta.

Od tygodnia wiadomo, że PŻB rozwiąże umowy o pracę z 450 pracownikami firmy, w tym z 400 osobami zatrudnionymi na promach. Nie oznacza to jednak, że zostaną one z dnia na dzień bez pracy. Większa część załogi pływającej jest co prawda zatrudniona na podstawie umów o pracę, ale równocześnie przebywa na urlopach bezpłatnych, realizując w tym czasie niezależne kontrakty z armatorem. Gorzej będzie z pracownikami lądowymi. Ci będą musieli poszukać sobie nowego zatrudnienia. Chodzi nie tylko o osoby pracujące w Kołobrzegu, ale i o te zatrudnione na bazach promowych w Świnoujściu i w Gdańsku.

W tej chwili Polska Żegluga Bałtycka zatrudnia 600 pracowników na morzu i prawie 170 na lądzie. Firma utrzymuje stałe połączenia pomiędzy Polską, a Szwecją oraz z Danią. Dysponuje 4 promami pasażerko-samochodowymi. Od dawna flota armatora wymaga odnowienia. Nadzieją na to miała być prywatyzacja, do której nie doszło. Nieoficjalnie mówi się o tym, że kolejną próbę sprzedaży przedsiębiorstwa Ministerstwo Skarbu Państwa ma podjąć w styczniu. Zwolnienie blisko 60 proc. pracowników ma pomóc w prywatyzacji.


(pw)

{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter