Ucieszyłem się, że po półwiecznym oczekiwaniu Szczecin doczeka się własnego muzeum morskiego. Gdy sława powojennej floty, czyli „Sołdek" kończył zasłużoną służbę i mógł zostać u nas jako muzeum, nie znaleziono na ten cel środków. Wiele inicjatyw spotykał ten sam los. W końcu coś się zmienia.
Mamy muzeum techniki, będzie muzeum morskie. Muzea żywią się głównie turystami, których każdy w świecie pożąda. Szkoda tylko, że w gospodarce morza nam jakoś ubywa. Ten temat wyczuwa się za to na deskach Teatru Polskiego, który wystawił prapremierę sztuki napisanej przez szczecinianina i o Szczecinie. Niektórzy mówią, że nudna. Trzeba poczekać jak „Którędy do morza" przyjmie publiczność. Tytuł sugeruje żeśmy coś zgubili. Autor, Roman Ossowski, przypomina okoliczności budowy szczecińskich pomników, które potem w niepojęty sposób nasze miasto opuszczają. Jedni odnajdą tu siebie, a inni będą się oburzać. Nie brakuje na scenie dowcipnych obserwacji, przewijają się stare szczecińskie piosenki, widz uczestniczy w sprawach, które zna, ale zobaczy je może inaczej. To dobrze, że Teatr Polski dał szansę takiej sztuce. Najbezpieczniej wystawia się znane tytuły. W tym przypadku z przymrużeniem oka popatrzymy na naszą świeżą historię, która jak to historia, nie musi być zawsze łaskawa ani spoczywać na koturnach.
Grzegorz Dowlasz {jathumbnail off}
Inne
Morska sztuka i muzeum
10 lutego 2010 |
Źródło:
