Do końca roku pracę w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni straci 220 osób. Znana jest już lista pracowników, którzy otrzymają wypowiedzenia.
Wielokrotnie informowaliśmy o bardzo trudnej sytuacji jedynej w naszym kraju stoczni wojennej, należącej w 99 proc. do Agencji Rozwoju Przemysłu i w 1 proc. do Ministerstwa Obrony Narodowej. Głównym zleceniodawcą przedsiębiorstwa jest resort obrony. Mimo tego już dawno stocznia straciła płynność finansową. Doszło nawet do tego, że zarząd SMW wystąpił do sądu o postępowanie układowe z wierzycielami. Całkiem niedawno stocznia wystawiła na sprzedaż kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych gruntów będących jej własnością, inne przeznaczyła do wydzierżawienia. Od pewnego czasu zwalnia pracowników.
W tym roku stoczniowcy już kilkakrotnie dostawali wypłaty z opóźnieniem lub w ratach. Obecnie firma nie ma zamówień z MON, pozostaje też bez zamówień na rynku stoczniowym. W miniony piątek zarząd stoczni podjął decyzję o zwolnieniu kolejnych 220 pracowników, mimo że wcześniej straciło już pracę ok. 100 osób. Wszystkie wypowiedzenia mają być wręczone do końca tego roku. Ostateczna liczba zwolnionych została wynegocjowana ze związkami zawodowymi i obejmie głównie pracowników administracyjnych. Związkowcy otrzymali od zarządu zapewnienie, że osoby, które zdecydują się pracować bezpośrednio przy produkcji, będą mogły pozostać w zakładzie. Potwierdza to dyrektor stoczni Roman Kraiński. – Zmieniamy strukturę zatrudnienia. Być może, a nawet na pewno, będziemy też przyjmować ludzi, tyle że na bezpośrednią produkcję – mówi. Załoga SMW to w tej chwili ok. 1 200 osób, z których niespełna 500 to pracownicy produkcyjni, a pozostali to pracownicy umysłowi i administracja. Naszym zdaniem optymizm dyrektora opiera się na negocjowanym właśnie dużym kontrakcie z Wietnamem, o którym pisaliśmy w Tybunie z 9 listopada. Jak udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć, negocjacje w tej sprawie są mocno zaawansowne.
Zdaniem właścicieli stoczni, czyli ARP i MON, bardzo trudną sytuację zakładu spowodował głównie przerost zatrudnienia i podpisywanie przez poprzednich prezesów umów na nierentowne kontrakty. Żadne z ministerstw nie czuje się winne sytuacji, w jakiej znalazła się pozostawiona sama sobie, zaniedbana przez właścicieli stocznia. Zarząd SMW chwytał się różnych sposobów mających uratować przedsiębiorstwo. W ostatnim czasie zakład skomercjalizowano, dzięki czemu może on realizować zamówienia nie tylko wojskowe, ale i cywilne. To cywilne kontrakty pozwoliły SMW przetrwać trudny okres, bowiem wszystkie planowane na ten rok remonty starych i budowy nowych okrętów są ze względów finansowych bardzo opóźnione, choć żeby być precyzyjnym należałoby raczej powiedzieć, że stoją w miejscu.
Prawdą jest, że w ostatnich latach cały przemysł stoczniowy przechodzi kryzys. Należy jednak raz jeszcze przypomnieć, że rządy innych krajów ze wszystkich sił ratują rodzime zakłady. Rządy Francji i Niemiec dla podtrzymania produkcji w swoich stoczniach, a więc i ratowania tysięcy miejsc pracy, nie tylko opracowują nowe plany, ale przyśpieszają całe programy budowy statków i okrętów nie zważając na to, że ich decyzje mogą grozić zwiększeniem deficytu budżetowego. Zapewniają produkcję, by w ten sposób zainwestować w przyszłość. Polskim liberałom wygodnie zwalać wszystko na niewidzialną rękę rynku, by w ten sposób usprawiedliwić swoje nicnierobienie. Tymczasem polskie zakłady jak muchy padają jeden po drugim.
Małgorzata Wójtowicz
{jathumbnail off}
Inne
Zostawiona sama sobie
23 listopada 2009 |
