Inne
Jako nowicjusz w tej robocie miał tylko asekurować bardziej doświadczonych kolegów. Uratował się cudem, oni nie przeżyli. Mimo to nie zniechęcił się do nurkowania. O Pawle Porębie i jego podwodnej pasji pisze Tomasz Słomczyński.

Paweł

Paweł podporządkował swoje życie nurkowaniu

Opowieść Pawła mogłaby się rozpocząć od chwili, w której po raz pierwszy poczuł stan nieważkości. Albo od najbardziej dramatycznego momentu. Na przykład tak: Wydech. Płuca z wysiłkiem oddają powietrze wprost do ust Arka. Prawa ręka zaciska jego nos. Lewa odchyla w dół podbródek. Teraz prawa ręka chwyta rękojeść noża. Wędruje do góry, nad głowę. Uderzenie we właz. Ręka wraca do nosa Arka. Palce zaciskają się. Mężczyźni leżą w kanale metrowej średnicy, w wodzie. Głowa się pochyla, usta zbliżają się do ust Arka. Wydech. Uderzenie we właz. Wydech. Uderzenie. Mijają wieki.
Jednak zacznie się najzwyczajniej w świecie, przed telewizorem. Dzieciak przedpołudniami oglądał czarno-białe filmy przyrodnicze, patrzył na ryby, które z pewnością były kolorowe i rafy, które najpewniej były koralowe.

Wujek miał na działce staw. Na wakacje Paweł zabrał maskę do nurkowania. Głęboko nabierał powietrza. Zanurzał się w ciemnej wodzie. Przez moment, w którym trwał na bezdechu, nie widział prawie nic. A mimo to zanurzał się jeszcze raz i jeszcze. Maska do nurkowania nie zajmuje dużo miejsca. W górach, na Krymie, na jeziorach w Polsce, na obozach harcerskich miała swoje stałe miejsce w plecaku.

Paweł studiował matematykę, fizykę, astronomię i biologię. Na biologii ogłosili kurs fotografii przyrodniczej. Na zajęciach Paweł wysłuchał wykładu o tym, jak robi się zdjęcia pod wodą. Umówił się na sesję zdjęciową, będzie można zanurkować. Sesji nie było. Została w ręku ulotka: kursy nurkowania. To było 15 lat temu.

***

Był grudzień 2001 roku. Arek, Michał i Paweł zjedli spóźniony obiad w knajpie w małym miasteczku w Wielkopolsce. O czym rozmawiali? Jak to w rodzinie. Jak to w pracy. Michał i Arek byli braćmi. Może nie mówili o sprawach rodzinnych, może krępowali się przed młodszym od siebie i niezbyt dobrze znanym pomocnikiem. Nowicjusz miał pomóc się ubrać, założyć sprzęt, stać przy wejściu do komory, podawać linę, biegać po drabinie, asekurować.

Niedoświadczony jeszcze, to jego pierwsza taka robota ,więc Michał zadecydował, że Paweł nie będzie schodził do kanału, to zbyt niebezpieczne. Czy rozmawiali o rozkładzie tuneli? O tym, czy aby na pewno robota jest możliwa do zrobienia, podczas gdy turbina będzie pracować? Czy nurt nie będzie zbyt silny? Takie inspekcje kanałów w elektrowniach to kolejna nudna i niewdzięczna fucha. Robili to dziesiątki razy. Szkoda gadać. Lepiej zjeść w spokoju.

***

Wyglądało na to, że uda im się szybko zrobić, co do nich należało i wracać do domu. A teraz od Michała i Arka nie ma żadnego znaku. Lina, którą im wydał w pewnym momencie gwałtownie zaczęła znikać w kanale, do którego zeszli bracia. Tak jakby bardzo szybko ją wybierali po dotarciu do końca. Tylko dlaczego wciąż ich nie ma? Dziwne. Nie ma sensu dalej siedzieć w pustym zbiorniku. Paweł zakłada sprzęt. Klamra przy pasie biodrowym nie dopina się, jest uszkodzona. Sekator zawiązuje na lewym przedramieniu, tak żeby w razie czego szybko sięgnąć po niego prawą ręką. Powiadamia stróża, że schodzi do kanału. Jeśli przez dwadzieścia minut nie wyjdzie, ten ma wzywać pomoc.

Paweł przesuwał się wzdłuż liny, tak zwanej poręczówki. Czyli liny, do której przypięci byli nurkowie. Do poręczówki przypiął się małpą, to takie urządzenie do górskiej wspinaczki. Rączka, którą można na linie przesuwać w jedną stronę, w drugą nie idzie. Kanał o wysokości mniej więcej dwóch i pół metra. Wody na dwa metry, spokojnie można było oddychać powietrzem znajdującym się w górnej części owalnego wnętrza. Z początku nurtu nie było w ogóle. Paweł poruszał się powoli. Nasłuchiwał. Słyszał tylko własny oddech i plusk wody. Wypatrywał świateł latarek. Woda z elektrowni miała kilkanaście stopni, powietrze - jak to w grudniu. Woda parowała, w rurze była mgła. Posuwał się dalej. Usłyszał jakiś huk. Paweł nic nie widzi, nie wie, co to za hałas.

Ten huk to zrzut wody z przykanalika numer dwa. Czyli wodospad. Gdyby miał lepszy refleks, być może zdążyłby się cofnąć. Szarpnięcie do przodu, pod powierzchnię wody. Dowiązana do sprzętu małpa trzyma go przy linie. Lina przy dnie rury. On wzdłuż liny rozciągnięty jak struna. Nurt jest tak silny, że każdy ruch to ogromny wysiłek. Więc zużycie powietrza. W ustach aparat oddechowy. Próbuje się podciągać w stronę, z której przyszedł, gdzie nie ma prądu wody. Dyszy. Nie da rady, co się podciągnie, prąd rzuca go z powrotem. Walczy. Zrzuca płetwy. Owija sobie linę wokół nóg. Teraz też nie potrafi przesunąć się pod prąd ani o centymetr.

Dochodzi do wniosku, że musi się odciąć, zaraz się skończy powietrze. Jak się odetnie, prąd wyrzuci go na powierzchnię i spłynie. Dokąd? Nie wie, ale jeśli pozostanie tutaj, utonie. Sięga po sekator. Nic z tego. Prąd nie pozwala mu dosięgnąć prawą ręką do lewej. Prąd nim wywija. Klamra przy pasie biodrowym, ta uszkodzona, nagle puszcza. Paweł wypływa na powierzchnię i leci. Jest w samym kombinezonie i z latarką zamocowaną przy ręce.

Wrażenie jakby w aqua-parku na wodnej zjeżdżalni. Jest czym oddychać. Ale nie można się zaklinować, powstrzymać lotu. Paweł widzi przed sobą rurę. Mniej więcej metr średnicy. Wpływa tam cała woda. Tam nie ma powietrza. Rozstawia nogi, żeby do niej nie wpaść. Wtedy przychodzi panika. Na chwilę tylko, zaraz opanowuje się. Nogi uginają się jak zapałki. Nie ma siły zwyciężyć prądu. Nabiera powietrza. I tak już po mnie, ale mogę jeszcze powalczyć. Leci teraz w rurze. Przez chwilę na zagięciu rury w dół jest odrobina przestrzeni między stropem a wodą. Kolejne zaczerpnięcie powietrza, po chwili prąd rzuca go dalej. Nagle spokój. Podwodny spokój. Nie ma prądu. To musi być jakiś zbiornik wypełniony wodą. Nie ma też powietrza, chociaż… Paweł płynie do góry. Jest. Kilka centymetrów pod stropem. Przywiera ustami do zimnego betonu. Oddycha.

W elektrowni alarm. Stróż zawiadomił ochronę. Ochrona zawiadomiła straż pożarną. Zakręcają zastawkę. Na końcu rury w zbiorniku woda opada. Paweł może się rozejrzeć. Widzi światło. Arek unosi się na powierzchni, ma doczepioną latarkę. Paweł rozpoczyna sztuczne oddychanie. Nie ma mowy o masażu serca. Może tylko wdmuchiwać powietrze do ust Arka. Nad nim jest metalowy właz. W przerwach uderza w niego rękojeścią noża.

Nie trzyma dość mocno noża, wysunął się z dłoni, ginie gdzieś w ciemności. Co jest pod ręką? Latarka. Wydech. Ręką sięga po latarkę. Uderzenie we właz. Wydech. Uderzenie we właz. Wydech.
Słyszy nad głową kroki, bieganinę. Teraz już może wykrzyczeć tym na górze, że tu jest.
Tamci usłyszeli jakiś dziwny dźwięk. Jakby miarowe stukanie, gdzieś spod ziemi. A więc żyją. Zaraz będzie straż pożarna, trzymaj się! Po chwili słyszy odgłos piły. Strażacy przecinają właz. Wyciągają ciało Arka. Pomagają wyjść Pawłowi. Po Michała nie schodzą, to zbyt niebezpieczne, mówią. Ciało Michała wyciągnięto po kilku godzinach.

***

Stan nieważkości, uczucie latania - tak dziś Paweł określa to, co w nurkowaniu najbardziej niesamowite. I uczucie, że jesteś tu pierwszy. Albo, gdy jest na znacznej głębokości, uczucie, że niewielu tu było i niewielu będzie. Fantastyczny widok warstw mułu nałożonych na dnie. Wtedy wiesz, że jesteś w miejscu naprawdę dziewiczym. Możesz się unosić, poruszać w górę, w dół, w boki, na skos.

Paweł podporządkował swoje życie nurkowaniu. Pasja to pojęcie bardzo szerokie. Kiedy go używa, znać, że to być może coś więcej niż pasja. Dodaje: To kawał życia. Bardzo duży kawał.
Czy to odchorował? A w jakim sensie? Psychicznym? Na pewno, ale zszedł pod wodę, jak tylko wyleczył kontuzję nogi. Kalkulował, czy warto. Warto. Gdyby nie zrobił tego wtedy, być może już nigdy. Trzeba od razu. Przełamać w sobie lęk, który, świeżo narodzony, będzie dojrzewał latami, sparaliżuje i będzie pobierał haracz. Nie chciał z nim żyć.

***

Przypadkowe spotkanie na pomoście. Co tu robię? Zbieram materiały do reportażu o jednym z was, którzy tu uczą nurkowania. Którym? O Pawle Porębie.
- No wiesz, ja tam złego słowa nie powiem, ale fakty są takie, że uczestniczył w wypadku. Dwie osoby zginęły. On miał ich asekurować. Przeżył. Takie są fakty.

Imiona braci, którzy zginęli, zostały zmienione.


Tomasz Słomczyński
{jathumbnail off}
1 1 1

Źródło:

Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter