Władze Kuby ogłosiły w czwartek, że w wyniku odniesionych ran zmarł jeden z członków załogi amerykańskiej motorówki ostrzelanej pod koniec lutego na wodach kubańskich przez tamtejszą straż graniczną. Oznacza to, że bilans ofiar incydentu wzrósł do pięciu.
Według reżimu w Hawanie zarejestrowana w USA motorówka wpłynęła 25 lutego na wody kubańskie, a jej załoga otworzyła ogień w stronę kubańskiego patrolu. Władze oceniły, że celem tych działań była „infiltracja w celach terrorystycznych”.
MSW Kuby ogłosiło, na pokładzie motorówki było 10 Kubańczyków na stałe mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Na łodzi znaleziono karabiny, broń krótką, koktajle Mołotowa i kamizelki kuloodporne – twierdził kubański resort.
W strzelaninie zginęło czterech członków załogi, a pozostałych sześciu zostało rannych. Ocalałym kubańska prokuratura postawiła zarzut terroryzmu.
Portal Axios podał, powołując się na przedstawicieli władz USA, że motorówka została skradziona na Florydzie, a na jej pokładzie byli amerykańscy obywatele.
Incydent nastąpił w czasie narastających napięć w relacjach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Kubą. Po obaleniu przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro administracja prezydenta USA Donalda Trumpa dąży do odcięcia dostaw ropy naftowej na Kubę, która jest niemal całkowicie uzależniona od importu paliw.
Niedobory ropy dodatkowo zaostrzyły panujący na Kubie kryzys gospodarczy. Na wyspie brakuje prądu, żywności i innych towarów pierwszej potrzeby. Według komentatorów
presja USA ma na celu doprowadzenie do upadku komunistycznego reżimu w Hawanie.
