Wzajemne ataki Ukrainy i Rosji na Morzu Czarnym paraliżują transport morski, w tym eksport zbóż z Ukrainy. Transport lądowy jest drogi, a ewentualna zgoda na tranzyt np. przez Polskę może wywołać kolejny „kryzys zbożowy” - ocenił ekspert Instytut Europy Środkowej (IEŚ) w Lublinie dr Andrzej Szabaciuk.
Szabaciuk zaznaczył, że formalnie tranzyt ukraińskich produktów rolnych drogą morską nie jest wstrzymany, ale w praktyce ograniczono go do minimum.
- Jeśli ataki Rosjan na statki handlowe będą się utrzymywać, to transport przez Morze Czarne może być zablokowany, a alternatywne drogowe kanały transportowe są obecnie praktycznie nie do zrealizowania – powiedział PAP ekspert IEŚ.
Szabaciuk w komentarzu opublikowanym na stronie internetowej IEŚ przypomniał, że w ostatnich miesiącach na Morzu Czarnym, przez które eksportowana jest większość ukraińskiego zboża, nasiliły się działania zbrojne.
Siły ukraińskie intensywnie atakowały rosyjskie cele w obrębie Półwyspu Krymskiego, akwenów Morza Czarnego i Azowskiego, a także rosyjskie linie komunikacyjne na okupowanych terytoriach Ukrainy.
- Wymiernym rezultatem tej kampanii jest znaczące ograniczenie aktywności rosyjskiej »floty cieni« w regionie, a także faktyczny paraliż żeglugi na szlaku wiodącym przez rzekę Don i Morze Azowskie – korytarzu o krytycznym znaczeniu geostrategicznym, militarnym i gospodarczym dla Rosji – napisał ekspert.
Jednocześnie Rosja systematycznie atakuje statki handlowe zmierzające do portów ukraińskich. Szabaciuk powołując się na dane ukraińskiego resortu infrastruktury podał, że w lipcu i sierpniu odnotowano ponad 35 uderzeń na statki cumujące w ukraińskich portach, 22 - na statki płynące po morzach, a 67 - w obiekty infrastruktury portowej w Odessie i okolicach. Niektóre z uderzeń były śmiertelne. W lipcu w ataku na statek tureckiego armatora, pływający pod banderą Gwinei Bissau i przewożący ukraińską kukurydzą, zginęło 10 osób, w tym obywatele Indii i Syrii oraz ukraiński pilot morski.
- W rezultacie armatorzy zakontraktowani na tranzyt ukraińskich produktów rezygnują, gdyż obawiają się o własne statki i życie załóg – dodał ekspert.
Alternatywne szlaki transportu – jak tłumaczy Szabaciuk – są niewystarczające albo niewydolne. Rekordowo niski poziom wody w Dunaju utrudnia transport rzeczny (tworzą się zatory), natomiast transport lądowy i kolejowy jest zbyt drogi i „ma niewielkie moce przesyłowe”, dlatego jego koszt może przekraczać próg opłacalności.
Według eksperta władze Ukrainy prowadzą w tej sprawie rozmowy, m.in. z Mołdawią, Rumunią czy Polską, ale są one niezwykle trudne m.in. z powodów politycznych.
- Zgoda na tranzyt może wywołać sprzeciw miejscowych rolników, którzy będą obawiali się obchodzenia prawa i niekontrolowanego napływu ukraińskich produktów rolnych, co może doprowadzić do kolejnego "kryzysu zbożowego", jak ten z okresu 2022-2023 – podkreślił Szabaciuk.
Jak informował Związek Ukraińskich Rolników w Ukrainie zebrano dotychczas ponad 28 mln ton zbóż i roślin strączkowych, a na polach czeka jeszcze nawet ponad 40 mln ton. Tymczasem magazyny są już zapełnione głównie rzepakiem czy zbożem i brakuje miejsca na słonecznik czy kukurydzę. Część zbiorów musi być składowana pod gołym niebem, co wpływa na ich jakość. „Szacuje się, że powierzchni magazynowej może zabraknąć dla ok. 10 mln ton produktów rolnych” – zaznaczył badacz.
Ekspert IEŚ zwrócił uwagę, że problemy eksportowe i przepełnione magazyny w Ukrainie doprowadziły już do spadku cen rzepaku, słonecznika i zbóż na rynku wewnętrznym o niemal 30 proc.
- Przedsiębiorcy tracą płynność finansową. Nie są w stanie pokryć bieżących wydatków wynikających z działalności rolniczej, tj. zakupu paliwa, wypłaty wynagrodzeń pracownikom, eksploatacji i zakupu maszyn rolniczych, zakupu nasion, nawozów, sadzonek oraz środków ochrony roślin – wyliczył.
Ukraina, dążąc do deeskalacji, zaproponowała w połowie sierpnia zawieszenie broni na Morzu Czarnym i obustronne powstrzymanie się od ataków. Rosja się na to nie zgodziła, argumentując, że zawarte w 2022 r. poprzednie porozumienie o korytarzach eksportowych na Morzu Czarnym służyło głównie interesom gospodarczym Ukrainy i - wbrew zapisom - nie ułatwiało wywozu rosyjskich nawozów i produktów rolnych.
Według Szabaciuka Morze Czarne w rosyjskiej strategii staje się „głównym frontem wojny na wyniszczenie”. „Rosja dąży do całkowitego sparaliżowania przeciwnika poprzez odcięcie go od rynków, wykorzystując strach armatorów jako narzędzie blokady eksportu żywności, co doprowadziło do zamrożenia eksportu ukraińskiej żywności” - dodał.
Ograniczenie eksportu – jak zaznaczył ekspert - może mieć też konsekwencje dla cen żywności na świecie, szczególnie na rynkach afrykańskich i azjatyckich. Przypomniał, że Rosja i Ukraina łącznie odpowiadają za ok. 75 proc. światowego eksportu oleju słonecznikowego (z czego 44-50 proc. przypada na Ukrainę, a 25-30 proc. na Rosję), niemal 30 proc. globalnego eksportu pszenicy (odpowiednio ok. 10 proc. i 20 proc.) oraz 26 proc. eksportu jęczmienia. Ponadto Ukraina jest jednym z czołowych dostawców kukurydzy z 15-proc. udziałem w rynku, a oba państwa wspólnie zaspokajają ok. 10 proc. globalnego popytu na rzepak.
- Kreml celowo generuje wstrząsy podażowe, aby przenieść koszty konfliktu na państwa trzecie, przede wszystkim z tzw. Globalnego Południa. Jest to cyniczna próba wywarcia pośredniej presji na Zachód – Moskwa zakłada, że widmo głodu, niestabilności społecznej i potencjalnych fal migracyjnych z Afryki oraz Azji zmusi społeczność międzynarodową do złagodzenia reżimu sankcyjnego i przystania na rosyjskie żądania – napisał Szabaciuk.
Jego zdaniem bez silnej presji zewnętrznej lub operacji zbrojnych gwarantujących bezpieczeństwo okrętom cywilnym „szanse na odblokowanie globalnych łańcuchów dostaw pozostają iluzoryczne”

