Choć początek konfliktu z Iranem wywołał obawy o największy od dekad kryzys na rynku aluminium, producenci z Bliskiego Wschodu i Chin zdołali częściowo ustabilizować podaż. Nie oznacza to jednak końca problemów. Odbudowa dostaw przebiega wolniej niż oczekiwano, a ceny aluminium pozostają pod presją ograniczonej produkcji i wciąż niepewnej sytuacji w Cieśninie Ormuz.
Produkcja aluminium opiera się na globalnym łańcuchu dostaw. Surowcem wyjściowym jest boksyt, wydobywany głównie w Australii, Gwinei, Brazylii i Indiach. Z niego w rafineriach powstaje tlenek glinu (alumina), który następnie trafia do hut, gdzie w energochłonnym procesie elektrolizy wytwarzane jest aluminium.
Państwa Zatoki Perskiej należą do największych producentów aluminium na świecie, ale znaczną część tlenku glinu importują drogą morską. Dlatego zakłócenia żeglugi przez Cieśninę Ormuz zagroziły ciągłości produkcji w regionalnych hutach.
Większość dostaw surowca do hut w Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze odbywa się drogą morską przez Cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata.
Wojna w Zatoce Perskiej zachwiała rynkiem aluminium, ponieważ państwa regionu odpowiadają za blisko 10 proc. światowej produkcji tego metalu. Obawy dodatkowo wzrosły po atakach rakietowych na huty w regionie. Aluminium jest jednym z najbardziej dotkniętych rynków towarowych, obok ropy naftowej i gazu.
Jednak w ostatnich tygodniach huty na Bliskim Wschodzie przeprowadziły pakiet skomplikowanych operacji logistycznych – w tym ryzykowne rejsy przez Cieśninę Ormuz – w celu uzupełnienia zapasów tlenku glinu i innych surowców.
Niejawne tranzyty przez Ormuz
Według analizy firmy Kpler, zajmującej się śledzeniem ruchu statków, w ostatnim miesiącu kilka jednostek zdecydowało się na bezpośredni transport tlenku glinu przez Cieśninę Ormuz, wyłączając swoje systemy śledzenia AIS i podejmując się niejawnych tranzytów. Dzięki tym operacjom w czasie kryzysu na światowe rynki trafiały niewielkie ilości surowca, co pomogło hutom przetrwać najtrudniejszy okres.
Jeszcze większe ilości tlenku glinu zostały rozładowane w portach w Omanie i wysłane ciężarówkami do hut, co stanowiło poważny test możliwości logistycznych regionu. Dzięki tym wysiłkom import surowca do Zatoki Perskiej jeszcze w maju powrócił do poziomu sprzed wojny.
– Zaowocowało to naprawdę nowatorskimi rozwiązaniami i musieliśmy ciężko pracować, żeby za tym nadążyć. W pewnym sensie to było wyjątkowe, jeśli chodzi o odzwierciedlenie wartości utrzymania ciągłości tych operacji – powiedział Ben Ayre, analityk z Kpler.
Huty na Bliskim Wschodzie zostały zmuszone do drastycznego ograniczenia produkcji, ale niejawny charakter ich wysiłków na rzecz wzmocnienia łańcuchów dostaw sprawia, że trudno dokładnie oszacować skalę strat.
Chińskie huty produkują powyżej oficjalnego limitu
Zachowanie chińskich hut przysporzyło analitykom kolejnego problemu. Przed konfliktem w branży panował optymizm, ponieważ huty w Chinach zaczęły napotykać na ograniczenia produkcji, które najwyraźniej miały położyć kres długiej erze nadpodaży.
Jednak od początku wojny oficjalne statystyki sugerują, że chińskie huty produkują znacznie powyżej limitu 45 milionów ton, a dane z kwietnia wskazywały na roczną produkcję na poziomie 47 milionów ton.
Wraz z rosnącym eksportem, niektórzy analitycy zakładają, że chińskie huty mogłyby samodzielnie rozwiązać globalny niedobór, gdyby utrzymały swoje zakłady na najwyższych obrotach. Pytanie jak rygorystycznie kraj ten będzie egzekwować limity wytwórcze i czy huty nadal będą otrzymywać wystarczające ilości energii elektrycznej, by utrzymać produkcję powyżej oficjalnego limitu.
Indonezja jako nowy gracz
Ostatnią niewiadomą jest potencjalna fala nowej podaży w Indonezji. Gwałtowny wzrost eksportu indonezyjskiego aluminium wyostrzył uwagę branży na jej rosnącą rolę jako głównego globalnego dostawcy. Oczekuje się, że tamtejsi producenci przekierują deficytową energię do zakładów produkujących aluminium, kosztem mniej rentownych zakładów produkujących nikiel.
– Zawsze wiedzieliśmy, że nastąpi wzrost mocy produkcyjnych, ale do tej pory uważaliśmy, iż produkcja będzie spadać z powodu braku dostaw energii. Nie zmieniliśmy jeszcze naszych modeli, ale teraz, w związku z przeniesieniem zasilania z niklu, istnieje ryzyko, że nowe dostawy mogą pojawić się jeszcze szybciej - podkreśla Amy Gower, dyrektor ds. strategii metali i górnictwa w Morgan Stanley.
Rozbieżne prognozy cen
Połączenie odbudowy podaży na Bliskim Wschodzie, wzrostu produkcji w Chinach i dynamicznego rozwoju hut w Indonezji sprawia, że analitycy pozostają podzieleni co do dalszego kierunku rynku.
Część instytucji finansowych uważa, że zwiększona podaż z Azji będzie stopniowo ograniczać presję cenową, podczas gdy inni wskazują, że skutki zakłóceń w Zatoce Perskiej będą odczuwalne jeszcze przez wiele miesięcy.
JPMorgan ocenia, że rynek aluminium nadal pozostaje podatny na silny szok podażowy, a osiągnięcie poziomu 4000 dolarów za tonę jest jedynie kwestią czasu, jeśli odbudowa produkcji na Bliskim Wschodzie będzie postępowała wolniej od oczekiwań.
Kontrakty terminowe na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) są obecnie notowane w okolicach 3650 dolarów za tonę, czyli wyraźnie powyżej poziomów obserwowanych po wybuchu konfliktu.
Niewidoczne zapasy i redukcje
Według JPMorgan wpływ globalnych niedoborów na rynek został dodatkowo osłabiony przez agresywną redukcję zapasów w prywatnych rękach, które są wyjątkowo trudne do monitorowania. Bank przyznaje, że to tylko kwestia czasu, zanim te rezerwy się wyczerpią, a zapasy giełdowe również zaczną być wycofywane, co doprowadzi do wzrostu cen.
– Kiedy rozmawiamy z klientami, wyraźnie widać, że sytuacja jest napięta, ale pierwszym punktem odniesienia są te niewidoczne zapasy – powiedział Greg Shearer, dyrektor ds. badań metali nieszlachetnych i szlachetnych w JPMorgan.
Kryzys jeszcze się nie skończył
Choć dzięki alternatywnym dostawom tlenku glinu i częściowemu przywróceniu transportu przez Cieśninę Ormuz udało się uniknąć najgorszego scenariusza, rynek aluminium nadal pozostaje niestabilny. Produkcja w części hut Zatoki Perskiej wciąż nie wróciła do poziomów sprzed konfliktu, a analitycy spodziewają się, że pełna odbudowa podaży potrwa jeszcze wiele miesięcy.
Oznacza to utrzymującą się presję na ceny aluminium i dalszą niepewność dla przemysłu wykorzystującego ten surowiec.
Aluminium ma duże znaczenie dla gospodarki morskiej. Wykorzystuje się je do budowy kadłubów i nadbudówek wielu typów jednostek, w tym szybkich promów, jachtów, łodzi roboczych i patrolowych, a także wielu elementów wyposażenia offshore.
MG
