Na Zalewie Wiślanym trwają trzcinowe żniwa. Zimowe pozyskiwanie trzciny na południowych brzegach Zalewu Wiślanego prowadzone jest od dziesięcioleci; jest ona wykorzystywana do pokrycia dachów oraz w produkcji budowalnych mat i płyt.
Jak poinformowała PAP rzeczniczka Urzędu Morskiego w Gdyni Magdalena Kierzkowska, podobnie jak w ubiegłych latach, także i w tym sezonie zimowych pozyskiwaniem trzciny zajmują się różne podmioty, na podstawie umów dzierżawy gruntów położonych w pasie technicznym brzegu morskiego, zawieranych z ich właścicielami, takimi jak Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, gminy czy starostwa.
Od 25 lat trzcinę na Zalewie kosi rolnik Roman Putała. Jak powiedział PAP, w tym sezonie pogoda nie była łaskawa.
- Na Żuławach w tym i na Zalewie była wysoka woda, średnio o ponad 1 metr. Część trzciny została przez nią zniszczona. A potem spadł marznący deszcz, który pokrył trzcinę lodem i ją połamał - dodał.
- Trzcinę kosi się zimą do ok. 15 marca, przed powrotem ptaków. Kosząc trzcinę tworzymy bardzo dobre miejsca lęgowe dla ptaków takich jak kszyki, rycyki, czy bardzo liczne na tym terenie krwawodzioby i czajki, czyli te, które występują na obszarze Natura 2000. Jeśli nie wykosimy trzcin, to siedlisko stanie się dla nich dużo mniej atrakcyjne - powiedział rolnik.
Dodał, że przy obecnym stanie zagospodarowania trzcinowiska są także dużym absorbentem dwutlenku węgla.
Rolnicy pozyskujący trzcinę na zamarzniętych akwenach muszą mieć specjalny sprzęt o niskim nacisku. Trzcinowiska występują na podmokłym terenie i po opadach śniegu grunt do końca nie przemarznie, zatem ciężki sprzęt zapadłby się w trzcinowiskach.
Specjalne kombajny o szerokim rozstawie kół zbierają trzcinę, wiążąc ją w snopki. Potem zebrane wiązki trzeba je przygotować do sprzedaży.
Polska trzcina wysyłana jest do Danii i Holandii. Służy do pokrywania dachów, a grubsza trzcina jest wykorzystywana do wytwarzania mat albo płyt w budownictwie.
Jednak, jak powiedział Roman Putała, coraz mniej jest rolników zajmujących się zbieraniem trzcin na Zalewie Wiślanym czy na mazurskich akwenach, ale też w Europie.
- Zbierają ci, którzy mają już specjalny sprzęt, a nowych chętnych rolników brakuje - dodał.
Jak wyjaśnił, na europejski rynek weszła chińska trzcina, która ceną wypiera producentów ze starego kontynentu.
- Chińczycy już na początku sezonu proponują ceny o 30-40 proc. niższe i cena ta już uwzględnia koszty transportu z Azji - dodał.
Fot. Sławomir Lewandowski / PortalMorski.pl
