Szaleństwo pucowania okrętów doprowadziło do tego, że niemal zaprzestano ćwiczenia się w strzelaniu z dział, bo te zanadto brudziły. Ponieważ jednak, zgodnie z wytycznymi Admiralicji, okręty powinny je odbywać przynajmniej raz na trzy miesiące, to niektóre z nich udawały się posłusznie w morze tylko po to, aby po cichu cały trzymiesięczny zapas amunicji wyrzucić po prostu do wody.
Dzień Trafalgaru
Przyszły wielki reformator Royal Navy urodził się w 1841 roku na Cejlonie. Było to przyczyną plotek, że jest pół Malajem lub synem syngaleskiej księżniczki. Wrażenie to pogłębiał żółtawy odcień jego skóry i kształt oczu nadające jego twarzy wschodni wyraz. Fisher był jednak Anglikiem, synem oficera piechoty, a rysy zawdzięczał przebytym chorobom.
Do floty wstąpił w wieku lat trzynastu, jak sam nieraz potem lubił mówić „bez grosza, bez przyjaciół, skazany na niepowodzenie”. Początki służby były trudne. Pierwszego dnia Fisher zobaczył jak na pokładzie okrętu chłostano ośmiu ludzi i na ten widok zemdlał. Pomimo tak niefortunnego początku, jego kariera szybko się rozwijała. Pomogły mu w tym cechy charakteru.
Przyszły admirał odznaczał się ujmującą szczerością i prostolinijnością, co zjednywało mu nie tylko przełożonych, ale i podwładnych. Najważniejsze dla jego losów okazało się jednak jego otwarcie na nowe pomysły i rozwiązania. Jak sam twierdził, przez całe życie chciał tylko jednego, aby brytyjska flota była na tyle sprawna, by można ją było natychmiast użyć do działań wojennych.
W 1861 roku awansował na porucznika. Zainteresował się, co nie było wtedy powszechne, artylerią i bronią torpedową. Już jako komandor, w 1874 roku został pierwszym dowódcą Szkoły Torpedowej Marynarki Królewskiej. W 1881 roku otrzymał dowództwo największej i najsilniejszej jednostki w brytyjskiej flocie: okrętu liniowego Inflexible. W 1890 roku awansował do stopnia kontradmirała, a dwa lata później został trzecim lordem morskim (trzecim co do ważności dowódcą brytyjskiej floty), do zadań którego należało projektowanie, budowa, wyposażanie oraz naprawy wszystkich okrętów Royal Navy. Na tym stanowisku, po raz pierwszy na większą skalę, dał się poznać jako reformator, ulepszając kotły parowe i wprowadzając do floty nową klasę okrętów, którym sam nadał nazwę „niszczycieli”.
Innowacyjne talenty pokazał także dowodząc, już jako wiceadmirał, flotą śródziemnomorską – najważniejszą w całej brytyjskiej marynarce. Zgodnie ze swoim mottem, w niedługim czasie, doprowadził ją do takiego stanu, jakby za chwilę miała wybuchnąć wojna. W 1902 roku został drugim lordem morskim odpowiedzialnym za kadry i szkolenie personelu. Słynął z pracowitości. Zdarzało się, że chodził po korytarzach z zawieszoną na szyi kartką, na której widniał napis: „Nie mam nic do roboty” albo „Dajcie mi coś do podpisu”. W 1903 roku został szefem bazy w Portsmouth – co było zwyczajowym stanowiskiem dla przyszłego kandydata na pierwszego lorda morskiego. Tam głębiej zainteresował się okrętami podwodnymi. I choć pozostał zwolennikiem wielkich, nawodnych okrętów wojennych, to jednak uważał okręty podwodne za broń przyszłości. W owych czasach nie było to tak oczywiste. Okręty podwodne uważano wtedy za mało przydatne do ofensywnych działań bojowych, co najwyżej wskazywano na ich możliwości rozpoznawcze. Opinię na ten temat zmienić miała dopiero pierwsza wojna światowa.
Pierwszym lordem morskim został Fisher 21 października 1904 roku. Datę objęcia stanowiska wybrał sam. Chciał aby był to dzień, w którym Royal Navy wspomina swoje największe zwycięstwo – pokonanie w 1805 roku Francuzów i Hiszpanów pod Trafalgarem.
Mniejszy budżet lepsza flota
„Nie możemy pozwolić sobie na żadną partaninę! Żadnej litości dla kogokolwiek! Musimy być bezwzględni, nieustępliwi i pozbawieni skrupułów! Musimy zatem mieć Plan! Kompletny Plan! I nic poza Planem!!!” - tak John Fisher wyobrażał sobie reformę Royal Navy. I, pozostając przez sześć lat na stanowisku jej głównego dowódcy, konsekwentnie ją realizował.
Na czym polegał Plan admirała? Fisher postanowił udowodnić, że nie zwiększając budżetu floty, można ją jednocześnie unowocześnić i usprawnić. I udało mu się! Pod tym względem pozostaje niedościgłym wzorem aż po czasy współczesne. Admirał zaczął od cięcia kosztów. Najpierw skreślił z listy czynnych okrętów 154 jednostki, 90 z nich posyłając na złom. „Były zbyt słabe, żeby walczyć i zbyt wolne, żeby uciekać” - uzasadnił swoją decyzję. Złomowanie okrętów przyniosło 845 tysięcy funtów oszczędności na samych kosztach napraw. Skutkiem pośrednim było też zwolnienie 6 tysięcy zbytecznych pracowników stoczniowych.
Oszczędności znajdował Fisher w najbardziej zaskakujących miejscach. I tak np. w magazynach floty odkrył 10 tysięcy zapasowych krzeseł. - Ilość pieniędzy na marynarkę jest ograniczona -powiedział wtedy. - Jeśli pakujesz je w krzesła, które nie potrafią przecież walczyć, to tym samym zabierasz je okrętom i marynarzom, którzy potrafią.
