Inne

- Ale zapamiętała pani chyba moment, gdy ktoś przychodzi do pani i mówi, że popłynie pani w rejs, który ma szansę przejść do historii?

- Chyba ktoś zadzwonił do męża. Co czułam? Była przekonana, że mam do zrobienia następną w swoim życiu rzecz, dużą rzecz, że to trzeba zrobić i że ja to zrobić potrafię. To nie było jakieś uniesienie, poczucie szczęścia. Po prostu zadanie do zrobienia.

- Ale w niektórych publikacjach można znaleźć informacje, że do tego rejsu było sześć kandydatek…

- Podobno nawet dwanaście… Myślę, że wybrano w końcu akurat mnie po doświadczeniach z Remiszewską, która na dobrą sprawę przez trzy lata nie potrafiła wybrać jachtu. A było jeszcze coś takiego, że rok 1975 został ogłoszony przez ONZ Rokiem Kobiet i z tego tytułu były jakieś dodatkowe pieniądze dla PZŻ. I gdybym ja przez kolejne lata wybierała jacht i zastanawiała się, w jaki sposób to wszystko zrobić, to te pieniądze by przepadły. Uznano więc, że najlepiej z tych kandydatek dam sobie radę.

- Ale nie można abstrahować od czasu, kiedy to nastąpiło. Czy nie było tak, że poza bezsprzecznym doświadczeniem i umiejętnościami, władza wybierała też uwzględniając „polityczny profil” kandydatki?

- Nie, absolutnie. Jaki profil? Przecież nie należałam do partii, ani nie udzielałam się w jakiś organizacjach. Chodziło o to, że za moją kandydaturą stała stocznia, która mogła szybko zbudować jacht, co automatycznie sprawiało, że rejs stawał się jak najbardziej realną sprawą.

- Bo mówi się, że Remiszewska zrezygnowała pod naciskiem. Na marginesie, zapisała potem piękną opozycyjną kartę: należała do Solidarności, była internowana…

- A ja nie. I wcale mi z tego powodu nie jest wstyd. Z tego co mówi mój mąż, który z nią miał do czynienia, Remiszewska zrażała do siebie ludzi, stawiała wygórowanie żądania. Związek nie umiał się z nią dogadać.

- Pytamy o to, ponieważ Polska Ludowa wszelkie sukcesy swoich obywateli niejako sygnowała, pokazując potęgę i siłę socjalizmu. I owa władza miała w pani osobie bohaterkę, obywatelkę socjalistycznego kraju, której udało się to, czego nie dokonały panie z przeciwnego obozu.

- Ludzie z zagranicy podziwiali mój wyczyn, mnie, a nie obywatelkę kraju socjalistycznego. A bardziej nawet ode mnie, podziwiali mój jacht. Nie wydaje mi się, by państwo ludowe jakoś specjalnie propagandowo wykorzystało mój rejs. Jak już powiedziałam wcześniej, wydaje mi się, że w ogóle było z tym kiepsko. Byłam świadoma jednej rzeczy, że tego wyczynu nie dokonała dotąd żadna kobieta i bardzo dobrze się stanie, jeżeli będzie to Polka na jachcie pod polska banderą. Kontekst ideologiczny mało mnie obchodził. Na morzu, w rejsie, nie ma polityki, nie ma ideologii, jeżeli ktoś tego nie rozumie, to nie powinien się tym zajmować. Gdy na pokładzie zagości polityka, to się po prostu potopimy.

- Po rejsie zgotowano pani w Gdańsku wielką fetę, okrzyknięto pierwszą damą polskiego żeglarstwa…

- Ba – pierwszą damą oceanów!

- Jak się pani czuła z tą nagłą popularnością?

- Ani mi to przeszkadzało, ani mi to nie przewróciło w głowie. Uznałam, że tę dużą rzecz do wykonania zrobiłam dobrze.

- Podczas rejsu dookoła świata dowiedziała się pani, że ściga panią Nowozelandka Naomi James.

- Dowiedziałam się o tym dopiero w Kapsztadzie. No i niestety musiałam zacząć się spieszyć, bo ona miała dużo szybszy jacht i szła szybką trasą.

- Dlaczego niestety?

- Bo po drodze miałam ochotę się przejść po Wyspie Św. Heleny i Wyspie Wniebowstąpienia. Ale doszłam do wniosku, że jeszcze mi zabraknie jednego dnia i wszystko na marne. Jak się później okazało, wcale nie była tak blisko mnie jak byłam o tym informowana.

- Ambicja…

- No tak!

- A gdyby pani przegrała z James?

- To myślę, że w kraju znalazłoby się dużo osób zadowolonych z mego niepowodzenia. Tak w ogóle to myślę sobie, że najlepiej byłoby, gdybym za pierwszym zakrętem się utopiła. Wystawili by mi pomnik, powiedzieli, że „była taka dzielna, ale niestety żywioł ją pokonał”. Do takich myśli przyznali mi się zresztą potem dwaj, nieżyjący już, koledzy. Za to przyznanie ich cenię, bo wiem, że było wielu innych, podobnie myślących, którzy nie mieli odwagi tego powiedzieć.

- A skąd aż taka w nich zawiść?

- Bo mnie, babie, się udało. Zazdrościli mi tego nawet koledzy w pracy, którzy w życiu nie zamoczyliby nóg po kostki. Oni odbierali to jako osobisty policzek.

1 1 1
Waluta Kupno Sprzedaż
USD 3.6182 3.6912
EUR 4.2232 4.3086
CHF 4.5137 4.6049
GBP 4.8868 4.9856

Newsletter