Negocjacje w sprawie kontraktu na zakup trzech okrętów podwodnych typu A26 firmy Saab dla polskiej Marynarki Wojennej weszły na ostatnią prostą. Umowa ze Szwecją ma być podpisana do końca czerwca. Będzie to jeden z największych kontraktów w historii polskich sił zbrojnych - wg spekulacji medialnych o wartości pomiędzy 10 a 14 mld PLN, a wg innych przekroczy nawet 20 mld PLN.
W czwartek 18 czerwca br. przebywający w Brukseli na spotkaniu ministrów obrony NATO Władysław Kosiniak-Kamysz po spotkaniu ze swoim szwedzkim odpowiednikiem Pålem Jonsonem powiedział:
- Jesteśmy na finale umowy pomiędzy przemysłami zbrojeniowymi. (…) Dopinaliśmy dzisiaj ostatnie szczegóły, mamy zabezpieczone finansowanie, wczoraj w tej sprawie odbył się komitet sterujący, więc wszystko idzie dobrze i do końca czerwca będziemy chcieli podpisać już te umowy.
29 czerwca mają odbyć się konsultacje międzyrządowe z udziałem premierów Szwecji i Polski oraz ministrów z obu krajów i zapewne wówczas poznamy więcej szczegółów mającej być podpisanej umowy.
Gamechanger - rakiety manewrujące dalekiego zasięgu na okrętach podwodnych
Zdolność do rażenia celów lądowych na dużych dystansach stanowiła fundament programu ORKA przez ponad dekadę jego przygotowań – przez niemal wszystkie opcje polityczne rządzące w Polsce - co znajduje potwierdzenie w kluczowych dokumentach MON.
W trakcie wstępnych konsultacji rynkowych, uruchomionych w lipcu 2023 roku, wymóg zdolności rażenia celów lądowych pociskami dalekiego zasięgu był jednym z kluczowych warunków stawianych przez MON. Wymóg posiadania rakiet dalekiego zasięgu był jasno i wprost zapisany.
Rakiety manewrujące dalekiego zasięgu - takie jak amerykańskie Tomahawk czy francuskie MdCN - w które wg pierwotnych założeń miały być wyposażone polskie okręty podwodne całkowicie zmieniają rolę okrętu podwodnego. Przekształcają go z broni czysto morskiej, w narzędzie strategicznego odstraszania regionalnego o zasięgu setek lub tysięcy kilometrów. W sytuacji Polski ma to bardzo racjonalne uzasadnienie, o czym niżej.
Klasyczne torpedy pozwalają atakować wyłącznie inne okręty, natomiast pociski manewrujące umożliwiają niszczenie kluczowej infrastruktury agresora głęboko na jego terytorium – np. centrów dowodzenia, baz lotniczych, węzłów logistycznych i kluczowych obiektów.
Umieszczenie rakiet dalekiego zasięgu na okrętach podwodnych daje efekt zaskoczenia, nieprzewidywalności i możliwość kontrataku Marynarki Wojennej RP z dowolnie wybranego przez nią kierunku. Okręt podwodny przemieszcza się skrycie. Przeciwnik posiadający systemy obrony powietrznej nie wie, z którego punktu na morzu zostaną odpalone rakiety. Zmusza go to do rozproszenia obrony i zabezpieczania granic ze wszystkich stron, a nie tylko od linii frontu.
Rosja doskonale wie, skąd wystartują polskie samoloty F-16 czy F-35 przenoszące pociski JASSM-ER i stale monitoruje przestrzeń powietrzną radarami. Natomiast okręt podwodny z rakietami manewrującymi jest niewykrywalny. Przeciwnik nigdy nie wie, gdzie się znajduje i skąd nadejdzie uderzenie. Musi założyć, że polski kontratak może nadejść w każdej chwili z dowolnego kierunku, co zmusza go do rozproszenia swoich systemów obrony przeciwrakietowej na ogromnym obszarze.
Zasięg operacyjny współczesnych rakiet Tomahawk w wersji konwencjonalnej wynosi ok. 1700 km, a rakiet MdCN ok. 1400 km. Wyposażone w nie polskie okręty podwodne mogłyby przeprowadzić z rejonu Morza Bałtyckiego kontruderzenie wymierzone w cele zlokalizowane np. w rejonie Moskwy.
Posiadanie okrętów z taką bronią drastycznie podnosi koszty potencjalnej agresji na Polskę dla przeciwnika i tym samym podnosi bezpieczeństwo naszego kraju. Agresor musi się liczyć z natychmiastowym, silnym i precyzyjnym kontruderzeniem odwetowym Polski z niewiadomego kierunku, którego nie będzie w stanie zneutralizować. Zmusza go to do zastanowienia, czy w ogóle rozpoczynać atak na nasz kraj.
ORKA pozbawiona kłów
25 lutego br. podczas wspólnego posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej i Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Ministerstwo Obrony Narodowej przedstawiło kluczowe informacje dotyczące programu ORKA.
Przedstawiciele MON – ku ogromnemu zaskoczeniu posłów i ekspertów obserwujących proces wyboru okrętu podwodnego - poinformowali, że planowane okręty podwodne zostaną pozbawione pocisków manewrujących dalekiego zasięgu oraz o tym, że nie przewiduje się przystosowania jednostek do takiego uzbrojenia w przyszłości.
Okręty mają być uzbrojone jedynie w torpedy, mają być przystosowane do stawiania min morskich oraz prowadzenia operacji z udziałem nurków bojowych. Każda jednostka ma dysponować sześcioma wyrzutniami torped.
Urzędnicy z MON argumentowali rezygnację zmianą sytuacji geopolitycznej po rozszerzeniu NATO o Szwecję i Finlandię. Według nich Bałtyk stał się wewnętrznym morzem Sojuszu, co – ich zdaniem – zmniejsza potrzebę posiadania tak specyficznego uzbrojenia na okrętach podwodnych. Ponadto wskazywali na wysokie koszty integracji oraz fakt, że na rynku brakuje gotowych, łatwo dostępnych konwencjonalnych okrętów podwodnych, zintegrowanych z takimi pociskami.
Argumenty te nie przekonały licznego grona ekspertów wojskowych. Decyzja ta spotkała się z druzgocącą krytyką.
Ograniczona debata
15 kwietnia br. uczestniczący w posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej podsekretarz stanu w MON Stanisław Wziątek z Nowej Lewicy zapowiedział, że do czasu zakończenia negocjacji MON nie będzie publicznie informował o przebiegu negocjacji, a w szczególności o sprawach dotyczących uzbrojenia tychże okrętów. Miało to dotyczyć również jawnych posiedzeń Komisji Sejmowych.
Jest to poniekąd zrozumiałe. Polska jest przedmiotem intensywnego działania rosyjskich służb wywiadowczych, a szeroka, publiczna debata na tak wrażliwe dla naszego bezpieczeństwa tematy łatwo może zostać wykolejona przez prowokacje i fake-newsy.
Takie podejście ma jednak istotną wadę. Otóż grono uczestników dyskusji nad wyborem najwłaściwszej opcji uzbrojenia zostało niezwykle zawężone poprzez wykluczenie z niej licznego grona ekspertów. A to niekoniecznie sprzyja trafności w podejmowaniu decyzji. Dyskusja przeniosła się do prasy, mediów społecznościowych i rozmów prywatnych.
Argumenty ekspertów
Według uczestniczących w obradach sejmowej Komisji Obrony Narodowej 15 kwietnia br. posłów opozycji oraz opinii wielu niezależnych ekspertów artykułowanych w mediach, ograniczone możliwości bojowe nowych okrętów podwodnych pozbawionych rakiet manewrujących dalekiego zasięgu, nie są warte tak ogromnych środków finansowych, jakie zostaną wydane na program ORKA.
Ich zdaniem brak wyposażenia okrętów podwodnych w rakiety sterowane dalekiego zasięgu w ofercie szwedzkiej dyskwalifikuje ją, gdyż wydane gigantyczne pieniądze nie podniosą w żaden sposób naszego bezpieczeństwa.
Nie zgadzają się również z argumentami MON przedstawionymi w trakcie posiedzenia komisji sejmowej, że okręt podwodny nawet z tzw. klasycznym uzbrojeniem torpedowo-minowym jest dużym zagrożeniem dla potencjalnego agresora na Bałtyku. Argumentują, że Marynarka Wojenna RP poprzez wprowadzenie Morskiej Jednostki Rakietowej zredukowała w dużym stopniu zagrożenie ze strony rosyjskich nawodnych jednostek pływających.
Po wejściu Finlandii i Szwecji do NATO układ sił na Morzu Bałtyckim uległ całkowitej zmianie. Klasyczne zwalczanie okrętów nawodnych i podwodnych Rosji mogą dziś skuteczniej realizować floty: szwedzka, fińska, niemiecka i polska, a także lotnictwo i nadbrzeżne baterie rakietowe – w tym właśnie nasza Morska Jednostka Rakietowa.
W takiej sytuacji inwestowanie w okręty podwodne wyposażony jedynie w torpedy i miny - zdaniem wielu ekspertów - nie zwiększy w żaden sposób naszego bezpieczeństwa, a jest jedynie nieprzemyślanym wydawaniem pieniędzy podatnika.
Nie przekonują ich również mgliste uwagi urzędników MON o tym, że okręty te mogą ewentualnie być doposażone na późniejszym etapie w rakiety dalekiego zasięgu. Powołują się tutaj na przykład australijskich okrętów podwodnych klasy Collins, które również zamierzano doposażyć w takie rakiety, ale zrezygnowano z uwagi na gigantyczne koszty i problemy techniczne.
Okręty klasy Collins wybudowane zostały przez konsorcjum Australian Submarine Corporation w latach 1990 – 2003 na podstawie projektu opracowanego przez szwedzką firmę Kockums, przejętą później przez Saab.
Jedyną sensowną - ich zdaniem - opcją jest zakup okrętów ze zintegrowanymi już rakietami dalekiego zasięgu i taką właśnie wersję powinna zawierać oferta zaakceptowana przez polski rząd. Czy tak się stanie, przekonamy się niebawem. Takie okręty ze zintegrowanymi rakietami dalekiego zasięgu oferowali między innymi dwaj inni uczestnicy przetargu: Korea Południowa i Francja.
MON obiecał twarde negocjacje
Uczestniczący w posiedzeniu sejmowej Komisji Obrony Narodowej 15 kwietnia br. wiceminister MON Stanisław Wziątek zapewniał wówczas, że jeżeli „złożone dokumenty określające ofertę strony szwedzkiej nie będą satysfakcjonujące, być może nie będzie podpisanej umowy i przejdziemy do dalszego procedowania innych ofert”.
Przypomniał, że swoje oferty przedstawiły także inne państwa - w tym np. Włochy, Niemcy, Francja czy Korea Południowa, a ich oferty zostały ocenione i uszeregowane przez specjalny zespół zajmujący się ich analizą. Zapewniał równocześnie, że wybrane będą najnowocześniejsze rozwiązania dostępne na rynku.
Transfer technologii i współpraca przemysłowa
Równolegle z negocjacjami nad konfiguracją wyposażenia bojowego okrętów, prowadzone są rozmowy na temat offsetu, który ma być integralną częścią porozumienia ze Szwecją. Chodzi między innymi o jak najszerszy udział polskich firm w łańcuchu dostaw, czyli tzw. polski „local content”, tj. produkcję jak największej liczby komponentów w Polsce, chociaż okręty mają być budowane w Szwecji.
Innymi obszarami negocjacji są: transfer technologii, budowa kompetencji remontowych i serwisowych w Polsce oraz możliwość wykorzystania zdobytych kompetencji przy kolejnych projektach morskich.
Według informacji podawanych przez media w ostatnich dniach, obecna oferta strony szwedzkiej jest oceniana przez część rządu jako niezadowalająca. Wątpliwości wobec obecnego kształtu propozycji szwedzkiej mają pojawiać się ze strony resortu Aktywów Państwowych. Również Ministerstwo Finansów i Gospodarki miało zwracać uwagę na zachwiane relacje pomiędzy wartością kontraktu, a skalą korzyści dla polskiej gospodarki.
Rząd liczy, że w przypadku kontraktu tej skali, polskie firmy – prywatne i państwowe – rozwiną swoją działalność i poszerzą kompetencje. Wstępne rozmowy ze stroną szwedzką były bardzo obiecujące.
List intencyjny szwedzkiego oferenta deklarujący zainteresowanie budową okrętu Ratownik to jednak zdecydowanie za mało – potrzebne są twarde zapisy kontraktowe, a niedotrzymanie warunków offsetu powinno być obwarowane wysokimi karami finansowymi. Podobnie jak ewentualne opóźnienia w realizacji kontraktu.
Program ORKA był również jednym z tematów na antenie Radia Gdańsk w audycji „Ludzie i Pieniądze” podczas którego redaktor Iwona Wysocka rozmawiała z zaproszonymi gośćmi. Całej audycji można wysłuchać pod linkiem:
Musimy szukać innego partnera do programu ORKA - trwają negocjacje
Czytaj także:
Kosiniak-Kamysz - wkrótce umowa na ORKĘ
ORKA bez rakiet - MON tłumaczy się w Sejmie
Okręty podwodne dla Polski - MON wybiera dostawcę ale bez punktacji i przejrzystości
ORKA niekoniecznie ze Szwedami - w rządzie pojawiły się wątpliwości
Program ORKA ma poprawić nasze bezpieczeństwo
Podpisane w grudniu 2025 roku memorandum międzyrządowe ze Szwecją w sprawie programu ORKA nie jest prawnie ani biznesowo wiążące dla strony polskiej w sensie przymusu zakupu okrętów.
Nie zawierało również sztywnej, prawnie wiążącej daty dziennej podpisania ostatecznego kontraktu wykonawczego. Wyznaczyło jedynie ogólne ramy czasowe, wskazując na pierwszą połowę 2026 roku jako docelowy termin zawarcia ostatecznej umowy.
Wywieranie presji terminowej na rząd, w tym Ministerstwo Obrony Narodowej, w tak ważnej sprawie definitywnie nie powinno mieć miejsca i byłoby najgorszą rzeczą jaką można teraz zrobić.
Najważniejsze, żeby kontrakt – z kimkolwiek zostanie ostatecznie zawarty - został wynegocjowany dobrze, zabezpieczając nasze interesy obronne i gospodarcze, tak żeby wydane pieniądze realnie poprawiły nasze bezpieczeństwo i zapewniły skuteczne odstraszenie potencjalnego agresora.
Zdaniem wielu ekspertów zagwarantują to okręty ze zintegrowanymi rakietami sterowanymi dalekiego zasięgu, których zasięg będzie obejmował cele w głębi Rosji, po to by cena ewentualnego ataku na Polskę była wysoka. Zmusi to ewentualnego agresora do zastanowienia się, czy w ogóle rozpoczynać atak na nasz kraj, a to podniesie poziom naszego bezpieczeństwa.

Ireneusz Karaśkiewicz
Dyrektor Biura Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE
EU Transparency Registration Number - REG 0133338100106-19
