W trzecim odcinku naszego autorskiego cyklu „Praca na fali” kapitan jednostki SAR-1500 Huragan Piotr Korczyński opowiada o tym, jak ratuje się rozbitków na morzu.
Gdy na horyzoncie pojawia się charakterystyczna, czerwono-biała sylwetka, dla walczącego w Bałtyku o życie oznacza to koniec najgorszego koszmaru.
W Porcie Łeba oficjalny reżim gotowości wynosi 15 minut. To czas, w którym od odebrania sygnału o niebezpieczeństwie statek SAR musi odbić od nabrzeża. W realu dzieje się to znacznie szybciej.
– W ciągu 3–4 minut jesteśmy na jednostce i odpalamy silniki. W międzyczasie załoga zakłada kombinezony i płyniemy na miejsce – mówi Piotr Korczyński, kapitan Huraganu.
Błyskawiczna reakcja jest możliwa, bo ratownicy spędzają pół miesiąca w pobliżu statku. Wspólnie żyją, jedzą i śpią w bazie. Dlatego Huragan startuje niemal natychmiast po usłyszeniu sygnału „Man Overboard” (człowiek za burtą).
SAR to skrót od Search and Rescue (poszukiwanie i ratownictwo), oznaczający również polską Morską Służbę Poszukiwania i Ratownictwa. Informacja o wypadku zwykle przychodzi właśnie z Morskiego Ratowniczego Centrum Koordynacyjnego w Gdyni.
– Podają nam koordynaty miejsca zdarzenia, a my płyniemy tam i rozpoczynamy poszukiwania – tłumaczy Korczyński.
Scenariusze są różne: od wypadnięcia pasażera z promu, przez awarie kutrów rybackich, aż po zaginięcie amatorów sportów wodnych.
Dwie drogi na mostek
Ścieżka zawodowa w SAR może przebiegać na dwa sposoby. Pierwszy, „krótszy”, to ukończenie wyższej szkoły morskiej. Studia dają solidne podstawy teoretyczne i szybciej otwierają drzwi do stopni oficerskich i kapitańskich.
- Sposób drugi prowadzi przez różne kursy, od młodszego marynarza, przez marynarza i tak dalej. W całości jest to dłuższa droga – zauważa Piotr Korczyński.
Załogę tworzą: kapitan, starszy oficer oraz dwóch ratowników. Każdy musi mieć nie tylko wiedzę nawigacyjną, ale i medyczną.
Dlaczego Huragan nie zatonie?
Jednostki typu SAR-1500 (jest ich siedem, obok trzech większych SAR-3000 i flagowego Kapitana Poinca) to duże osiągnięcie inżynierii okrętowej. Są wyposażone w napęd strugowodny (jetowy). Zamiast tradycyjnych śrub statek pobiera wodę na śródokręciu i wyrzuca ją pod ogromnym ciśnieniem na rufie.
– Dzięki temu osobom, które ewentualnie dostałyby się pod rampę, nie stanie się krzywda. Jety wyrzucą ją na pewną odległość od statku. W przypadku śruby byłoby to śmiertelnie niebezpieczne – tłumaczy kapitan Korczyński.
Napęd daje też Huraganowi olbrzymią zwrotność. Statek może niemal w miejscu przejść z pełnej mocy naprzód do ciągu wstecznego, co przy tradycyjnej śrubie wymagałoby czasochłonnego wyhamowania silników.
Jednostka jest praktycznie niezatapialna. Nawet jeśli fala wywróci ją o 180 stopni, dzięki odpowiednio nisko położonemu środkowi ciężkości potrafi sama się naprostować. Do tego Huragan w sytuacjach kryzysowych może przyjąć na pokład nawet 70 rozbitków.
Jak długo da się przeżyć w Bałtyku?
Bałtyk bywa bezlitosny, zwłaszcza zimą. Dawniej przyjmowało się, że człowiek bez kombinezonu ma szansę przetrwać tylko przez 15 minut. Obecna wiedza medyczna i standardy (np. IAMSAR) przesunęły te granice.
– Dzisiaj, jeśli woda ma 0 stopni, można przeżyć nawet 9 godzin. Były przypadki, że uratowano osobę odnalezioną po takim czasie, z temperaturą ciała 26 stopni – opowiada Korczyński.
Szpital na falach
Torby medyczne na Huraganie mają podobne wyposażenie jak te w karetkach pogotowia. Zestaw R1 zawiera wszystko, co jest niezbędne do udrożnienia dróg oddechowych, prowadzenia tlenoterapii, opatrywania ran oraz stabilizacji krążenia. Na pokładzie ratownicy działają jak paramedycy, przygotowani na najtrudniejsze scenariusze – od nagłego zatrzymania krążenia po ciężkie urazy mechaniczne.
Specyficzna konstrukcja pozwala bezpiecznie podejmować ludzi bezpośrednio z wody za pomocą rampy. Wyjęcie czterech, pięciu czy sześciu rozbitków to dla ratowników ogromny wysiłek. Osoby wyciągnięte z lodowatego Bałtyku wykazują nadludzką siłę lub wręcz przeciwnie – skrajną apatię.
Największa nagroda
To oczywiście osobiste spotkania z uratowanymi. Kapitan wspomina 15-letnią kitesurferkę, którą udało się szybko odnaleźć dzięki pomocy innego sportowca.
– Później dziewczynka razem z mamą i ciocią przyjechała do nas do bazy, by podziękować. To największe podziękowanie za naszą pracę, jeśli taka osoba żyje — kończy z uśmiechem Korczyński.
Poznawaj z nami zawody morskie
„Praca na fali” to autorski cykl wywiadów i reportaży, którego producentem jest PortalMorski.pl. Prezentujemy w nim różne zawody morskie przez pryzmat ludzi, którzy je wykonują, dla których stanowią nie tylko codzienne obowiązki, ale także pasję i przygodę życia. Chcemy ich pasją zarazić innych, którzy być może zastanawiają się nad wyborem własnej drogi zawodowej.
Czytaj także:
Multimedialny projekt
Miesięcznik „Polska na Morzu” oraz PortalMorski.pl przygotowały serię bogato ilustrowanych artykułów i reportaży wideo, które pozwolą poczuć rytm pracy na statku, w porcie, na pokładzie holownika, w morskim centrum szkoleniowym i wielu innych miejscach.
Chcesz zostać oficerem na statku, pilotem morskim, kapitanem holownika, ratownikiem morskim, inżynierem okrętowym, marynarzem albo uprawiać inny zawód morski, o którym nawet nie wiedziałeś? Poznaj i posłuchaj tych, którzy już to robią i szczerze opowiadają o swojej pracy. Dowiedz się u źródła, korzystając z naszego przewodnika 'Praca na fali'.
Zapraszamy na pokład!
Trzeci odcinek naszego cyklu już w bieżącym wydaniu miesięcznika „Polska na Morzu”, który znajdziecie w salonach EMPiK i salonikach prasowych InMedio, Relay oraz w Internecie – na PortalMorski.pl.
Zachęcamy również do śledzenia naszych kanałów w mediach społecznościowych (YouTube, Facebook). Ruszajcie z nami w rejs po wiedzę i inspirację. Czas na „Pracę na fali”!
W trzecim odcinku o pracy ratowników morskich opowiada Piotr Korczyński, kapitan jednostki SAR-1500 Huragan. Całą obszerną rozmowę można przeczytać w miesięczniku "Polska na Morzu”.
Redakcja PortalMorski.pl

