Japoński statek badawczy wydobył osad z metalami ziem rzadkich z dna Pacyfiku na głębokości 6 tys. metrów – podała w poniedziałek Kyodo. To próba mająca uniezależnić Japonię od dostaw z Chin, choć władze przyznają, że komercyjna eksploatacja złóż stoi pod znakiem zapytania ze względu na koszty.
- To znaczące osiągnięcie pod względem bezpieczeństwa ekonomicznego – ocenił w poniedziałek zastępca głównego sekretarza rządu Masanao Ozaki.
Jednocześnie zastrzegł, że konieczne jest nie tylko opracowanie technologii rafinacji, ale przede wszystkim „zweryfikowanie opłacalności ekonomicznej”, bo główną przeszkodą pozostają olbrzymie koszty wydobycia i transportu z odległych rejonów wokół wyspy Minami Torishima, położonej ok. 1,8 tys. km na południowy wschód od Wysp Japońskich.
Próbki pobrał statek badawczy Chikyu, który operował w wyłącznej strefie ekonomicznej Japonii na Pacyfiku. Jak podaje Kyodo, próba wydobycia minerałów na pełną skalę może rozpocząć się za rok.
Według szacunków rejon Minami Torishima zawiera ponad 16 mln ton surowców niezbędnych dla sektora zaawansowanych technologii. Zasoby te mogłyby teoretycznie zaspokoić światowe zapotrzebowanie na dysproz – kluczowy dla przemysłu motoryzacyjnego do produkcji najsilniejszych magnesów trwałych (neodymowych) – przez 730 lat, a na itr – mający szerokie spektrum zastosowań, od zaawansowanej optyki i laserów po inżynierię materiałową – przez 780 lat.
Działania Japonii to bezpośrednia odpowiedź na dominację Chin, które kontrolują ponad 90 proc. światowej rafinacji tych metali. Chiny zaczęły wykorzystywać surowce jako narzędzie politycznego nacisku, blokując eksport towarów o podwójnym zastosowaniu. Napięcie w relacjach Chin i Japonii wzrosło w listopadzie, gdy japońska premierka Sanae Takaichi zasugerowała gotowość do reakcji militarnej w przypadku chińskiego ataku na Tajwan.
Krzysztof Pawliszak
